Nie bardzo wiem, jak pana przedstawić. Poseł PiS, czy raczej członek klubu parlamentarnego Rozwój Plus?
- Faktycznie wczoraj formalności stały się faktem. Powstał klub parlamentarny Rozwój Plus.
Ale jest pan też jednocześnie wciąż oficjalnie w Prawie i Sprawiedliwości. Po co cała ta ciuciubabka z kwestią przynależności do partii? Najpierw władze PiS stwierdziły, że nie podpisując lojalek państwo sami odeszli. Później to zostało skierowane do rzecznika dyscyplinarnego, a nie zostaliście wyrzuceni, tak jak było to zapowiadane. Państwo z kolei założyli nowy klub, ale z partii nikt nie wychodzi. To wszystko trochę niepoważne.
- To skomplikowane i chaotyczne. Uznaliśmy, że decyzja pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego z ubiegłego piątku, stwierdzająca, że przestajemy być członkami partii, jest rozstrzygająca. Przeciąganie tej sytuacji jest mało sensowne. Należymy do nowego klubu parlamentarnego. Automatycznie nie jesteśmy już członkami partii PiS.
Oficjalnie jednak państwo są. Co będzie, jeśli PiS przeciągnie państwa pół roku, dziewięć miesięcy? W końcu sami państwo złożą wypowiedzenie? Inaczej nie zarejestrują państwo swojej partii przecież przed wyborami.
- To nie jest tak, że nie ma możliwości założenia nowej partii. Jest różnica zdań co do tego, czy jesteśmy jeszcze członkami PiS, czy nie. PiS twierdzi, że tak, my, że nie. To prawne kruczki bez wpływu na rzeczywistość. Są już konferencje prasowe, będzie wystąpienie premiera Morawieckiego w imieniu tego nowego klubu.
Przy okazji emocje buzują. Są państwo nazywani zdrajcami, Mateusz Morawiecki ma być agentem Tuska i agentem niemieckim. Michał Woś w wyjątkowo nieelegancki sposób pana osobiście wskazał jako „odmłodzoną prawicę Morawieckiego”.
- Nie wszyscy potrafią z klasą przeżyć rozstanie czy porażkę. Stąd te idiotyczne ataki. Patrzę na to z przymrużeniem oka. Jak się rozstajemy, emocje są zawsze nieco większe. One są niepotrzebne, ale są. Tu odstaje od tych wygłupów postawa prezesa Kaczyńskiego, który wciąż mówi, że trzeba myśleć o współpracy, mimo tych formalnych rozejść.
Skoro już pan wspomniał prezesa Jarosława Kaczyńskiego, nie zrobiło się panu przykro wczoraj? Po latach siedzenia w jednej poselskiej ławie i politycznej przyjaźni, Jarosław Kaczyński został zapytany w Kanale Tak, o to kogo z tej grupy Rozwój Plus najbardziej żałuje. Nie wymienił pana, tylko Łukasza Schreibera.
- Wydaje mi się, że mógł wymienić wiele osób. Wybrał Łukasza. Nie widzę w tym nic złego. Z pewnością wśród przytomniejszych członków PiS, a z pewnością także u prezesa, jest pewien żal, że się rozstajemy. Być może tylko na jakiś czas.
Wczoraj wieczorem dowiedzieliśmy się, że wybory prezydenckie w Krakowie odbędą się 27 września. Czy Rozwój Plus wystawi swojego kandydata? Dwa lata temu startował pan Kmita, 20 lat temu to pan startował i nawet wszedł pan do drugiej tury. Może powtórka teraz?
- Nie. Nie ma to sensu. Kandydat PiS był zgłoszony dawno. On prowadzi intensywną prekampanię. Termin już jest…
Oficjalnie nie jest ogłoszony. Dzisiaj prawdopodobnie...
- Formalna kampania dopiero się zacznie. Pan Michał Drewnicki działa od jakiegoś czasu. Dość skutecznie pozyskuje wyborców.
Rozwój Plus poprze w tych wyborach kandydata Prawa i Sprawiedliwości?
- Tak. Jest za mało czasu, żeby myśleć o ustaleniach i szukaniu innego kandydata.
Jak wielu samorządowców z Małopolski planuje wejście do państwa stowarzyszenia, a później partii? Słyszałem przynajmniej o kilku radnych Sejmiku i rady miasta.
- Nie mam jeszcze takiej wiedzy. Zgłosiło się do nas kilkunastu samorządowców, także wójtów, ale to są deklaracje wstępne. Zobaczymy jutro na spotkaniu w Warszawie, kto przyjedzie i podtrzyma gotowość.
