Fot. Filip Drożdż
Protestujący zarzucają właścicielom placówki brak przejrzystości w jej funkcjonowaniu. Wskazują między innymi na ograniczony dostęp do zwierząt, brak wolontariatu oraz utrudnione adopcje. Podnoszą również kwestie liczby pracowników oraz decyzji dotyczących uśmiercania zwierząt.
Według uczestników protestu schronisko, w którym przebywa blisko 300 psów, obsługuje zbyt mała liczba pracowników. Ich zdaniem właściciele placówki mają być również zamknięci na pomoc z zewnątrz, w tym na współpracę z wolontariuszami i organizacjami społecznymi. Krytycy zwracają też uwagę na warunki bytowe zwierząt – wskazują na zbyt małe klatki oraz przepełnienie placówki.
Jednym z głównych zarzutów jest również niewielka – zdaniem protestujących – liczba adopcji w stosunku do liczby zwierząt przebywających w schronisku. Podnoszą także kwestie decyzji dotyczących uśmiercania zwierząt oraz zasad ich podejmowania.
Właściciel schroniska Kazimierz Pawluśkiewicz, który pojawił się na miejscu, odpiera zarzuty i deklaruje gotowość do rozmów. Podkreśla, że placówka działa zgodnie z przepisami, a przeprowadzane wcześniej kontrole nie wykazały nieprawidłowości. Zapewnia też, że zwierzęta mają zapewnioną opiekę.
Odniósł się również do kwestii wolontariatu. Jak zaznaczył, schronisko jest otwarte na współpracę, jednak problemem są przepisy i brak odpowiedniej infrastruktury.
Kwestia jest w przepisach, bo muszą być dopasowane, żeby bezpieczni byli wolontariusz, pies i my. Wystąpiliśmy jakieś półtora miesiąca temu do gminy, żeby nam pomogły w stworzeniu warunków dla wolontariuszy, bo musimy im wybudować budynek
– mówił Pawluśkiewicz.
Właściciele podkreślają także, że są celem „nagonki” w mediach społecznościowych. Ich zdaniem część informacji jest nieprawdziwa lub wyrwana z kontekstu, co odbija się zarówno na funkcjonowaniu placówki, jak i na ich rodzinie. Jednocześnie deklarują gotowość do rozmów z protestującymi.
Część uczestników protestu oraz dziennikarzy została wpuszczona na teren schroniska, by zobaczyć warunki, w jakich przebywają zwierzęta.
Fot. Filip Drożdż
Protest zakończył się po kilku godzinach, jednak emocje wokół sprawy nie opadły. Na miejscu pojawili się także inspektorzy ds. ochrony zwierząt, którzy rozpoczęli oględziny placówki. Jak wskazują, psy są socjalizowane i wykazują gotowość do adopcji, jednak sam obiekt – ich zdaniem – jest zaniedbany, przepełniony i wymaga remontu. Zwracają również uwagę na konieczność poprawy jakości karmy.
To miejsce na dzień dzisiejszy powinno zostać zamknięte, ponieważ nie spełnia absolutnie żadnych warunków do trzymania takiej liczby zwierząt. Jeżeli mielibyśmy wykluczyć boksy, które są niezdatne do użytku, musielibyśmy wyłączyć połowę. W tym momencie mamy miejsce na 100, może 120 psów. Będziemy starali się pomóc. Liczymy na właściciela i na to, że on naprawdę będzie chciał z nami współpracować
– mówił Tomasz Synoradzki, inspektor ds. ochrony zwierząt.
Właściciele schroniska podtrzymują jednak, że placówka działa zgodnie z obowiązującymi przepisami, a część pojawiających się w przestrzeni publicznej informacji jest – ich zdaniem – nieprawdziwa lub wyolbrzymiona.