Na początek zapytam o język debaty publicznej. Jak się panu podobało szczekanie w Sejmie?
Wszystkie emocjonalne kwestie, które występują bardzo często w Sejmie, mają różne natężenie. Ja jednak pamiętam przede wszystkim sytuację, w której politycy Platformy Obywatelskiej urządzili tak zwany pucz, blokowali mównicę i to było warcholstwo w czystej postaci. Oczywiście w Sejmie raczej powinno się zachowywać umiar. Mnie samemu czasem zdarza się ponieść emocjom. Tak bywa. Widziałem dużo gorsze zachowanie niż to, które tutaj jest piętnowane.
Pani posłanka Dominika Chorosińska z Prawa i Sprawiedliwości, była ministra kultury czy minister kultury, bo chyba tak wolałaby być określana, została nagrana, ale tych głosów było więcej. Ona potem twierdziła, że to jedyny język, jaki rozumie pan Kosiniak i pan Tusk. To może pan przetłumaczy, co chciała powiedzieć przez to „hau, hau”?
Dzisiaj w Polsce powinniśmy się zajmować rosnącymi cenami paliw. O tym powinna być mowa, bo ropa naftowa, olej napędowy na stacjach to już dziewięć złotych.
To trzeba było nie odwracać od tego uwagi.
Dawida Kacprzyka w dalszym ciągu nie przesłuchano. Ukradziono pieniądze przeznaczone na pomoc dla powodzian. Wie pan, to są prawdziwe problemy, a nie tego typu rzeczy.
Myślę, że język też ma znaczenie.
Ma. Oczywiście, że ma. Dlatego nie powinien Donald Tusk na mównicy sejmowej wracać do tematu: „Pewien pan powiedział coś o...”. Czyli Jacek Murański wersja 2.0. Już raz przegrał i tym razem też przegra. W związku z tym premier polskiego rządu powinien powinien się zachowywać poważnie, a nie jak dzieciak.
Wracając do pani poseł Chorosińskiej. To było w trakcie wystąpienia premiera Kosiniaka-Kamysza na temat pana Berka, który trafił do Trybunału Konstytucyjnego. Rozumiem, że to były słowa krytyki skierowane wobec tej kandydatury?
Przede wszystkim pan Władysław Kosiniak-Kamysz, w mojej ocenie i nie tylko mojej ocenie, kompletnie nie wiedział, o czym mówi. Wyszedł na mównicę, próbował w jakiś sposób bronić tej kandydatury, która jest absolutnie nie do obrony. Pan Maciej Berek był czynnym politykiem i nie wykonywał zawodu prawniczego...
Pokazał dokument, że wykonywał.
Tak, pokazał. Wie pan, ja też mogę oświadczyć, że jestem Świętym Mikołajem, co nie oznacza, że jestem Świętym Mikołajem. To, że pan Berek oświadczył, że wykonywał, nie oznacza, że wykonywał. Nie przedstawił żadnych dowodów na to, że pracował w zawodach prawniczych. O tym mówią poważni dziennikarze poważnych redakcji w Polsce, że dzisiaj pan prezydent tak naprawdę jako strażnik konstytucji nie ma innego wyjścia, bo przyjęcie tej kandydatury i zaprzysiężenie po prostu byłoby złamaniem tejże konstytucji. W związku z tym Władysław Kosiniak-Kamysz – mówię to jako świadek tego przemówienia – absolutnie mówił bez ładu i składu. Kompletnie mówił bez sensu.
Rozumiem, że pana zdaniem Maciej Berek jest znacznie gorszym kandydatem niż Stanisław Piotrowicz, który rzeczywiście był prokuratorem w stanie wojennym.
