Spotkanie w sprawie transportu do Morskiego Oka/ Fot. Filipm Drożdż.
W starostwie tatrzańskim spotkali się przedstawiciele lokalnych władz, Tatrzańskiego Parku Narodowego, firmy oferującej pojazdy elektryczne oraz organizacji prozwierzęcych. Dyskusja była momentami bardzo emocjonalna.
"Konie są elementem naszej kultury"
Pod adresem starosty tatrzańskiego Andrzeja Skupnia padły zarzuty dotyczące dotychczasowych działań samorządu, został też nazwany kłamcą. Starosta uznał część wypowiedzi za pomówienia. Lokalne władze zapowiadają analizę nagrania ze spotkania i nie wykluczają podjęcia kroków prawnych.
Skupień odrzuca zarzut, że samorząd przez lata sprzeciwiał się zmianom w transporcie do Morskiego Oka. Przypomina o ograniczeniu liczby pasażerów w zaprzęgach, badaniach koni oraz uzgodnionym modelu łączącym transport konny z elektrycznym.
– Od dwóch lat pracujemy wspólnie nad tym, żeby transport był poprawiony. Zmiany w regulaminie są bardzo restrykcyjne. Konie są badane, na wozie może być tylko 10 osób, a teraz mamy uzgodniony docelowy model połączenia transportu konnego z elektrycznym – mówił po spotkaniu Skupień.
Starosta nie popiera całkowitego wycofania zaprzęgów. Przekonuje, że przewozy konne są częścią lokalnej tradycji. Mówił o rodzinach, które zostały wywłaszczone (często brutalnie), kiedy powstawał TPN. Uważa, że nie można pomijać tego historycznego kontekstu przy podejmowaniu decyzji o przyszłości przewozów.
– Konie są elementem naszej kultury, są naszym dziedzictwem i będziemy zabiegać o to, żeby turyści mogli z tych przewozów korzystać. Nie jako podstawowego transportu, ale również jako atrakcji turystycznej – tłumaczył.
Skupień przypomniał także o mieszkańcach, których rodziny były związane z terenami dzisiejszego Tatrzańskiego Parku Narodowego i zostały wywłaszczone podczas jego tworzenia. Uważa, że ten historyczny kontekst powinien być brany pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o przyszłości przewozów.
Podobne stanowisko przedstawił radny powiatowy Robert Chowaniec. Podkreślał, że przewozy konne są dla części mieszkańców źródłem utrzymania, a zarazem elementem miejscowej tradycji.
– Góry są wszystkich, ale tutaj żyjemy, tutaj pracujemy i tutaj pewnie zostaniemy do końca swoich dni – mówił Chowaniec.
Radny odrzuca także uogólnienia dotyczące złego traktowania zwierząt przez fiakrów. Argumentuje, że konie są podstawą ich pracy, dlatego właścicielom zależy na utrzymaniu zwierząt w dobrej kondycji.
DIOZ: nie chcemy dalszych negocjacji
Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt nie zgadza się na pozostawienie zaprzęgów nawet na skróconej trasie.
– Nie negocjujemy już z nikim. Te negocjacje trwają 10, 15 lat. Żądamy całkowitej likwidacji transportu konnego na trasie do Morskiego Oka – mówiła Krystyna Pietruszka.
Zapowiedziała kontynuowanie protestów i szukanie wsparcia także poza regionem.
– Zrobimy wszystko. Pojedziemy do Brukseli, gdziekolwiek będzie trzeba. Transport może być elektryczny, mogą być inne rozwiązania, ale konie nie będą tam wozić turystów.
DIOZ chce również zapewnienia opieki koniom wycofywanym z pracy. Aktywiści twierdzą, że część zwierząt po zakończeniu pracy jest sprzedawana, także do rzeźni. Zaproponowali, by konie mógł przejmować TPN i wykorzystywać je m.in. przy wypasie służącym utrzymaniu terenów otwartych.
