Właściciel schroniska odpiera zarzuty i mówi o fali hejtu
Właściciel schroniska Kazimierz Pawluśkiewicz odpiera zarzuty dotyczące utrudniania adopcji oraz złych warunków w placówce.
– Psy były wydawane, kiedy tylko ktoś przychodził. Nikomu nie utrudnialiśmy adopcji. Nie widzę, żeby te zarzuty miały pokrycie w prawdzie. Tak samo jak twierdzenia, że podczas upałów psy tutaj padały. Od dłuższego czasu żaden pies nie odszedł. To wszystko hejt i pomówienia. Moja żona jest dziś w szpitalu, traci wzrok w jednym oku przez takie formy zastraszania. To jest niesamowita presja – mówi.
Od decyzji o zamknięciu placówki minął tydzień. W tym czasie nowy dom znalazło ponad 70 psów, jednak ponad 200 wciąż czeka na opiekunów. Służby, samorządowcy, właściciele schroniska i aktywiści zgodnie apelują o adopcję. Do przygarnięcia psa zachęcają także osoby, które odwiedziły schronisko i zdecydowały się zabrać czworonoga do domu.
– Pieski są wszystkie piękne. Ja już mam jednego psa, więc kolejny nie dogadałby się z moim, ale bardzo zachęcam, żeby przyjeżdżać i zabierać te pieski do domu – mówi jedna z odwiedzających.
– Już od jakiegoś czasu myślałam o psie i od początku chciałam adoptować go ze schroniska. Ta duża akcja zmobilizowała mnie do działania. Jestem z Zakopanego i właśnie adoptowałam suczkę. Jeszcze nie ma imienia. Była bardzo wystraszona, nie umiała chodzić na smyczy, ale już robi pierwsze postępy – dodaje nowa właścicielka.
Adopcja możliwa każdego dnia. Każdy pies przechodzi badanie
Zwierzę można adoptować każdego dnia. Na miejscu dyżuruje lekarz weterynarii, który bada psa przed wydaniem i przeprowadza rozmowę z przyszłym opiekunem. Do adopcji wystarczy między innymi smycz.
– Procedura jest dość czasochłonna, ponieważ każdy pies musi zostać dokładnie zbadany przez panią doktor sprawującą nadzór. Trzeba zapoznać się z jego historią medyczną, przebiegiem pobytu w schronisku, a także okolicznościami odłowienia i zachowaniem zwierzęcia. Adopcja jednego psa zajmuje około 30 minut, a czasem nawet dłużej – wyjaśnia Aneta Kawula, powiatowy lekarz weterynarii w Limanowej, która tymczasowo pełni obowiązki w Nowym Targu.
Gminy chcą więcej czasu na znalezienie miejsc dla zwierząt
Formalnie schronisko zakończy działalność 14 lipca. Do tego czasu 42 gminy, które kierowały tam bezdomne psy, powinny zapewnić im nowe schroniska lub znaleźć nowych opiekunów. Samorządowcy rozmawiają jednak z prawnikami i Wojewódzkim Inspektoratem Weterynarii o możliwości wydłużenia tego terminu.
Jak podkreślają, znalezienie nowych miejsc dla zwierząt jest bardzo trudne. Ich zdaniem wokół nowotarskiego schroniska powstała zła atmosfera, przez co wiele placówek nie chce przejmować psów bezpośrednio z tego azylu. Są natomiast gotowe przyjmować zwierzęta już po przejęciu ich przez gminy.
– Czas mija. Dostaliśmy czternastodniowy termin, ale nikt nie zastanowił się, jak nam pomóc po jego upływie. Czujemy się trochę pokrzywdzeni tą decyzją. Po pierwsze, ten termin jest nieracjonalnie krótki – mówi wójt Bukowiny Tatrzańskiej Andrzej Pietrzyk.
– Bardzo zła atmosfera wokół schroniska powoduje, że są w Polsce placówki, które boją się przyjąć psy z Nowego Targu. Kiedy pytaliśmy, czy ktoś wesprze nas w tej kryzysowej sytuacji, słyszeliśmy odpowiedzi, że niekoniecznie chodzi o psy z Nowego Targu, bo nikt nie chce znaleźć się na celowniku jako kolejne schronisko – dodaje wójt gminy Poronin Anita Żegleń.
Właściciele schroniska deklarują, że niezależnie od formalnego terminu zamknięcia będą opiekować się zwierzętami do czasu, aż wszystkie znajdą nowe domy lub trafią do innych schronisk.