Czy wie pan, kiedy dokładnie zobaczymy na pylonach niższe ceny paliw?
- Jest deklaracja, że w weekend, więc wszyscy czekamy z niecierpliwością. Bardzo dobrze, że ustawa została podpisana, bo jest to narzędzie, które umożliwi obniżenie cen paliw o około 1,30 zł na litrze, tak jak deklarował minister Domański. I to ma nastąpić w weekend.
Benzyna po 5,19 zł? "Wszystko do tego zmierzało"
Czyli nie ma sprecyzowanego terminu, czy to będzie sobota, czy niedziela. W ten weekend zobaczymy niższe ceny?
- Takie są deklaracje ze strony rządu. Ma to nastąpić szybko, w możliwie najkrótszym czasie.
Prezydent podpisał ustawę o opodatkowaniu nadmiarowych zysków firm paliwowych, ale przypomniał też o obietnicy wyborczej Koalicji Obywatelskiej – cenie 5,19 zł za litr benzyny. Dlaczego państwo nie powiedzą wprost: „Polacy, to już nieaktualne”? Pewnie by zrozumieli z uwagi na sytuację na Bliskim Wschodzie.
- Bo ta sprawa jest aktualna. Tylko żeby paliwo kosztowało 5,19 zł, muszą się zmienić okoliczności, na które rząd nie ma wpływu. Musi się uspokoić sytuacja polityczna w Cieśninie Ormuz. Musi być jakieś porozumienie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem, które zakończy ten – z punktu widzenia Europy i Polski – nonsensowny konflikt. Wtedy świat wróci do normalnej polityki w zakresie cen paliw. Nie będzie tej presji na rynki paliwowe, cena ropy się ustabilizuje, wróci do normalnego poziomu i wtedy również odczujemy to we własnych kieszeniach jako obniżkę cen wynikającą z mechanizmów rynkowych.
Czyli politycy Koalicji Obywatelskiej mówią: 5,19 zł to jest cena aktualna, tylko nie wiadomo, kiedy będzie możliwa do zrealizowania. Muszą o tym zdecydować czynniki geopolityczne?
- Obiektywnie, panie redaktorze, czynniki niezależne od nas. Wszystko zmierzało w pewnym momencie do ceny 5,19 zł. Taka cena pojawiała się nawet na stacjach benzynowych, były też ceny o kilka groszy niższe. Niestety konflikt wywołany w Zatoce Perskiej diametralnie zmienił sytuację na rynku paliwowym.
Czyli prawdopodobnie nie doczekamy się tej ceny?
- Bardziej trzeba byłoby pytać Donalda Trumpa w tej sprawie, bo on tutaj...
Ale to Dominik Jaśkowiak jest w studiu Radia Kraków.
- Można zaprosić Donalda Trumpa, może przyjdzie.
Warszawa zauważyła Kraków?
Prezydent przekonywał, że teraz rząd będzie odpowiadał za wysokość cen paliw, oczywiście biorąc pod uwagę wszystkie czynniki geopolityczne, o których pan mówił. Co dalej? CPN 3 ma obowiązywać do końca roku. Jakie narzędzia jeszcze pozostaną w rękach rządu?
- Ustawa obowiązuje do końca marca. Pierwszy jej etap, faktycznie, jak mówił minister Domański, do końca roku. Jeśli sytuacja międzynarodowa się nie uspokoi, obniżki podatków i akcyzy – bo głównie o akcyzę chodziło – będą obowiązywać przez kolejne miesiące, do końca marca. Być może znajdzie się też przestrzeń do przyjęcia kolejnych aktów prawnych, nowelizacji tej ustawy, które przedłużą jej funkcjonowanie na kolejne miesiące, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ważne jest to, że dzięki ustawie rząd ma możliwość oddziaływania na ceny paliw. Tak naprawdę powinniśmy się cieszyć, że prezydent dojrzał do podpisania tej ustawy, chociaż, jak wynikało z jego orędzia, nie cieszył się.
Panie pośle, zobaczymy Donalda Tuska w Krakowie przed drugą turą wyborczą?
