Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie na trzy lata częściowo wyprowadza się ze swojego głównego kompleksu przy placu Matejki. Powodem jest kapitalny remont trzech połączonych ze sobą budynków. Na czas prac Wydziały Malarstwa i Rzeźby przeniosą się na ulicę Bernardyńską. Plac Matejki opuszczą również administracja, aula i galeria ASP. Pozostałe wydziały, które już teraz działają poza główną siedzibą, zostają na swoich miejscach.
Symbolicznym początkiem przeprowadzki będzie artystyczny pochód. W poniedziałek (5 października) o godz. 16 studenci, pracownicy i przyjaciele uczelni wyruszą z placu Matejki na Bernardyńską.
Będziemy cieszyć się tym przemarszem i tą, proszę mi pozwolić powiedzieć, hecą, taką społeczną hecą, bo my lubimy hece pozytywne
- mówi prof. Andrzej Bednarczyk, rektor ASP.
Do pochodu mają dołączyć przedstawiciele Akademii Muzycznej i Akademii Sztuk Teatralnych, z którymi ASP współpracuje w ramach Krakowskiego Sprzężenia Artystycznego. Pomysł nawiązuje do happeningu Władysława Hasiora, który wraz ze studentami urządził pochód podczas przenoszenia swojej pracowni. Krakowski korowód zatrzyma się między innymi przed Domem Jana Matejki.
„To nie jest nasza fanaberia”
Audyt wykazał zły stan techniczny budynków ASP przy placu Matejki. Kompleks tworzą dwa obiekty zabytkowe oraz budynek z lat 90. Są ze sobą połączone w taki sposób, że prac nie można prowadzić etapami.
Remont nie zmieni zewnętrznego wyglądu zabytkowych budynków, ale ich wnętrza zostaną na nowo zorganizowane. Uczelnia chce wykorzystać modernizację, żeby dostosować przestrzeń do współczesnego sposobu kształcenia artystów.
Korzystamy z tego, że będzie to kapitalny remont, i opracowaliśmy z głównymi użytkownikami, czyli wydziałami i administracją, nowy plan zagospodarowania pomieszczeń. Chcemy przy okazji lepiej zorganizować wnętrze. Dwa z tych budynków prawie zupełnie nie odpowiadają współczesnym potrzebom szkoły artystycznej
- mówi prof. Bednarczyk.
Po remoncie aula, galeria i muzeum mają tworzyć jeden zespół dostępny dla publiczności niezależnie od części dydaktycznej i badawczej.
ASP myśli już także o kolejnych inwestycjach. Uczelnia rozmawia z władzami Krakowa i ministerstwem o pozyskaniu nowych budynków. Bednarczyk nie ujawnia na razie ich lokalizacji. Liczy, że w ciągu najbliższych trzech lat będzie wiadomo, jakimi przestrzeniami uczelnia będzie dysponowała w kolejnych dekadach.
Rektor ASP o sytuacji na UKEN: „Skutki są katastrofalne”
ASP nie planuje na razie zwiększać liczby studentów. Na uczelni kształci się około tysiąca osób, a liczbę miejsc ogranicza przede wszystkim dostępna przestrzeń. Kształcenie odbywa się w pracowniach, warsztatach i laboratoriach, dlatego – według rektora – przyjmowanie większej liczby studentów bez odpowiedniej infrastruktury byłoby nieodpowiedzialne.
Tegoroczną rekrutację Bednarczyk ocenia bardzo dobrze. Zwraca uwagę między innymi na większe zainteresowanie Wydziałem Rzeźby i Wydziałem Intermediów. Zupełnie inną skalę dysproporcji między zainteresowaniem a liczbą miejsc widać jednak w szkole doktorskiej.
Sytuacja finansowa i sposób finansowania szkół doktorskich spowodowały, że możemy przyjąć nie więcej niż cztery osoby rocznie na studia doktoranckie. W tym roku liczba kandydatów przekroczyła 120 osób
- mówi rektor ASP.
Bednarczyk apeluje o zmianę systemu finansowania szkół doktorskich:
– Wybranie czterech projektów badawczych spośród 120 jest, umówmy się, karkołomne. Da się zrobić, my to robimy. Natomiast żal ściska moje serce, że nie mogę liczby miejsc w szkole doktorskiej powiększyć. A przecież to jest najwyższa forma kształcenia.
Prof. Bednarczyk odnosi się również do trwającego sporu wokół władz Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej. Zastrzega, że nie zna treści ostatniego wyroku ani merytorycznych podstaw decyzji dotyczących prof. Piotra Borka, dlatego nie chce rozstrzygać, która ze stron ma rację.
– To, co się dzieje, jest przerażające. Za mało wiem, żebym mógł podzielić się konkretną informacją czy stanowiskiem, ale sama atmosfera i to, co się dzieje na tej uczelni, zdaje mi się być sygnałem ostrzegawczym – mówi. - Zarówno władze uczelni, jak i ministerstwo powinny przede wszystkim troszczyć się o literę prawa, bo jesteśmy państwem prawa, a po drugie o dobro nauki, naukowców, studentek i studentów – mówi Bednarczyk.