Macierzyństwo bez lukru. „Mięśnie mam od miłości” – rozmowa z Pauliną Małochleb
Macierzyństwo to nie tylko czułość i wzruszenie, ale także ogromny wysiłek fizyczny, emocjonalny i organizacyjny. To codzienne dźwiganie – dzieci, zakupów, odpowiedzialności i społecznych oczekiwań. O tym, czym naprawdę jest bycie matką, dlaczego kobiety tak często zadają sobie pytanie „czy jestem wystarczająco dobrą matką?” oraz jak nie dać się presji idealnego rodzicielstwa, opowiada Paulina Małochleb, autorka książki "Mięśnie mam od miłości" wydanej przez Wydawnictwo Karakter.
„Macierzyństwo to relacja”
– W moim przypadku macierzyństwo to relacja. Dopiero w drugiej kolejności jest to rola społeczna – mówi Paulina Małochleb.
Jak podkreśla, dzieci nie są jedynie odbiorcami opieki, lecz pełnoprawnymi osobami, które współtworzą więź z rodzicem. Dlatego ważniejsze od oceniania siebie jako matki jest pytanie o to, jaka jest relacja między matką a dzieckiem.
Presja bycia „wystarczająco dobrą”
Wiele kobiet żyje pod ciężarem oczekiwań, które narzucają kultura, media społecznościowe i społeczne stereotypy.
– Pytanie „czy jestem wystarczająco dobrą matką?” jest dziś narcystyczne, bo skupia nas na sobie, a nie na relacji z dzieckiem – zauważa autorka.
Zamiast budować bliskość, matki często próbują dopasować się do nierealnego wzorca idealnego rodzicielstwa.
Niewidzialna praca matek
Macierzyństwo to także ogrom pracy, której często nie widać. Pamiętanie o wizytach lekarskich, sprawdzianach, zakupach, ubraniach, zajęciach dodatkowych i codziennych potrzebach całej rodziny.
– To praca wynikająca z miłości, ale jednocześnie bardzo obciążająca i wymagająca gigantycznej uwagi – podkreśla Paulina Małochleb.
Miłość, która buduje mięśnie
Tytuł książki nie jest przypadkowy. Odnosi się zarówno do dosłownego wysiłku związanego z noszeniem dzieci, jak i do emocjonalnej siły, którą daje rodzicom miłość.
– Macierzyństwo jest doświadczeniem bardzo fizycznym: przytulania, dźwigania, ocierania łez i nieustannej obecności – mówi autorka.
Wstyd, którego nie trzeba przyjmować
W rozmowie pojawia się także temat wstydu – emocji, która często towarzyszy matkom w przestrzeni publicznej.
– Jedyne, co można zrobić ze wstydem, to go nie przyjąć – przekonuje Paulina Małochleb.
To ważna lekcja dla wszystkich rodziców, którzy czują się oceniani przez otoczenie.
Matka jest pamięcią
Na zakończenie audycji prowadząca przywołała poruszający fragment książki:
„Matka jest pamięcią, bankiem danych. Wie, kiedy dziecko pierwszy raz wstało, kiedy straciło mleczne zęby, czy miało alergię w przedszkolu. O sobie nie pamięta, dopóki nie zadzwonią z zaproszeniem na darmową mammografię. Jest lękiem - ale zawsze o dzieci, nigdy o siebie. Boi się o ich ciała, ich chorób, pierwszego dnia w przedszkolu. Pokornie wkłada kurtkę na piżamę i jeździ autem nocą, szukając drżącej z zimna sylwetki. W dzień matury sama rzyga z nerwów, ale cicho, zanim się wszyscy obudzą. Ciągle lęka się o pieniądze, sobie kupuje na końcu. Przelicza, czy stać ją na ciepłe buty dla dzieci, sobie kupuje gorsze.”
To zdanie doskonale oddaje istotę tej książki – szczerej, przenikliwej i bardzo potrzebnej opowieści o macierzyństwie bez idealizowania.
Rozmowa, która zostaje w pamięci
Rozmowa z Pauliną Małochleb to ważny głos o współczesnym rodzicielstwie. O miłości, która nie jest wyłącznie wzruszeniem, lecz codziennym wysiłkiem. O relacji silniejszej niż społeczne oczekiwania. I o matkach, które każdego dnia dźwigają znacznie więcej, niż widać na pierwszy rzut oka.