Od budzika do „taki/a już jestem”
Język szakala to język ocen, etykiet i przekonania, że nie mamy wyboru. Często zaczyna się bardzo niewinnie. Budzik jest nastawiony na 6.30, ale zamiast wstać, otwieramy oczy o 8.00 albo nawet o 10.00. Sam fakt jest prosty i obserwowalny. Dopiero to, co mówimy sobie chwilę później, uruchamia całą lawinę.
„Leniwy/a”, „rozlazły/a”, „do niczego”, „powinienem/powinnam wstać wcześniej”. Z jednego wydarzenia szybko przechodzimy do opowieści o własnej tożsamości. Jak zauważa Marta Kułaga, certyfikowana trenerka NVC:
te wszystkie słowa, leniwy/a, jestem do niczego, prowadzą nas do kolejnych kroczków spirali ściągającej w dół.
Problem polega na tym, że etykieta nie zatrzymuje się na przeszłości. Jeśli uznamy, że jesteśmy leniwi, łatwo zaczynamy myśleć, że tacy będziemy już zawsze.
Skoro bycie leniwym jest częścią mojej tożsamości, to znaczy, że ja zawsze taki/a będę
- mówi gościni Radia Kraków.
Taki sposób myślenia może mieć korzenie jeszcze w dzieciństwie, kiedy określenia nadawane nam przez dorosłych zaczynały z czasem brzmieć jak prawda o nas samych.
Żyrafa nie wyrzuca szakala za drzwi
W Porozumieniu Bez Przemocy nie chodzi o to, żeby wewnętrznego szakala uciszyć, zakazać mu mówić albo zastąpić kolejnym zestawem „właściwych” myśli. Przeciwnie, trudne komunikaty można potraktować jak informację.
Nie wyrzucamy tych trudnych komunikatów i trudnego języka, mówiąc, że musimy się go pozbyć. Tylko dzięki procesom transformacji tłumaczymy to na język uczuć i potrzeb
- wyjaśnia Marta Kułaga.
Wróćmy więc do pobudki o 6.00. Dlaczego właściwie chcemy wtedy wstawać? Być może chodzi o rozwój, czas na czytanie, większą organizację, poczucie sprawczości albo możliwość dotrzymywania umów zawieranych z samym sobą. Pod pozornie prostym celem może kryć się znacznie głębsza potrzeba, choćby zaufania do siebie.
Jednocześnie późniejsze wstawanie również może mieć swoją historię. Organizm może potrzebować odpoczynku, a dłuższy sen może być próbą zadbania o efektywność.
Trochę się teraz odklejamy od tego wstawania o 6.00 czy o 10.00, bo to były tylko jakieś powierzchowne strategie. W istocie ten dylemat jest o tym, jak zadbać zarówno o wypoczynek, jak i strukturę rozwój i zaufanie do siebie
- mówi trenerka.
Wtedy zamiast karać się za to, że kolejny raz nie udało się zrealizować idealnego planu, można zacząć szukać rozwiązania, które rzeczywiście odpowiada na ważne potrzeby. Nie wiadomo przecież z góry, czy pobudka o 6.00, 8.30 czy 9.00 będzie dla nas najlepsza. Jeśli jakaś strategia nie działa, nie musi to oznaczać, że coś jest z nami nie tak.
Troska też może przekraczać granice
Szakal nie zawsze mówi do nas samych. Pojawia się także wtedy, kiedy jesteśmy przekonani, że wiemy, jak powinno wyglądać życie kogoś innego. Czasem nawet bardzo mocno wierzymy, że nasze rady wynikają wyłącznie z troski.
Troska jest często powodem przekraczania granic innych osób
- zauważa Marta Kułaga, przywołując myśl Miki Kashtan, według której oś troski bardzo często łączy się z osią przemocy.
Łatwo zobaczyć to w relacjach rodzinnych. Rodzic patrzy na dorosłe dziecko, które późno wstaje, i zaczyna przewidywać jego przyszłość. Nie poradzi sobie na studiach, nie poradzi sobie w pracy, zmarnuje życie. Tymczasem samo zachowanie nie mówi jeszcze, co się za nim kryje. Ktoś może funkcjonować w zupełnie innym rytmie, mieć inne potrzeby albo inaczej organizować swoją naukę i pracę.
To nie oznacza oczywiście, że każda troska jest niepotrzebna. W przypadku osoby niepełnoletniej, szczególnie gdy pojawia się uzależnienie, rodzic ma także obowiązek ochrony dziecka. Uzależnienia są chorobą- podkreśla trenerka, a w takich sytuacjach potrzebna może być interwencja i wykorzystanie siły ochronnej, a nie karzącej.
Kluczowe jest więc pytanie, co właściwie stoi za naszym impulsem, żeby powiedzieć drugiej osobie, że robi źle. Zanim wygłosimy diagnozę, warto zajrzeć pod własną troskę. Czego tak naprawdę chcemy? Spokoju? Bezpieczeństwa? Dobrej relacji? Szacunku? A może po prostu chcemy mieć pewność, że osoba, którą lubimy, jest szczęśliwa?
Zamiast rady, zaproszenie do rozmowy
Ta zmiana perspektywy potrafi zupełnie odmienić sposób, w jaki mówimy do innych. Zamiast: „Jak nie przestaniesz czepiać się swojego męża, to on cię zostawi”, można najpierw zapytać, czy druga osoba w ogóle chce usłyszeć naszą opinię.
Jeżeli chcemy komuś coś doradzić, to możemy na przykład na początek jeszcze zapytać: czy chciałabyś usłyszeć, jak ja widzę twoją sytuację, co o niej sądzę
-proponuje Marta Kułaga.
Jeszcze ważniejsze jest to, co dzieje się później. Zamiast próbować zmienić czyjeś zachowanie, można spróbować dotrzeć do tego, co za nim stoi. Jeśli przyjaciółka często mówi, że jej mąż za mało zarabia, można zapytać, co właściwie jest dla niej w tym trudne. Czy chodzi o bezpieczeństwo finansowe? Lęk o przyszłość? A może pieniądze stały się dla niej miarą własnej wartości albo szacunku do partnera?
Wtedy zmienia się również nasza rola. Nie musimy już być osobą, która wie lepiej i przychodzi naprawić cudze życie. Możemy być kimś, kto pomaga zobaczyć sytuację szerzej. Znacznie więcej może dać zainteresowanie przyczyną i potrzebami, które kryją się pod zachowaniem niż próby jego zaniechania.
Wewnętrzna żyrafa nie oznacza więc życia bez ocen, złości czy krytycznych myśli. Raczej daje możliwość zatrzymania się przy nich i sprawdzenia, co próbują nam powiedzieć. Szakal może nadal się odzywać. Ważne, żeby nie musiał od razu dostawać bacika, którym będziemy tłuc się po plecach. Zamiast tego można zapytać: czego tak naprawdę potrzebuję i jak mogę o to zadbać?