Posłuchaj rozmowy Patryka Kubiaka z Piotrem Laskowskim.
Około 16 milionów turystów odwiedziło Kraków w ubiegłym roku. W kampanii przed wyborami prezydenckimi wróciło pytanie o to, ile miasto na tym ruchu zarabia, a ile kosztuje je obsługa przyjezdnych. Łukasz Gibała mówi o 85 mln zł rocznie wydawanych przez Kraków na obsługę masowej turystyki, czyli co najmniej 103 zł w przeliczeniu na mieszkańca.
Piotr Laskowski, prezes Małopolskiego Oddziału Polskiej Izby Turystyki, zaznacza jednak, że nie zna źródła tych wyliczeń i nie potrafi potwierdzić tej kwoty.
Znacznie łatwiej, jak tłumaczy, oszacować wydatki samych turystów. Według danych, na które się powołuje, średnio jedna osoba podczas pobytu może zostawić w Krakowie około 1,5 tys. zł, przy czym turyści zagraniczni wydają więcej niż krajowi. Pieniądze trafiają przede wszystkim do obiektów noclegowych, ale również do gastronomii, transportu lokalnego czy atrakcji turystycznych.
Wiemy, że średnio turyści zostawiają po półtora tysiąca do nawet i więcej na przyjazd do Krakowa. Więc można powiedzieć, że mówimy o skali kilku miliardów złotych, które są generowane przez turystów przyjeżdżających do Krakowa. Natomiast kwestia tego, ile nas kosztuje ta turystyka, to myślę, że ciężko oszacować, bo nie wiem, co dokładnie mielibyśmy tu zawrzeć, żebyśmy mogli na takie pytanie odpowiedzieć
- mówi prezes.
Laskowski przekonuje, że potrzebne byłoby kompleksowe opracowanie uwzględniające zarówno wpływy związane z turystyką, jak i wydatki ponoszone przez miasto, np. na transport czy gospodarkę odpadami. Dopiero taki raport pozwoliłby określić rzeczywisty bilans.
Koszty publiczne, zyski prywatne? Laskowski: część pieniędzy wraca do miasta
Jednym z argumentów przeciwników nadmiernej turystyfikacji jest przekonanie, że jej koszty ponoszą wszyscy mieszkańcy, natomiast korzyści trafiają przede wszystkim do prywatnych przedsiębiorców. Laskowski nie zgadza się z tak jednoznacznym podziałem.
Przekonuje, że pieniądze wydawane przez turystów trafiają do hoteli i innych miejsc noclegowych, restauracji, przewoźników czy właścicieli atrakcji. Przedsiębiorcy płacą jednak podatki, a część publicznych dochodów w różnych formach zasila także samorządy. Dlatego – jak argumentuje – wpływów z turystyki nie można traktować wyłącznie jako prywatnych zysków:
- Jeśli powiemy, że koszty są uspołecznione, to myślę, że możemy też śmiało powiedzieć, że przychody również w pewnym sensie są uspołecznione, bo jednak spora część podatków, które przedsiębiorcy działający w branży turystycznej odprowadzają do budżetu państwa, też w jakiejś formie wraca do miasta. Nie możemy powiedzieć, że są to prywatne przychody, które w żaden sposób nie wrócą do Krakowa.
Prezes Małopolskiego Oddziału Polskiej Izby Turystyki przywołuje również szacunki, według których turystyka może odpowiadać za około 8 proc. PKB Krakowa. Zastrzega przy tym, że w przestrzeni publicznej pojawiają się różne dane i wymagają one weryfikacji. Podobnie traktuje szacunek mówiący o około 15 mld zł wygenerowanych przez turystykę w 2025 roku. Według przywoływanych przez niego badań z turystyką lub branżami okołoturystycznymi może być związanych od 10 do 12 proc. osób zatrudnionych w Krakowie.