Aktywiści chcą zostać przewoźnikami
Podczas spotkania pojawiła się również propozycja wejścia organizacji prozwierzęcych na rynek przewozów do Morskiego Oka. Konrad Kuźmiński z DIOZ pytał starostę i dyrektora TPN o możliwość zastąpienia zaprzęgów pojazdami elektrycznymi przez obecnych przewoźników.
Jak relacjonuje Kuźmiński, obecny model organizacji ruchu nie przewiduje takiego rozwiązania. DIOZ zamierza więc rozpocząć własną działalność przewozową i starać się o możliwość świadczenia usług pojazdami elektrycznymi.
– Otwieramy działalność przewoźniczą. Jeżeli spełnimy wszystkie wymogi, będziemy mieli prawo zaskarżać akty, które zabraniają takiego modelu – mówił Kuźmiński.
Zapowiedział, że ewentualny dochód z przewozów organizacja chciałaby przeznaczać na ochronę zwierząt i środowiska.
TPN: realizujemy ustalenia
Dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego Szymon Ziobrowski nie zgadza się z zarzutem, że na trasie do Morskiego Oka od lat nic się nie zmienia.
Park realizuje ustalenia zapisane w liście intencyjnym podpisanym w lutym 2025 roku. TPN prowadzi postępowanie dotyczące zakupu elektrycznych busów, a od 1 września twego roku ma rozpocząć się pilotaż nowej organizacji przewozów. Trasa zaprzęgów ma zostać skrócona do Wodogrzmotów Mickiewicza czyli prawie o połowę dotychczasowej trasy, jaką pokonują konie.
– Realizujemy to, co zostało ustalone w lutym ubiegłego roku. W ramach tych postanowień jesteśmy zobligowani do zakupu elektrycznych busów i te busy kupimy. Do Wodogrzmotów Mickiewicza mają jeździć zaprzęgi konne – mówi Ziobrowski.
Dyrektor TPN przyznaje, że przy tak odległych stanowiskach porozumienie z organizacjami prozwierzęcymi jest obecnie niemożliwe.
– Jeżeli strona prozwierzęca domaga się likwidacji transportu konnego i to jest jedyny postulat, a z drugiej strony mamy postanowienia listu intencyjnego, to nie jesteśmy w stanie dojść do porozumienia – tłumaczył.
Ziobrowski odniósł się również do używanego przez aktywistów określenia o koniach „padających” na trasie. Jak przekonuje, może ono sugerować, że zwierzęta przewracają się z wyczerpania, na co – jego zdaniem – nie ma dowodów.
Przywołał dwa przypadki zakończone śmiercią koni. Jak mówił, u jednego ze zwierząt doszło do pęknięcia łuku aorty, drugie zostało spłoszone hałasem śmigłowca. Pozostałe głośne przypadki określił jako „potknięcia, które zdarzają się losowo i mogą przydarzyć się każdemu koniowi”. Dodał, że koń, którego niedawny upadek był szeroko komentowany, przeszedł wcześniej badania weterynaryjne i został dopuszczony do pracy.
W sobotę kolejny protest
Organizacje prozwierzęce zapowiadają dalsze protesty. Najbliższy ma odbyć się w sobotę na drodze do Morskiego Oka.
Aktywiści chcieli wstrzymania ruchu kołowego na czas zgromadzenia. Starostwo nie zgadza się na całkowite zamknięcie drogi. Andrzej Skupień argumentuje, że musi ona pozostać dostępna m.in. dla służb, zwłaszcza w środku wakacyjnego sezonu.
– Państwo macie prawo protestować, ale nie tak, żeby tutaj wszystko nam zablokować – mówił starosta.
Konrad Kuźmiński odpowiada, że organizacje mają prawo do zgromadzeń i oczekują od władz zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom protestu. Zapowiada, że działania będą kontynuowane, jeśli nie doprowadzą do całkowitego wycofania transportu konnego.