– Przeciwstawiamy się temu, co jest złe, temu rasizmowi. Bo tak naprawdę trzeba nazwać rzeczy po imieniu. To, co wyprawia się w internecie, to nic innego jak krytykowanie danej grupy etnicznej. Uważam, że takie postępowanie tych biznesowych organizacji pseudoekologicznych jest niedopuszczalne. Nie powinniśmy się na to zgadzać i zawsze powinniśmy bronić swojego dobrego imienia – mówił burmistrz Łukasz Filipowicz.
Spór o konie nad Morskim Okiem
Tłem konfliktu pozostaje spór o transport konny na trasie do Morskiego Oka. Pod koniec sierpnia doszło tam do gwałtownych protestów z udziałem przedstawicieli DIOZ.
Zakopiańska policja prowadzi ponad 70 spraw związanych z protestami. Dotyczą one łącznie 118 wykroczeń, których mieli dopuścić się uczestnicy pikiet. Chodzi między innymi o utrudnianie ruchu oraz niestosowanie się do poleceń funkcjonariuszy.
Okoliczności protestów bada także Prokuratura Rejonowa w Zakopanem po zawiadomieniu złożonym przez starostę tatrzańskiego. Śledczy sprawdzają między innymi, czy przedstawiciele DIOZ znieważyli funkcjonariuszy publicznych oraz nawoływali do nienawiści wobec górali.
– Był Goralenvolk, ale oprócz tego była wielka akcja kurierska, była Konfederacja Tatrzańska, była walka naszych ludzi na wielu frontach. Totalne nazywanie nas wszystkich potomkami zdrajców nie może mieć miejsca – mówił wcześniej starosta tatrzański Andrzej Skupień.
Podpalenie samochodu DIOZ i kolejne postępowanie
Kilka godzin po jednym z protestów spłonął samochód należący do Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Śledczy ustalili, że pojazd został podpalony. W tej sprawie zarzuty usłyszeli dwaj mężczyźni.
Spór o transport konny do Morskiego Oka przeniósł się również do Warszawy. Aktywiści protestowali przed Ministerstwem Klimatu i Środowiska, a do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów skierowali list otwarty. Domagają się całkowitego zakończenia przewozów konnych na trasie do Morskiego Oka.