Opłata turystyczna? „Jestem całym sercem za”
Laskowski popiera wprowadzenie opłaty turystycznej. Jego zdaniem stawki pojawiające się w dotychczasowych propozycjach – od kilku do około 11 zł za noc – nie powinny wpłynąć na decyzje osób planujących przyjazd do Krakowa.
Przypomina, że podobne rozwiązania funkcjonują w wielu europejskich miastach. Opłata może zależeć od standardu miejsca noclegowego, mieć stałą wysokość albo być naliczana procentowo od wartości rachunku. Pozyskane w ten sposób pieniądze mogłyby służyć m.in. ograniczaniu uciążliwości powodowanych przez duży ruch turystyczny:
Nie uważam zdecydowanie, żeby ta opłata miała jakoś odstraszyć turystów na poziomie między cztery a 10 czy 11 złotych. (...) Jestem całym sercem za tym, żeby taka opłata była i uważam, że jest to zdecydowanie szansa dla Krakowa, żeby pewne środki pozyskać.
Pomysł wprowadzenia opłaty turystycznej jest obecnie jednym z tematów kampanii wyborczej w Krakowie. W debacie pojawiają się różne projekty i propozycje jej wysokości.
Czy Kraków ma już za dużo turystów?
Przy około 16 mln odwiedzających rocznie pojawia się również pytanie o granice turystycznej „wyporności” Krakowa. Laskowski przyznaje, że trudno wskazać konkretną liczbę, po której przekroczeniu miasto należałoby uznać za przeciążone.
Nie jest zwolennikiem ograniczania liczby przyjezdnych tylko dlatego, że zainteresowanie Krakowem jest duże. Przywołuje przykład Wenecji, gdzie opłata pobierana od części jednodniowych odwiedzających miała nie tyle powstrzymać ruch, ile pozwolić miastu uzyskać pieniądze także od osób, które nie korzystają z noclegów i zostawiają mniej pieniędzy w lokalnej gospodarce.
- Są miasta, które mają zdecydowanie większy problem z ilością turystów, można powiedzieć kolokwialnie, na metr kwadratowy w centrum. Ciężko też powiedzieć, żebyśmy mogli jakoś odstraszać tych turystów. (...) Nie będziemy mówili turystom: «Słuchajcie, nie przyjeżdżajcie, bo tu jest brzydko», bo to jest nieprawda. Kraków jest piękny. I czemu mamy zabraniać komuś poznać miejsca, które my kochamy? - pyta Laskowski.
Turysta premium zamiast masowego? „Trzeba mieć ofertę premium”
Czy sposobem na ograniczenie skutków masowej turystyki może być zmiana profilu odwiedzających i zabieganie o zamożniejszych gości, którzy zostawiają w mieście więcej pieniędzy? Laskowski przestrzega przed traktowaniem „turysty premium” jako prostego rozwiązania.
Żeby Kraków mógł skutecznie zabiegać o takiego gościa, musi najpierw dysponować odpowiednią ofertą. Zdaniem Laskowskiego w niektórych segmentach już ją ma, w innych nadal nie. Nie oznacza to jednak, że miasto powinno rezygnować z turysty masowego.
Według Laskowskiego ważniejsze od tworzenia kolejnych ograniczeń jest egzekwowanie już obowiązujących przepisów oraz uczenie odwiedzających, jak korzystać z miasta bez utrudniania życia jego mieszkańcom.
Zwraca też uwagę, że nie każda uciążliwość w centrum Krakowa jest powodowana przez turystów. Powołując się na badania prowadzone na Uniwersytecie Jagiellońskim, wskazuje, że część problemów przypisywanych turystyce powodują także mieszkańcy innych dzielnic, którzy przyjeżdżają do centrum na krótko:
Głównym problemem jest kwestia odpowiedniej egzekucji przepisów prawa. I wtedy naprawdę wszystkim będzie się żyło bardzo dobrze. Ta turystyka nie będzie czarną owcą i takim kozłem ofiarnym na wszelkie możliwe problemy.