- To pytanie do sztabu. Uważam, że dobrze byłoby w tej chwili skoncentrować się na tematach lokalnych, rozmawiać o sprawach lokalnych.
Czyli nie łączyć kampanii z polityką krajową, nie pokazywać za bardzo szyldu partyjnego przed drugą turą?
- Nie. Nikt tutaj szyldu nie chowa, bo to byłoby nieuczciwe. Natomiast wydaje się, że mieszkanki i mieszkańcy Krakowa oczekują więcej konkretów od obojga kandydatów. Zwłaszcza od Łukasza Gibały, który raz mówi jedno, raz drugie w sprawach programu dla miasta, w sprawach miejskich. I to jest kwestia, która teraz powinna w kampanii wybrzmieć.
Donald Tusk przyjechał do Krakowa i powiedział ważną rzecz, z której ja się cieszę. Naprawdę, szanowni państwo, to jest ważne. W końcu szeroko rozumiana Warszawa dostrzegła, że Kraków jest drugim miastem w Polsce. Nie jest miastem, które powinno się traktować na równi z bardzo zacnymi ośrodkami miejskimi, takimi jak Wrocław, Poznań czy Łódź. Jest miastem większym, o większym potencjale i większych potrzebach.
To wszyscy wiemy. Drugie co do wielkości miasto w Polsce. Dwa razy większe od Gdańska.
- Panie redaktorze, powiem szczerze, że to nie było takie jasne w Warszawie. Jako poseł z Krakowa bardzo wiele razy, na różnych komisjach i zespołach, kiedy rozmawialiśmy o tematach lokalnych, zderzałem się z tym, że Kraków nagle był traktowany na równi z Poznaniem, Wrocławiem czy Łodzią. A przecież jesteśmy miastem większym o około ćwierć miliona mieszkańców.
"Nie idź drogą Jacka Majchrowskiego"
Czy w pana ocenie lokalni działacze Koalicji Obywatelskiej wystarczająco angażują się w kampanię Moniki Piątkowskiej?
- Tak. Mamy tutaj dwa niezależne problemy. Budowanie przez różnych – niestety także działaczy Koalicji – w bardzo kontrowersyjnych wypowiedziach medialnych wizerunku, że ktoś się nie angażuje, jest niepotrzebne i fałszywe.
Przede wszystkim bardzo duża część osób – i na tym nam zależało – pracuje w komisjach wyborczych. Jako członkowie komisji wyborczych nie mogą aktywnie brać udziału w kampanii, muszą się od tego powstrzymać. Zależało nam na tym, bo chcemy mieć pewność, że proces przeprowadzania wyborów i głosowania będzie uczciwy.
Druga rzecz jest taka, że zasób kadrowy Koalicji Obywatelskiej jest dość ograniczony. Osoby, które się angażują i które możemy na co dzień spotkać z Moniką Piątkowską na różnych spotkaniach, to tak naprawdę działacze, którzy stanowią tę masę partyjną.
Czy lokalni działacze Koalicji Obywatelskiej podpisali lojalki, że nie przeniosą się do klubu Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały?
- Nie było takich lojalek. Radni sami zadeklarowali, że nigdzie nie będą się przenosić i że nie było żadnych rozmów. W ogóle jest to zagrywka poniżej pasa ze strony Łukasza Gibały. Bardzo dobrze, że radni miejscy wystąpili z pozwem w trybie wyborczym. Bardzo się z tego cieszę, dlatego że Łukasz Gibała, który tak często odżegnywał się od Jacka Majchrowskiego, próbuje stosować wobec radnych dokładnie te same metody.
Pamiętam, jak Jacek Majchrowski dzielił Koalicję Obywatelską, wtedy Platformę Obywatelską, na część dobrą, czyli starszych działaczy, i część złą, czyli działaczy młodszych. Myśmy się wtedy domagali zmian w polityce miasta i byliśmy tymi złymi. Tymi dobrymi byli ci starsi. Zawsze jest tak, że prezydenci próbują dzielić radnych, skłócać ich ze sobą. Bardzo dobrze, że radni powiedzieli „nie” tego typu praktykom. A mój apel do Łukasza Gibały brzmi: nie idź drogą Jacka Majchrowskiego.
