Duże siły policji interweniowały na drodze do Morskiego Oka. Protestujący usiedli na jezdni i rozpoczęli blokadę, ale zostali usunięci przed policję. Jednego z protestujących, Konrada Kuźmińskiego, szefa Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, zakuto w kajdanki i odprowadzono do radiowozu.
Jak ustalił reporter Radia Kraków, nie chodziło o sam protest, a o ustalenie jego miejsca pobytu. W tle są też odrębne, niezwiązane z dzisiejszym protestem zarzuty prokuratorskie. Chodzi między innymi o kradzieże zwierząt, naruszenie miru domowego czy oszustwa.
- Poza usunięciem aktywistów z jezdni pikieta przebiegała spokojnie. Nie odnotowaliśmy poważniejszych zdarzeń. Na samym początku zgromadzenia protestujący chcieli zablokować drogę, jednak po naszej interwencji transport i droga została odblokowana. Będziemy prowadzić czynności w tej sprawie – mówi Maciej Kasprzycki z tatrzańskiej policji.
Przy wejściu na szlak funkcjonariusze kierowali ruchem fasiągów i turystów. Aktywiści pikietowali, skandowali hasła, emocje nie opadały.
Na Palenicę Białczańską przyjechała też grupa górali sprzeciwiających się działaniom aktywistów. Odrzucają zarzuty o cierpienie koni i twierdzą, że protestujący chcą przejąć interes.
- Niech nie mówią, że my konie męczymy, bo tak my je kochamy. Dawniej każdy miał konia, bo każdemu był potrzebny do pracy. Dziś tacy zostali, co go kochają i dbają o tego konia, bo nikomu nie jest koń potrzebny. Przyszliśmy po to, żeby wspierać naszych krajanów, naszych górali, którzy pracują tu. Konie są żywicielami naszych od zarania. Nie poddamy się, góral jest twardy jak skała, nie da się go rozłupić i będziemy bronić do końca. Wychowaliśmy się tu z końmi i będziemy walczyć o to, żeby po prostu te konie były. Od pokoleń są i będą - mówili.
Prezes Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka Andrzej Mąka ocenia, że za protestem stoi nie dobro zwierząt, ale próba przejęcia przewozów.
- Nie będziemy się po prostu uginać pod nimi. Wiemy, po co tu przyjechali, po co ta firma przyjechała, bo to nie jest ochrona zwierząt. To jest firma wynajęta po to, żeby nas stąd po prostu wykurzyć. Myśmy o tym mówili od 15 lat, że nie chodzi o te konie. Widać właśnie, że w ogóle ich konie nie interesują. Interesuje właśnie przejęcie tej trasy, przejęcie tej naszej spuścizny - podkreśla.
Tymczasem aktywiści zapowiadają kolejne protesty na drodze do Morskiego Oka. Chcą pojawić się także przed Ministerstwem Klimatu i Środowiska w Warszawie oraz Parlamentem Europejskim w Brukseli. Domagają się całkowitego wycofania przewozów konnych. Zapowiadają też uruchomienie własnego transportu elektrycznego.
- Nie chodzi nam o pieniądze, chcemy dać turystom wybór. Jeżeli staną tutaj e-fasiągi, obok fasiągów, to jesteśmy pewni, że społeczeństwo samo zadecyduje, którą formą transportu chce podróżować. Jeżeli furmani nie chcą, żeby te pojazdy mogły być im przekazane, no to w takim razie my z tego skorzystamy. Wszystkie środki finansowe będą przekazywane na cele statutowe, a więc ratowanie zwierząt – mówi organizatorka protestu Joanna Marcinkowska.
Konrad Kuźmiński, po tym, jak został zwolniony przez policję, tłumaczył:
- Tatrzański Park Narodowy wprowadza działania destrukcyjne dla innego systemu transportu turystów niż transport konny. W busach, które wprowadzono na trasę, turysta nie zobaczy nic - okna są zaciemnione, szyby zaklejone reklamami, biletów nie można kupić.
Spór o transport do Morskiego Oka zaognił się kilka dni temu podczas burzliwego spotkania w Starostwie Tatrzańskim. Konrad Kuźmiński z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt zarzucił staroście, że urząd blokuje wprowadzenie transportu elektrycznego i utrzymuje system, w którym przewoźnicy mogą wozić turystów tylko konno.
– Jest pan kłamcą i oszustem i tyle panu mam do powiedzenia. Bezczelnym, który okłamuje całą Polskę razem z dyrektorem. Proszę pana, całą Polskę okłamujecie – mówił Kuźmiński.
Starosta tatrzański Andrzej Skupień odpierał zarzuty, nie wykluczył podjęcia kroków prawnych.
– Musimy przeanalizować to prawnie, bo sugerowanie, że są jakieś układy korupcyjne w związku z transportem na drodze do Morskiego Oka, to naprawdę gruba przesada – mówił Skupień.
Spór toczy się tuż przed zmianą organizacji transportu na popularnej tatrzańskiej trasie. Od 1 września fasiągi mają pokonywać niespełna trzy kilometry zamiast dotychczasowych siedmiu. Wozy konne będą dojeżdżać tylko do Wodogrzmotów Mickiewicza.