Powiem tylko jedną rzecz i skomentuję to jedną wypowiedzią pana profesora Matczaka, zapewne bliższego panu poglądowo, jak i środowisku Koalicji Obywatelskiej. Profesor Matczak powiedział wprost: „Nie po to staliśmy pod sądami ze świeczkami, nie po to protestowaliśmy, żeby dzisiaj Donald Tusk robił jeszcze gorsze rzeczy”. Więc jeśliby przyjąć ten punkt widzenia, bo to nie jest mój punkt widzenia, tylko to jest punkt widzenia pana profesora Matczaka, to skoro nawet tacy ludzie jak pan Matczak mówią, że to, co robi Donald Tusk, jest po prostu ohydne, no to jakżeż to inaczej skomentować?
Nie sądzę, żeby pan profesor Matczak użył słowa „ohydne”.
Nie, to jest moja opinia, że to jest ohydne. Donald Tusk w tym momencie wprowadza polityków, i to czynnych.
Tak jak pani Pawłowicz, która na Komisji Sprawiedliwości mówiła, że przepisy, za którymi zagłosuje, są jawnie sprzeczne z konstytucją. Ale ona za tym zagłosuje, bo przecież taka umowa polityczna była.
Chodzi o to, żeby przejąć Trybunał Konstytucyjny, żeby Donald Tusk mógł wprowadzać już swoje bezprawie w zgodzie z prawem.
Dokładnie tak jak wy.
Ja wiem, że jest początek dnia, tutaj dawka humoru jest potrzebna. No ale...
Sam pan poruszył sprawę Zondacrypto i zeznań, które cytował pan premier. Jak rozumiem, to są zeznania, które są w prokuraturze, zostały odtajnione na mocy przepisów przyjętych w 2016 roku przez Prawo i Sprawiedliwość. Jak to jest możliwe, że wiceprezesem pana partii wciąż jest człowiek, który nie dość, że ma poważne zarzuty, że przez wiele miesięcy uciekał, ukrywał się u Orbána, to jeszcze przyjął 450 tysięcy od bandziora, który, jak mu przelewał te pieniądze, to już od dawna się w Polsce nie pokazywał, bo się bał aresztu?
To jest w ogóle niesamowite, że pan w dalszym ciągu sufluje tę narrację, ale od samego początku: jeśli chodzi o kwestię Zondacrypto, to jest to dokładnie afera Amber Gold 2.0. Donald Tusk nie miał prawo zaznajomić się z tymi zeznaniami, ale nie miał najmniejszego prawa do ich ujawniania.
Oczywiście, że miał.
Do ujawnienia. Oczywiście, że nie do ujawnienia. Panie redaktorze, jak pan pozwoli, żebyśmy nie powtarzali tych naszych dwóch poprzednich wywiadów, bo jeśli pan mówi, ja mówię, to naprawdę słuchacze z tego nic nie wiedzą. Ja skrócę wypowiedź i pan będzie miał możliwość zadania czy dopytania o kolejne rzeczy. Donald Tusk ma prawo zaznajomić się z zeznaniami. Nie ma prawa ujawnić tych zeznań. Nie miał takiego upoważnienia do ujawnienia. Ewentualnie do ujawnienia zeznań jest upoważniony prokurator generalny. Przypomnę, że Sąd Najwyższy stwierdził jasno, że pan Korneluk nie jest prokuratorem generalnym. W dalszym ciągu pan Barski jest legalnym prokuratorem krajowym. To po pierwsze.
No właśnie krajowym, nie generalnym.
Po drugie... Tak. No ale mówię tutaj...
Ale to prokurator generalny odtajnia.
To nie powiedział pan minister sprawiedliwości, tylko powiedział pan premier, do czego nie miał prawa. Miał prawo wiedzieć, nie miał prawa powiedzieć. Po drugie, tak naprawdę nic nie powiedział, bo pan Tusk w w Sejmie powiedział dokładnie to, co wtedy w wywiadzie u pana Rymanowskiego. Wtedy przynajmniej podał nazwisko wątpliwe, pana Murańskiego. A dzisiaj powiedział, że pewien pan zeznał, że... Wie pan, jeśli my na tym poziomie w Polsce będziemy robić politykę, to to jest przedszkole, a nie poważne państwo.
