O kondycji nauki świadczą publikacje najwyższej jakości, patenty i wdrożenia – rozwiązania, które znajdują zastosowanie w gospodarce. Według prof. Marka Konarzewskiego Polska w tych obszarach osiąga mniej, niż pozwalałby jej potencjał. Niedostateczne nakłady ograniczają możliwości prowadzenia badań, utrudniają budowanie dorobku potrzebnego do zdobywania międzynarodowych grantów i skłaniają młodych ludzi do szukania lepszych warunków pracy za granicą. Jednocześnie nawet wartościowe osiągnięcia mogą pozostać w laboratoriach, jeśli na rynku brakuje przedsiębiorstw zainteresowanych ich wykorzystaniem. W ten sposób słabości nauki i gospodarki wzajemnie się utrwalają.
Wyższy budżet nie wystarczy do nadrobienia zaległości
W projekcie budżetu na 2027 rok wydatki pozostające w dyspozycji Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego mają wzrosnąć o 7,5 proc., czyli o blisko 2,7 mld zł. Konarzewski zwraca jednak uwagę na relację nakładów do wielkości gospodarki: jak przekonuje, mimo nominalnego wzrostu udział wydatków na naukę i szkolnictwo wyższe w PKB będzie mniejszy. Dlatego sam komunikat o dodatkowych miliardach nie oznacza jeszcze, że Polska zaczyna nadrabiać dystans. Środowisko akademickie postuluje zwiększenie finansowania nauki i szkolnictwa wyższego do 3 proc. PKB, a prezes PAN oczekuje przede wszystkim wyznaczenia przewidywalnej ścieżki wzrostu nakładów.
Skalę zaległości pokazują również dane dotyczące badań i rozwoju. Według GUS w 2024 roku nakłady na działalność badawczo-rozwojową wyniosły 1,41 proc. PKB, wobec 1,56 proc. rok wcześniej. Ten wskaźnik obejmuje działalność B+R w różnych sektorach gospodarki; wydatki budżetowe na naukę i szkolnictwo wyższe stanowią odrębną kategorię. Konarzewski przywołuje Koreę Południową i Finlandię jako przykłady państw, w których inwestowanie w badania jest ściśle związane z rozwojem technologicznym. W jego ocenie Polska wciąż przeznacza na ten cel zbyt mało, by skutecznie konkurować z krajami, do których aspiruje.
Po europejskie granty trzeba sięgać z dorobkiem
Jednym z przejawów słabości polskiej nauki jest, zdaniem prezesa PAN, zbyt mała liczba prestiżowych grantów Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych, czyli ERC. Ich zdobycie wymaga wcześniejszego zbudowania silnego dorobku. Badacz musi najpierw otrzymać warunki do prowadzenia ambitnych prac, aby później móc przedstawić konkurencyjny projekt i przekonać do niego międzynarodowych ekspertów. Gdy finansowania brakuje już na tym pierwszym etapie, trudniej o wyniki, które zwiększają szanse na kolejne środki. Oczekiwanie, że zagraniczne granty rozwiążą problem krajowego niedofinansowania, prowadzi więc do kolejnego błędnego koła.
„Najpierw trzeba zainwestować, a dopiero potem liczyć na to, że z tej inwestycji będziemy mieli zwrot” – podkreśla Konarzewski. W tym przypadku zwrotem byłaby większa liczba grantów ERC, a jednym z warunków poprawy sytuacji – zwiększenie środków dla działającego w Krakowie Narodowego Centrum Nauki. Prezes PAN traktuje finansowanie badań w kraju jako podstawę budowania międzynarodowej pozycji. Bez niej oczekiwania dotyczące sukcesów w europejskich konkursach pozostają oderwane od możliwości, jakie mają zespoły badawcze.
Ryzyko kolejnej emigracji naukowców
Najbardziej niepokojące konsekwencje niedofinansowania mogą dotknąć młodych badaczy, od których zależy przyszłość całego środowiska. Konarzewski dostrzega, że zaczynają oni rozważać wyjazdy za granicę, i obawia się powtórzenia sytuacji znanej z lat stanu wojennego oraz lat 90., kiedy wielu ważnych dla polskiej nauki badaczy opuszczało kraj. „Kryzysu naukowców nie ma, ale on jest już za rogiem” – ostrzega. To zapowiedź zagrożenia: jeśli młodzi ludzie nie będą mogli zdobywać pieniędzy na własne pomysły i rozwijać dorobku, prędzej czy później zaczną szukać miejsca, w którym będzie to możliwe.
Sukcesy polskich specjalistów pracujących za granicą są w tej diagnozie świadectwem talentu, ale też ograniczeń krajowego systemu. Konarzewski uważa, że Polska nie potrafi zapewnić części z nich warunków pozwalających w pełni wykorzystać umiejętności. Najzdolniejsi wybierają więc ośrodki, które takie możliwości oferują. Z perspektywy państwa oznacza to ryzyko utraty ludzi, którzy mogliby rozwijać badania i nowe technologie w kraju. Poprawa warunków pracy młodych naukowców staje się tym samym jednym z najpilniejszych zadań, zanim ostrzeżenie o emigracji przerodzi się w trwały problem kadrowy.
