Czego dowiesz się z tej rozmowy?
- Wśród pacjentów nie może być VIP-ów, to niezgodne z konstytucją. Ustawa zasadnicza wyszczególnia jednak grupy uprzywilejowane
- E-kolejka proponowana przez Ministerstwo Zdrowia może nie przynieść oczekiwanych skutków
- Wymaganie od lekarzy pracy w sektorze publicznym jest formą spłacenia długu, jaki zaciągnęli od państwa - twierdzą eksperci
- Rozmówcy podkreślają, że zmiany w przepisach muszą być przemyślane i wprowadzane stopniowo
Kto jest VIP-em?
Adwokat Piotr Rachwał z Uniwersytetu Andrzeja Frycza-Modrzewskiego podkreśla, że wśród pacjentów nie ma VIP-ów, bo zgodnie z konstytucją, istnieje równość w dostępie do opieki medycznej. Są jednak grupy uprzywilejowane.
Ustawa wskazuje na takie podmioty, jak kobiety w ciąży, osoby o znacznym stopniu niepełnosprawności, działacze opozycji antykomunistycznej, osoby represjonowane i wiele więcej innych. To pokazuje, że nie mamy VIP-ów, mamy osoby uprzywilejowane konstytucyjnie, a następnie ustawowo - mówi adwokat.
Dla szczególnych funkcjonariuszy państwowych przeznaczone są natomiast osobne placówki.
E-kolejki i maksymalne wynagrodzenia
Rachwał określa zarobki przekraczające 300 tysięcy złotych miesięcznie jako "sprzeczne z prawem, albo stanowiące obejście prawa". Jednak propozycję ograniczenia wynagrodzeń lekarzy do maksymalnie 240 złotych na godzinę uważa za skrają. Przestrzega przed zbyt pochopnym wprowadzaniem zasad, które później ciężko będzie egzekwować. Dodaje, że pomysł e-kolejek, może okazać się nieskuteczny.
Nie znamy jeszcze szczegółów. Trzeba próbować walczyć z patologią , ale czy wprowadzenie instytucji może doprowadzić, że zaklniemy przepisami rzeczywistość? Mówię - nie. Gdyby to było takie łatwe, to przecież ta e-kolejka pojawiłaby się 20 lat temu. Bo problem z kolejkami, z przedłużającym się oczekiwaniem na zabiegi, to nie jest problem dnia dzisiejszego, tylko to jest problem przynajmniej od 1989 roku.
Dr Maciej Pach, konstytucjonalista z poznańskiego Centrum Praw Człowieka, Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk podkreśla, że zmiany ustawowe wprowadzane pod wpływem nagłych afer mogą okazać się wadliwe. Jako przykład podaje ustawę lex Kamilek.
Spłacanie długu
Rozmówcy twierdzą, że wymaganie od lekarzy zatrudnienia w sektorze publicznym byłoby formą spłacenia długu, jaki zaciągnęli od państwa w procesie uczenia się:
Lekarze odgrywają szczególną rolę w społeczeństwie, odpowiadając za nasze życie i zdrowie. Jest to jeden z najbardziej prestiżowych zawodów. Jeżeli funkcjonujemy w ramach jakiegoś prestiżowego zawodu, to wydaje się, że też powinny być większe obowiązki w stosunku do osób, które taki zawód wykonują - mówi dr Pach.
Koszty wykształcenia prawnika a lekarza są niewspółmierne. U nas wystarczy tablica, sala i ławki. Nic więcej nie jest potrzebne. Na studiach medycznych koszty edukacji są o wiele wyższe ze względu na laboratoria, prosektoria. To wszystko kosztuje. I teraz lekarze muszą zrozumieć ciężar swojego powołania. I to się nazywało etosem - dodaje Piotr Rachwał.