Jak to możliwe, że wiceprezesem pana partii jest człowiek, który przyjął 450 tysięcy od bandziora i jeszcze sam o to prosił tego bandziora?
Zbigniew Ziobro nie przyjął żadnych pieniędzy od bandziora. Zbigniew Ziobro na mocy decyzji suwerennego państwa, przypomnę jeszcze raz należącego do Unii Europejskiej, czyli na mocy decyzji premiera Węgier otrzymał tam azyl polityczny.
Mówię o pieniądzach od pana Krala.
Zbigniew Ziobro jest oskarżany o tysiąc innych różnych rzeczy. Dzisiaj przebywa na mocy kolejnego azylu w Stanach Zjednoczonych.
To nieprawda. Pan wie, że pan kłamie.
Stany Zjednoczone udzieliły schronienia.
Nie udzieliły azylu.
Na mocy azylu węgierskiego, ale uznały ten azyl. No to jak to inaczej?
Powiedział pan, że Stany Zjednoczone udzieliły azylu Zbigniewowi Ziobrze.
Uznały azyl węgierski.
To jest nieprawda.
No to prostuję, dobrze.
Wpuściły go na teren swojego państwa.
Uznały i objęły go ochroną, ponieważ uznały, że w Polsce Zbigniew Ziobro nie ma prawa do demokratycznego i wolnego sądu.
Nie, nie było takiego komunikatu.
Oczywiście, że tak jest.
Ale nie było takiego komunikatu.
Oczywiście, że tak jest.
Był taki komunikat ze strony Stanów Zjednoczonych?
Tak, był. Był. Jasny.
Tak? Publicznie, tak?
Jasny, publicznie, że w Polsce nie ma możliwości.
Jak to możliwe, że wiceprezesem pana partii jest człowiek, który przyjął 450 tysięcy od pana Krala?
Przypomnę, że Zbigniew Ziobro nie jest skazany prawomocnym wyrokiem sądu. Prokuratura prowadzi postępowania i prowadzi tylko oskarżenia. A dzisiaj Dawid Kacprzyk rozbija się swoim Porsche po Warszawie, a funkcjonariusze Koalicji Obywatelskiej kradną, proszę pana, pomoc dla powodzian. Może o tym porozmawiajmy, co?
A Zbigniew Ziobro prosi przestępcę o pieniądze i je dostaje.
Donald Tusk rządzi w Polsce trzy lata. Proszę pana, olej napędowy dziewięć złotych, kradzione są pieniądze, a pan cały czas wokół tego. Porozmawiajmy o Donaldzie Tusku i jego... Chociaż jedno pytanie o rząd. Dobra?
Pan mi nie będzie dyktował, jakie będę zadawał pytania.
Nie, ja proszę. Ja proponuję. Ja nie dyktuję.
Panie pośle, ja rozumiem, że pan nie lubi obecnego rządu, ale poprzedni rząd pan lubi? To był dobry rząd?
Ale proszę pana, trzy lata rządzi Donald Tusk.
Zawsze powtarzaliście jako strona liberalna: nie żyjmy historią. Dzisiaj ludzi interesuje to, że tankują po dziewięć złotych.
Nic takiego nie powiedziałem.
Może o tym porozmawiamy?
Panie pośle, czy poprzedni rząd był dobry?
Odpowiem. Proszę pana. Poprzedni rząd działał w kwestii cen paliw, że jak wybuchła wojna...
Poprzedni premier Mateusz Morawiecki wczoraj na Twitterze powiedział...
(...) Kiedy wybuchła wojna na Ukrainie, kiedy wystrzeliły ceny paliw, rząd Prawa i Sprawiedliwości zdecydowanie zadeklarował wsparcie dla kierowców i ceny spadły. A dzisiaj od wielu, wielu miesięcy mamy tak naprawdę dramat.
Panie pośle, bo panu wyłączę mikrofon.
Ale proszę wyłączyć. No proszę bardzo. Nie ma żadnego problemu.
Panie pośle, teraz proszę się uspokoić.