22 lata skutecznych rządów.
- Ale rządów z błędami, między innymi w zakresie kontaktów z Radą Miasta Krakowa.
Ale nie myli się ten, kto nic nie robi. To ważne.
- Tak, tylko jeśli ktoś budował swoją pozycję na krytykowaniu Jacka Majchrowskiego, na krytykowaniu Aleksandra Miszalskiego, to nie powinien wchodzić w ich buty. Zresztą Aleksander Miszalski współpracował z Radą Miasta Krakowa. Tu też trzeba być obiektywnym.
W której większość ma Koalicja Obywatelska, a sam był szefem Koalicji.
- Z Lewicą. Tak, bo są dwa kluby, które tworzą tę większość.
"Ktoś tu się mija z prawdą"
Jest oczywiście pozew wyborczy dotyczący słów Łukasza Gibały o sześciu radnych, którzy mieliby z nim współpracować. Przedstawiciele klubu Kraków dla Mieszkańców tłumaczyli jednak, że nie chodzi o przyciąganie radnych do klubu. Chodzi o to, że jeśli będą dobre projekty uchwał, liczą po prostu na ich poparcie.
- Ale Łukasz Gibała jasno powiedział, że prowadził jakieś rozmowy. Radni mówią, że takich rozmów nie było i że się nie odbyły. W związku z tym ktoś tutaj mija się z prawdą i sąd po prostu ustali, kto.
Nie chodziło o poparcie jakichś merytorycznych, jednorazowych zmian przepisów prawa miejscowego. Chodziło o fakt rozmów, które miały doprowadzić do rozbicia, dekompozycji Koalicji Obywatelskiej i stworzenia bardzo doraźnej koalicji w Radzie Miasta Krakowa, która pomogłaby Łukaszowi Gibale – gdyby oczywiście został prezydentem, a mam nadzieję, że do tego nie dojdzie – przepychać rozmaite swoje pomysły, pewnie nie zawsze dobre.
A mamy do czynienia z dekompozycją Koalicji 15 Października w Krakowie? Posłanka Daria Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy mówi, że ani Monika Piątkowska, ani Łukasz Gibała nie powinni liczyć na głosy Nowej Lewicy.
- To jest jej zdanie. Działacze Nowej Lewicy mają tutaj zdanie nieco inne. Spodziewamy się poparcia Moniki Piątkowskiej przez Nową Lewicę. Koalicja działa, współpracuje. Nie można też pewnych ambicji, urażonych ambicji, przekładać na szerszy kontekst działania dla mieszkańców.
Ja zresztą panią poseł Darię Gosek-Popiołek bardzo cenię i współpracuję z nią w różnych sprawach, również dla mieszkańców Krakowa w Sejmie. Nie widzę tarć czy niesnasek.
Muszę jeszcze zapytać o jedną rzecz. Czy kandydatka i jej sztab odpowiedzą na zaproszenie Radia Kraków do udziału w odważnej debacie Radia Kraków planowanej na najbliższą środę? To debata wzorowana na francuskich debatach w mediach publicznych. Wie pan coś na ten temat?
- Proszę pytać sztab.
Ale jest pan przecież politykiem, wpływowym posłem.
- Nie jestem w sztabie. Nie czuję się wpływowym posłem, raczej szeregowym, skromnym posłem działającym na rzecz Krakowa i zaangażowanym w sprawy Krakowa. Natomiast o to proszę pytać albo panią senator, albo sztab. Uważam, że we wszelkich debatach, jeśli jest to tylko możliwe, należy brać udział i rozmawiać o Krakowie. Kraków to ważne miejsce, bliskie także mojemu sercu jako osoby, która tu mieszka i nie zamierza się stąd nigdzie wyprowadzać. Warto więc rozmawiać o problemach tego miasta.
Czyli powinna powiedzieć „tak”?
- Tak uważam.