Technologie powstają, ale potrzebują odbiorców
Więcej pieniędzy dla uczelni i instytutów nie rozwiąże wszystkich trudności związanych z wdrażaniem wyników badań. Konarzewski wskazuje również na strukturę polskiej gospodarki: w jego ocenie grupa przedsiębiorstw zainteresowanych zaawansowanymi technologiami jest wciąż zbyt wąska. Jeśli firmy nie potrzebują nowych rozwiązań lub nie potrafią ich wykorzystać, naukowcy mają ograniczone możliwości przekazania swojej oferty. Rozwój wymaga więc wzmacniania obu stron tej współpracy. Silniejszy biznes mógłby korzystać z osiągnięć nauki i zasilać ją środkami, a lepiej finansowane badania – dostarczać mu kolejnych rozwiązań.
Prezes PAN odrzuca przy tym ocenę, że polskie uczelnie są zbyt anachroniczne, by tworzyć nowoczesne technologie. Wskazuje na inicjatywy związane z krakowską AGH i Politechniką Warszawską. Jednym z przywoływanych przez niego przykładów jest Centrum Zaawansowanych Materiałów i Technologii CEZAMAT, gdzie prowadzone są m.in. prace nad technologiami półprzewodnikowymi wykorzystującymi azotek galu. Takie osiągnięcia pokazują, że w Polsce istnieją kompetencje do prowadzenia zaawansowanych badań. Pozostaje jednak problem przejścia od rozwiązania opracowanego w laboratorium do jego wykorzystania na większą skalę: potrzebne są przedsiębiorstwa, które będą miały dla niego zastosowanie.
Konarzewski ostro ocenia tempo zmiany gospodarczego modelu. „My po trzydziestu latach budowy polskiej gospodarki wciąż ją opieramy na produkcji kurczaków i mebli” – mówi. W tej krytyce chodzi o zbyt małe znaczenie sektorów, które mogłyby rozwijać się dzięki własnym zaawansowanym technologiom. Profesor przekonuje, że budowanie takiego zaplecza wymaga cierpliwości i konsekwentnego inwestowania, jak w państwach, które wcześniej przeszły tę drogę. Stawką jest suwerenność technologiczna: zdolność do rozwijania własnych rozwiązań i wykorzystywania ich w krajowej gospodarce.
Spór o hierarchię i elitarność studiów
Prezes PAN inaczej rozkłada akcenty w dyskusji o barierach wewnątrz środowiska akademickiego. Zarzuty dotyczące feudalizmu – hierarchicznych relacji utrudniających młodym naukowcom samodzielność i awans – uważa za wyolbrzymione. Odwołuje się przy tym do własnego, wieloletniego doświadczenia pracy na uczelniach w Polsce i za granicą. Nie uznaje tego zjawiska za na tyle powszechne, by stanowiło główny hamulec rozwoju polskiej nauki. Ponownie wskazuje na pieniądze: młody badacz, który nie może zdobyć finansowania na swój pomysł, traci możliwość jego realizacji niezależnie od ambicji i potencjału.
Konarzewski opowiada się również za większą elitarnością studiów. W jego ocenie poziom ogólnego przygotowania osób rozpoczynających naukę na uczelniach obniżył się na przestrzeni dekad, a szkół wyższych jest zbyt wiele. „Naprawdę wolałbym studia bardziej elitarne, takie, które rzeczywiście dają możliwość rozwijania talentów” – mówi. Jednocześnie zastrzega, że życzy wszystkim rozpoczynającym rok akademicki pomyślnego ukończenia studiów. Spodziewa się jednak, że niż demograficzny doprowadzi do sytuacji, w której części uczelni zabraknie studentów. Traktuje taką perspektywę jako możliwość ograniczenia liczby placówek, których dalsze funkcjonowanie uważa za nieuzasadnione.
Reforma PAN ma ułatwić wykorzystanie wyników badań
Jednym z narzędzi zmiany ma być reforma Polskiej Akademii Nauk. Jak deklaruje Konarzewski, Akademia wspólnie z resortem nauki wykonała pracę nad przygotowaniem nowych przepisów i oczekuje teraz dalszych działań rządu oraz parlamentu. Projekt ma unowocześnić instytucję i otworzyć dodatkowe możliwości pozyskiwania pieniędzy. Prezes PAN wskazuje m.in. na spółki celowe, które miałyby umożliwiać działalność wdrożeniową. To rozwiązanie bezpośrednio związane z jednym z głównych problemów opisanych przez profesora: potrzebą skuteczniejszego przełożenia wyników badań na praktyczne zastosowania.
Przyjęcie ustawy ma również zakończyć wieloletnie próby reformowania Akademii. W przedstawionej przez Konarzewskiego wizji nowe przepisy mają jednak działać w otoczeniu, w którym rosną środki na badania, młodzi naukowcy mogą rozwijać własne pomysły, a przedsiębiorstwa poszukują technologii powstających w kraju. Dopiero takie warunki dają szansę, by osiągnięcia pojedynczych zespołów przełożyły się na trwały rozwój polskiej nauki i gospodarki.