Mieszkańcy wciąż obserwują pracujący ciężki sprzęt tuż obok swoich domów. Obiekt powstaje przy historycznej ulicy, w sąsiedztwie ponadstuletnich zabytkowych budynków. W bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się między innymi jedna z charakterystycznych zakopiańskich drewnianych willi.
Czy jesteśmy intruzami we własnym mieście? Czy mamy żyć pod dyktando ludzi, którzy robią z tego miasta plastik? To jest jeden jarmark, jeden cyrk. Będzie zielone światło dla następnych, którzy przyjdą i powiedzą: „Nie potrzebuję pozwoleń, robię, co chcę”. Nam już nie jest tylko przykro. Jesteśmy oburzeni. Mam poczucie, że nie jestem u siebie
mówią mieszkańcy.
Przedsiębiorca odpiera wszystkie zarzuty. W przesłanym oświadczeniu przekonuje, że oskarżenia są bezpodstawne, a działania podejmowane wobec niego naruszają jego dobre imię. Zapowiada także skierowanie pozwów przeciwko dziennikarzom.
„Stanowczo oświadczam, że wszelkie twierdzenia sugerujące nielegalność realizowanej przeze mnie inwestycji pozostają niepotwierdzone i nie znajdują oparcia w ustaleniach właściwych organów. Są one wyłącznie spekulacjami. (…) Opieranie materiałów prasowych na domysłach i subiektywnych relacjach godzi w moje dobre imię i generuje realne straty dla reprezentowanego przeze mnie przedsiębiorstwa” – napisał w oświadczeniu.
Możliwości ograniczone
Zdaniem urzędników oraz przedstawicieli Towarzystwa Opieki nad Zabytkami inwestycja jest niezgodna z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, a część prowadzonych prac wymaga pozwoleń, których inwestor nie uzyskał.
– Nie może tam powstać nic takiego. Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego obszaru Zamoyskiego nie zezwala w tym miejscu na park rozrywki. Inwestor nie dokonał żadnych zgłoszeń, nie uzyskał żadnych pozwoleń. Jest to obszar wpisany do rejestru zabytków. Inwestor twierdzi, że nie miał takiego obowiązku. Nie dość, że wprowadza opinię publiczną w błąd, to jeszcze pozywa „Tygodnik Podhalański”, który jako pierwszy opublikował informacje o jego planach. Domaga się wysokich odszkodowań – mówi prezeska podhalańskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Agata Nowakowska-Wolak.
Dodaje, że obowiązkiem urzędów jest reagowanie na tego typu sytuacje.
Urzędy powinny być bardziej skuteczne, bo najczęściej urzędnicy rozkładają ręce, a mieszkańcy szukają wszelkich sposobów, żeby taki proceder zdusić w zarodku.
Burmistrz Zakopanego Łukasz Filipowicz przekazał, że sprawą zajmują się zarówno urzędnicy, jak i nadzór budowlany. Wyjaśnia jednak, że na tym etapie możliwości działania miasta są ograniczone.
– Możemy przygotować odpowiednie zgłoszenie, ale całe postępowanie prowadzi nadzór budowlany. Niestety, podobnie jak w przypadku innych tego typu instalacji, nie zawsze okazuje się to skuteczne. Możliwości działania miasta są po prostu ograniczone.
Mieszkańcy nie zamierzają odpuszczać. Jak podkreślają, nie sprzeciwiają się rozrywce ani nowym inwestycjom. Oczekują jednak, że będą one powstawały zgodnie z prawem i z poszanowaniem historycznego charakteru tej części Zakopanego.