Panie pośle, w regionach Rozwój Plus rośnie w siłę. Ostatnio kilku radnych w Lublinie opuściło Prawo i Sprawiedliwość i przeszło do stowarzyszenia Mateusza Morawieckiego. A co z Małopolską, matecznikiem Prawa i Sprawiedliwości? Tutaj do Rozwoju Plus wybiera się niewielu. Pytam o nowe twarze.
- Wielu samorządowców rozmawia z nami i jest bardzo zainteresowanych współpracą. Wynika to z tego, że premier Morawiecki dał się poznać jako osoba, która przez wiele lat bardzo mocno wspierała samorządy inwestycyjnie. Nawet samorządowcy, którzy nie są przyjaźni prawicy, mówili, że za Morawieckiego był deszcz pieniędzy na inwestycje: komunalne, lokalne, sportowe czy trasy rowerowe. Dlatego teraz nasze rozmowy są trochę łatwiejsze. Na kongresie, który odbędzie się 26 września w Tomaszowie Mazowieckim, już w tej chwili przewidujemy około 500–600 samorządowców, w tym kilkunastu prezydentów, między innymi Świętochłowic, Kalisza, Puław i Sieradza.
To afera wszystkich środowisk politycznych
A z Małopolski? Kto zatem? Niedawno Agnieszka Ścigaj mówiła o burmistrzu Okoczuku, ale trochę więcej tych nazwisk chcielibyśmy poznać.
- Nie chciałbym wychodzić przed szereg i wskazywać tych samorządowców, którzy są zainteresowani i rozmawiają z nami jako ze stowarzyszeniem. Oczywiście nie jesteśmy partią polityczną i tę formułę chcemy jak najdłużej utrzymywać, gdyż formuła stowarzyszenia jest bardzo dobra i akceptowalna we współpracy z samorządami.
Najlepszym przykładem jest to, że wczoraj na forum odbyła się prezentacja nowej książki premiera Mateusza Morawieckiego „Wielka strategia Polski na następne 20 lat”. Sala była pełna, było mnóstwo samorządowców, w tym samorządowców z Małopolski. Ale jeżeli oni sami tego nie uczynią, nie chciałbym mówić, że są zaangażowani w prace stowarzyszenia Rozwój Plus. Na pewno wielu samorządowców oczekuje współpracy i zrozumienia samorządu.
500–600 samorządowców, jak słyszymy ze strony przedstawicieli stowarzyszenia Rozwój Plus, ma się pojawić na kongresie dla samorządów organizowanym przez stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego. Wśród nich samorządowcy z Małopolski. Mam nadzieję, że poznamy trochę więcej nazwisk, bo na razie ujawnił się nam jeden z burmistrzów. Tymczasem Rozwój Plus coraz bardziej dystansuje się od Prawa i Sprawiedliwości. Ryszard Terlecki mówi, że nie chciał być w trzeciej Konfederacji. Mówi też o przejęciu Prawa i Sprawiedliwości przez Suwerenną Polskę, której coraz bardziej ciąży sprawa Zondacrypto, szczególnie byłemu ministrowi sprawiedliwości i prokuratorowi generalnemu. Rozwój Plus domaga się komisji śledczej w tej sprawie. Ale polityków stowarzyszenia Mateusza Morawieckiego też łączyły różne relacje z tym środowiskiem. Pan jako były wiceminister sportu i turystyki na pewno miał doskonałe albo przynajmniej poprawne relacje z Radosławem Piesiewiczem.
- Podpisuję się pod diagnozą marszałka Terleckiego. Oczywiście afera Zondacrypto jest aferą wszystkich elit politycznych i panuje powszechne przekonanie w społeczeństwie, że obecny wymiar sprawiedliwości może nie poradzić sobie albo może nie chcieć do końca wszystkiego obiektywnie wyjaśnić. Dlatego istnieje umocowany prawnie mechanizm komisji śledczej, który co prawda nie jest doskonały, ale naprawdę wyjaśnił wiele ważnych afer w Polsce.
Chyba najlepszym dowodem jest to, że zaproponowaliśmy komisję śledczą, czyli niczego się nie boimy. Niech każdy w tej sprawie szuka u swojej konkurencji tego, co było najgorsze. To naprawdę najlepsze wyjście z całej tej sytuacji, żeby z udziałem kamer można było zdiagnozować całą sytuację kilka lat wstecz, także za rządów Prawa i Sprawiedliwości i premiera Mateusza Morawieckiego.
"Nie dajmy się omamić szalonym środowiskom"
A jakie były pana relacje z Radosławem Piesiewiczem? Zanim został szefem PKOl, kierował jeszcze związkiem siatkówki i koszykówki. Wiceminister sportu i turystyki na pewno miał z nim jakieś relacje.
- Oczywiście, że tak. Spotykaliśmy się, rozmawialiśmy w sprawach związanych z promocją sportu przez turystykę. Trudno, żeby wiceminister sportu i turystyki nie rozmawiał i nie miał relacji z wiceprezesem PKOl. Były to jednak relacje tylko i wyłącznie służbowe. W sprawach, na których nam zależało, czyli dotyczących współpracy turystyki i sportu, współpraca z PKOl układała się dobrze.
Wracając do samorządowców. Rada Zakopanego przyjęła ostatnio rezolucję w sprawie hejtu wobec górali. Czy pan też czuje się hejtowany jako Zakopiańczyk?
- Tak. Cała ta sytuacja, ten ostatni protest, to była naprawdę jedna wielka żenada. Mówię o poziomie argumentów i rozmowy. Jeżeli padały tam argumenty: „koniec ze średniowieczem”, „wycofujemy konie”, „z nikim nie negocjujemy”, to nie były argumenty, ale karczemna awantura. Dlatego nie chciałem się zbytnio angażować w dialog czy rozmowę z tym środowiskiem, bo ten poziom był naprawdę żenujący.