Mówimy o tym słynnym grillu?
- Tak.
Będzie rewolucja w Sejmiku Małopolski? Pamiętamy te sześć głosowań na marszałka. Teraz, gdyby część radnych dołączyła do państwa, czy w Sejmiku się zmienił układ, czy wszystko zostanie po staremu?
- Jest za wcześnie, żeby coś prognozować. Nie wiemy, jak będzie z przyłączaniem się. Nie przewiduję jednak w Sejmiku gwałtownych zmian. Tam jest dość stabilna sytuacja. Nie sądzę, żeby to się szybko zmieniło.
Wracając do Sejmu, spodziewa się pan, że pański klub się będzie powiększał? Jest przecież poseł Piotr Uściński, który zostawił PiS już po całej tej awanturze. Podobno są rozmowy z kilkoma innymi posłami. Może jest tak, że ten klub raczej będzie malał, bo Jarosław Kaczyński wielokrotnie udowadniał, że potrafi wyciągać pojedynczych parlamentarzystów i przygarniać ich w PiS-ie? Jak pan myśli, jaka czeka was przyszłość?
- Trudno przewidzieć, czy ktoś nie zrezygnuje. Faktem jest, że kilku posłów się zastanawia. Może dzisiaj będą kolejne nazwiska. Sytuacja jest dynamiczna. Trudno przesądzić, ile po wakacjach będzie osób liczył klub Rozwój Plus i jak się będzie nazywał. To nazwa robocza, przenosząca nazwę stowarzyszenia na klub.
Czyli ta nazwa docelowa jest inna. To oznacza, że nie byli państwo gotowi na to, co się wydarzyło w ostatnich tygodniach?
- Byliśmy zaskoczeni. Wszystkie sygnały, które docierały z Nowogrodzkiej były takie, że szukamy rozwiązania. Dwa skrzydła rozmawiały. To wskazywało, że obie strony chcą się dogadać. Mateusz Morawiecki mówił, że nie zamierza występować z PiS, ani tworzyć konkurencyjnego środowiska. Chciał działać w ramach PiS. Zapadły niezrozumiałe dla mnie decyzje, ale taka jest rzeczywistość. Trzeba działać w nowych warunkach.
Myślą może państwo o tym, co za rok? Do wyborów pójdą państwo sami, wrócą do PiS, a może będzie koalicja na przykład z PSL?
- Trudno dzisiaj coś przewidzieć. Z PSL najmniej jest to prawdopodobne. Jasne jest, że powinien powstać obóz prawicy, który będzie wiązał ugrupowania po prawej stronie. Coś takiego pewnie uda się stworzyć przed wyborami.
Na koniec jeszcze króciutko chciałbym o stosunki polsko-ukraińskie zapytać. Kiedy rozmawialiśmy ostatni raz, pan próbował studzić nastroje. Mówił pan, że nie oddał pan swojego orderu ukraińskiego, że konflikt z Ukrainą nie jest w naszym interesie. Inni politycy prawicy nie byli tak koncyliacyjni. Mamy tego efekty. Jest coraz więcej ataków na Ukraińców w Polsce. Czy podpisałby się pan pod apelem Donalda Tuska do Karola Nawrockiego, żeby „przestał milczeć w tej sprawie”?
- Ja uważam, że ten niepokój wywołany poważnymi zdarzeniami, tym co zrobił Zełeński, on trwa. Nie należy go podsycać. W Polsce mieszka około 1,5 miliona Ukraińców. To głównie kobiety i dzieci. Nie ma po co ich stawiać w sytuacji wrogów czy osób niepożądanych. Mam nadzieję, że ten niepokój i histeria nieco się uspokoi.
Jak pan ocenia działania premiera Tuska, jeśli chodzi o to uspokojenie sytuacji na linii Polska-Ukraina? Wczoraj odbyło się pierwsze od miesięcy spotkanie Włodymyra Zełeńskiego, który wracał ze Stanów z Donaldem Tuskiem w Lublinie. To dobrze, że zaczynamy znowu rozmawiać?
- Ja uważam, że to jest konieczne, żeby rozmawiać z Ukrainą, gdy ona toczy wciąż wojnę i broni się przed Rosją. Rozmowa miała dotyczyć efektów rozmów prezydenta Zełeńskiego w USA. Obejmuje to kwestie uzbrojenia i ważnych rakiet Patriot. Toczą się rozmowy na temat możliwości produkcji tych rakiet na terenie Polski.