Nie, pan się uspokoi.
Proszę się uspokoić.
Albo rozmawiamy jak na początku wywiadu i pan mi pozwala odpowiadać na pytania.
Ale pan nie odpowiada na pytania.
Odpowiadam. Pan zapytał, czy rząd poprzedni był dobry.
Pan nie odpowiada na pytania. Pan zaczął mówić o wojnie na Ukrainie. Proszę włączyć mikrofon.
(Prowadzący rozmowę zdecydował o wyłączeniu mikrofonu gościowi, gdyż ten nie chciał odpowiadać na zadawane pytania).
No jeżeli pan mi wyłącza mikrofon, to co ja mam zrobić?
Pan nie odpowiadał na pytania. Pan zakrzykiwał moje wypowiedzi.
Pan mnie w tym momencie nie szanuje i pan mi wyłącza mikrofon. Jeśli pan mi wyłącza mikrofon, to tak nie będziemy, proszę pana.
No przynajmniej nie szczekam tak jak państwo na sali sejmowej.
Jacy państwo? Jacy państwo?
No przecież tam było więcej głosów.
Panie redaktorze, a pan jest redaktorem publicznych mediów w likwidacji? Mimo wszystko redaktorem czy rzecznikiem rządu Donalda Tuska?
Porozmawiajmy teraz pozwoli pan o Michale Romanowskim.
A pan jest włączony z mikrofonem czy nie?
Widzi pan, światełko się świeci.
Aha, czyli nie wyłączył mi pan. Dobrze. No to zostaję w takim razie.
Wyłączyłem na chwilę. Teraz został włączony z powrotem.
Aha. Czyli takie są standardy w mediach publicznych, że się wyłącza w momentach, kiedy to jest niewygodne.
Porozmawiajmy o Marcinie Romanowskim, bo wiceprezes pana partii, były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro od pana Krala dostał 450 tysięcy, a pan Romanowski...
Nic nie dostał. To jest kłamstwo, proszę państwa. Zbigniew Ziobro nie dostał żadnych 450 tysięcy. To jest powielane kłamstwo. przez pana redaktora Bończę. Kolejne niestety.
Dobrze. Kto dostał te 450 tysięcy?
Proszę pana, dostała na przykład telewizja publiczna milion złotych, bo się Zondacrypto reklamowało.
450 tysięcy. Do czego się przyznał...
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
….co skrytykował Mateusz Morawiecki. I skrytykował też...
Donald Tusk i jego rząd przez trzy lata nie zrobili nic. Nie ostrzegli Polaków.
Oczywiście nie.
W związku z tym Zondacrypto mogły oszukiwać Polaków.
Tak jest.
Co więcej, naciągać wielu znanych sportowców na to, żeby reklamować Zondacrypto.
Pan Kral miał załatwić panu Romanowskiemu azyl w Dubaju podobno.
Coś niesamowitego.
Ale coś nie pykło i w związku z czym pan Romanowski trafił do kolegów Putina do Naddniestrza. Jak pan to skomentuje?
Proszę pana, ale o czym pan mówi, że w Naddniestrzu jest?
A nie jest?
Nawet taki detektyw pan Rutkowski powiedział, że jego w Naddniestrzu nie było. Proszę pana, to są ustawki.
No ale to przecież pan Romanowski powiedział, że jest w Naddniestrzu.
To są bzdury, które pan opowiada tylko po to...
I jego adwokat mówił, że jest w Naddniestrzu.
...żeby przykryć właśnie złodziejstwa tej władzy.
Mało tego, słuchacze Radia Kraków widzieli go w Naddniestrzu.
Żeby przykrywać pedofilskie afery w Kłodzku, żeby żeby przykrywać skradzenie...
Pan Mariusz Krystian, poseł PiS, który jak zwykle...
Panie redaktorze, o czym pan opowiada?
...nie chciał odpowiadać na pytania. Dziękuję.
Jak zwykle pan redaktor Bończa zamiast redaktorem jest rzecznikiem rządu Tuska.