Kilka tygodni wcześniej, 16 sierpnia, wszystkie media na świecie, w tym polskie, obiegła informacja, że w Szwajcarii doszło do wypadku powozu konnego. Trzy konie wiozły 20 osób w dolinie Verrosec, gdzie odbywają się właśnie tego typu przejażdżki. Jedna osoba zginęła. Wóz wpadł do przydrożnej fosy, kilka osób zostało rannych. Sprawdziłem, jak to wygląda. Odbywają się tam regularne przewozy końmi. Trzy konie ciągną wozy z 20 osobami. Wycieczka trwa dwie godziny, trasa ma siedem kilometrów i ponad 200 metrów przewyższenia. Okazuje się, że w Szwajcarii jest to możliwe. Prosiłbym więc, żeby to towarzystwo zakończyło średniowiecze w Szwajcarii.
Ten apel odnosi się też do działalności Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, który protestował na drodze do Morskiego Oka. O tym pan mówił, panie pośle. Rozmawiałem też ze starostą tatrzańskim. Jak się wydaje, górale w ogóle stają się celem ataków. Dlaczego tak się dzieje?
- Jeżeli to towarzystwo zaczynało mówić o Goralenvolku i w ogóle o tym, że górale to bardzo pazerne środowisko, które patrzy tylko na układy samorządowe, to naprawdę był poziom żenujący. Dobrze, że samorządy jako reprezentanci Podhala i górali zabrały stanowczy głos w tej sprawie. Nie dajmy się omamić takim trochę szalonym środowiskom, które naprawdę nie patrzą obiektywnie na rzeczywistość.
Górny limit za niski
Zostawmy sprawy transportu konnego i hejtu wobec górali. Jeszcze pytanie do byłego ministra sportu i turystyki, bo na najbliższe posiedzenie Sejmu ma trafić projekt ustawy o opłacie turystycznej. Czy sondował pan otoczenie prezydenta? Czy podpisze taką ustawę? Przecież deklarował, że żadnych nowych podatków nie będzie i nie zgodzi się na żadne nowe podatki. De facto opłata turystyczna będzie podatkiem fakultatywnym.
- Nie sondowałem, ponieważ nie mam ku temu kompetencji ani nie zostałem o to poproszony. Jak najbardziej wspieram opłatę turystyczną jako możliwość pozyskania przez samorządy dodatkowych środków na turystykę. Samorządy powinny mieć absolutną dowolność, czy przeznaczą je na walkę z overtourismem, poszerzanie oferty turystycznej czy budowę ścieżek rowerowych. Każdy samorząd ma swoje uwarunkowania i własną politykę.
Jest to wielka szansa dla polskiej turystyki. Dla samego Krakowa to około 100 milionów złotych. Proszę sobie wyobrazić, że to naprawdę będzie zmiana jakościowa. Ten projekt wydaje się dobry. Zawsze byłem zwolennikiem takiego rozwiązania. Także na państwa antenie wielokrotnie, jeszcze jako minister, mówiłem, że opłata turystyczna powinna zostać wprowadzona i powinna być niezależna od wszystkich parametrów środowiskowych oraz od celu podróży. W konsultacjach używałem nawet roboczej nazwy „opłata pobytowa”, czyli przypisana do samego faktu pobytu w obiekcie noclegowym. Już sam pobyt powinien wiązać się z wniesieniem tej opłaty, bo tak jest prawie na całym świecie.
A pięć złotych? O takiej stawce słyszeliśmy jako górnej granicy. Pięć złotych, czyli nieco ponad euro, na początek wystarczy?
- Uważam, że jest to trochę za niski górny limit. Przypomnijmy, że samorządy będą mogły ustalać wysokość tej opłaty. Powinny mieć również możliwość tworzenia różnych stref i stosowania różnych stawek. Są miasta, w których wyższa opłata będzie akceptowalna, więc nie ograniczajmy tego. Uważam, że górny limit powinien być znacznie wyższy.
"Będę rekomendował poparcie"
Czyli więcej niż pięć złotych? Samorządy powinny móc uchwalić u siebie opłatę wyższą niż pięć złotych?
- Jeżeli będą miały sygnał z branży turystycznej, że opłata jest za wysoka i powoduje negatywne reakcje konsumentów, oczywiście będą mogły ją obniżyć. Ale nie ograniczajmy ich w tak drastyczny sposób. Uważam, że pięć złotych to stawka do podwyższenia, ale jeszcze raz podkreślam: ważne jest, żeby zaczęła funkcjonować uniwersalna opłata turystyczna, bardzo łatwa w poborze, ponieważ będzie to nowa jakość dla polskiej turystyki.
Jeśli taki projekt trafi na posiedzenie Sejmu w przyszłym tygodniu, Rozwój Plus zagłosuje za ustawą wprowadzającą opłatę turystyczną?
- Będę zdecydowanie rekomendował kolegom z mojego klubu poparcie takiej opłaty. Nawet jeżeli rozwiązanie nie będzie doskonałe, powinniśmy je poprzeć. W przyszłości zawsze można je modyfikować. Wielką szansą dla polskiej turystyki, a zarazem koniecznością, jest poszerzanie oferty, budowa nowych tras rowerowych i nowych atrakcji. Na to wszystko potrzebne są pieniądze, bo widać, że turystyka się rozwija. Polacy chcą wyjeżdżać nawet na krótkie, dwu- czy trzydniowe pobyty, ale chcą spędzać ten czas aktywnie. To są trendy ogólnoświatowe. Dlatego przyciągniemy również zagranicznych turystów, jeśli poprawimy trasy rowerowe, trasy kajakowe i tak dalej.