Internet nie tyle odleciał w kosmos, ile urządził sobie tam regularną, międzygalaktyczną imprezę. Wystarczyło kilka potwierdzonych przypadków hantawirusa na statku wycieczkowym w okolicach Teneryfy, żeby w sieci wybuchła prawdziwa epidemia absurdu.
Zacznijmy od tego absurdalnego hitu kina akcji, czyli nagrania z ciężarówką, z której przez małą dziurę na pełnym gazie wyskakują hordy szczurów. Podpis pod filmem - uwaga, celowo wypuszczają zakażone gryzonie do miast. Brzmi przerażająco? No pewnie, ale dopóki nie przyjrzymy się szczegółom. Ciężarówka nie ma tablic rejestracyjnych. Szczury, wyskakując przy tej prędkości, przeczą wszelkim prawom fizyki. Cyfrowy detektor na ponad 85% potwierdził, że całe to zoo wygenerowała sztuczna inteligencja.
Sztuczne szczury, ale panika w komentarzach niestety prawdziwa. Mało? Do zestawu teorii dorzućmy jeszcze aktorów kryzysowych, którzy rzekomo udają chorych na hantawirusa. Jako dowód krąży film z wnętrza szpitala, gdzie jeden z pacjentów leży pod respiratorem, a drugi obok, jak gdyby nigdy nic, w czarnym t-shircie, bez żadnej maseczki.
"Ściema. Teatr dla mas" - krzyczą internauci. Tyle, że to materiał w włoskiej stacji Rai Uno z listopada 2020 roku, czyli z czasów pandemii COVID-19 w Turynie. Materiał bezczelnie wycięty z archiwum i podpięty pod nowy temat.
Oczywiście, jak na porządną teorię spiskową przystało, w sieci już objawił się cudowny lek - iwermektyna. Internetowi uzdrawiacze piszą, że to działa na hantawirusa. Otóż nie działa i to z powodów czysto biologicznych. Lek ten zwalcza pasożyty, na przykład owsiki u koni. Hantawirus to wirus. Leczenie infekcji wirusowej lekiem na odrobaczanie zwierząt hodowlanych ma tyle samo sensu, co gaszenie pożaru benzyną. Kompletnie inny adres.
Jaki z tego wniosek? Prawdziwe wirusy atakują nasze organizmy, ale te internetowe rewelacje atakują nasz zdrowy rozsądek. Dlatego zamiast łykać się każdy sensacyjny post, jak młody pelikan, czasem lepiej po prostu wyłączyć komputer, umyć ręce i przewietrzyć głowę.