Jeśli jakiś zwolennik Lewicy oglądał niedzielny wieczór wyborczy na Polsacie, to myślę, że przecierał oczy ze zdumienia. Widział w badaniu exit poll OGB, że wyprzedził panią nawet przedstawiciel Brauna, czyli Michał Klimek. Ostatecznie w tym liczeniu głosów udało się go pani przeskoczyć i rzeczywisty wynik pani był lepszy, ale minimalnie. 4,81% głosów na Darię Gosek-Popiołek to jest klęska, czy to nie jest klęska?
- Nie będę ukrywała, że to wynik daleki od satysfakcjonującego. Liczyłam na więcej. Przedstawiając merytoryczny plan na Kraków chcieliśmy przekonać więcej mieszkańców i mieszkanek. Ostatecznie wyszło, jak wyszło. To sukces jednak nie był.
Kilka miesięcy temu w tym studiu Ryszard Śmiałek, wicewojewoda i szef Lewicy w Małopolsce rozmawiał ze mną i mówił coś takiego. „Poparcie dla Aleksandry Owcy jest śladowe, zalecam jej zlecenie jakiegoś sondażu, ona tego nie zrobi, bo wie, że jej poparcie jest bardzo niskie w Krakowie. Szkoda pieniędzy na to”. To było po tym, jak Aleksandra Owca skrytykowała sondaż, który państwo zrobili i wypuścili do mediów. W tym sondażu miała pani 13% poparcia i była pani druga za Łukaszem Gibałą. Między 4,8%, a 13% jest kolosalna różnica. Co się stało?
- Pewnie podziało się wiele. Nie ukrywam, że sondażami nie wygrywa się kampanii. Liczy się ostateczny wynik wyborów i decyzje mieszkańców nad urną. W czerwcu sytuacja była inna. Wchodziliśmy z nową kandydatką, senator Piątkowską, która budowała swoją rozpoznawalność. W czerwcu nie było też takiej atmosfery. To nie była uczciwa kampania. Wydaje mi się, że te trzy miesiące pokazały, że muszę przemyśleć, jak konstruować kampanię. Chciałam, żeby nie było w niej budowania niechęci do sceny politycznej, żeby kampania była o sprawach dla mieszkańców. Tak to robiłam, ale nie było to jak widać wystarczające.
Jeszcze o samym tym sondażu, czy on na pewno był uczciwy. Aleksandra Owca powiedziała mi tutaj, że sondaż wyszedł jak klient chciał.
- O słowa Aleksandry Owcy proszę ją pytać. W kolejnych sondażach miałam zwykle 3-4 wskazanie. Nie zdejmuje to ze mnie odpowiedzialności, ale nie podważajmy całego systemu badania sondażowego. Nie jestem socjolożką. Powinien pan pytać ekspertów.
Zostawmy więc te sondaże, ale nie zostawiamy jeszcze Aleksandry Owcy, o której już chwilkę mówiliśmy. Jak pani oceni wynik swojej byłej koleżanki z partii Razem? Bliskiej przecież bardzo pani współpracowniczki jeszcze kilka lat temu. 6,9% to dużo lepiej niż pani jednak.
- Gratuluję Aleksandrze Owcy, ale też Łukaszowi Gibale, Monice Piątkowskiej i Michałowi Drewnickiemu. Oni mieli lepsze wyniki ode mnie. Nałożyło się na to kilka czynników. Ani Aleksandrze Owcy, ani mnie nie udało się utrzymać wyniku Magdaleny Biejat i Adriana Zandberga. Ja straciłam 2%. Z tego co wiem Aleksandra Owca straciła prawie 5%. Jako polityczki lewicy...
4%...
- Tak. Jako polityczki lewicy musimy zapytać, co się stało, że nie utrzymaliśmy bazy wyborców lewicowych. Może oni głosowali na Łukasza Gibałę, pewnie część poszła głosować na KO. To coś, co powinno budzić nasze zaniepokojenie po obydwu stronach.
Może jest tak, że pani trochę zabrakło wiarygodności Nowej Lewicy? Z Razem odeszła pani niespełna 2 lata temu, nie wstąpiła pani do partii. Jest pani w klubie, ale nie w partii Nowej Lewicy. Do tego w kampanii, co zresztą zarzucał pani Ryszard Śmiałek, unikała pani barw partyjnych, loga partyjnego. Trochę tak jakby się pani wstydziła tej Lewicy.
- Nie wiem skąd to stwierdzenie, że czegoś unikałam. Startowałam z KW Nowej Lewicy. Tak się przedstawiałam. Mówi pan o wiarygodności. Tego nie budują partie. Jak wiarygodność polityków mają budować partie, mam z tym problem jako obywatelka. Dla ludzi ważniejsze jest to, jak kto działał na rzecz miasta. Za mną jest wiele lat pracy. Na tym buduję swoją wiarygodność. Te wybory tego nie pokazały. Mam wiele do przemyślenia. Jeśli jednak sprawdzimy polityków tylko do formacji, dużo zabieramy z demokracji lokalnej, ze spraw gminy, miasta.
Może nie zagłosował na panią lewicowy „beton” krakowski? Zresztą przypomnijmy, że też lewicowy przecież kandydat - i to z tego starszego zdecydowanie pokolenia - Sławomir Pietrzyk, zorganizował nawet w ostatnim tygodniu przed wyborami konferencję poświęconą wycofaniu się Darii Gosek-Popiołek z wyborów na prezydenta Krakowa. Były poseł SLD Kazimierz Chrzanowski też namawiał panią do odejścia. Ewidentnie „beton” miał z panią problem.
- Nie wiem, czy ktoś miał ze mną problem. Ich trzeba o to pytać. Dla mnie najważniejsi są mieszkańcy Krakowa. To od zawsze była dla mnie sprawa najważniejsza, jak budować lepsze miasto. Były środowiska, którym mój start nie był na rękę. Internet był zalewany okropnymi treściami na mój temat. Jeśli jednak chcę reprezentować mieszkańców Krakowa, to jest jakaś grupa, która będzie czuła się zagrożona, ponieważ zbudowała w Krakowie bardzo wygodny dla nich system. Konflikty są nieuniknione.
Jak ten pani wynik może wpłynąć na postrzeganie Lewicy nie tylko w Krakowie, w Małopolsce, ale w całym kraju? Specjaliści, politolodzy mówią, że to taka żółta kartka, że Lewica w przyszłym roku może nie przekroczyć progu wyborczego. Zresztą to samo mówią o Razem. Czy jest szansa, żebyście się państwo może znowu dogadali?
- Mam pytanie do tych politologów. Z jakiej partii jest Łukasz Gibała? Jak mamy patrzeć na te wybory przez pryzmat parlamentu, ciągnijmy to dalej. W tych wyborach nie startowała Konfederacja, nie zebrała podpisów. Traktowanie tego jako testu to kalka, którą proponują publicyści warszawscy. Nie odzwierciedla to tego, co się w Krakowie stało. Było referendum finansowane przez jednego z najbogatszych polityków w Polsce. Potem była kampania. Było widać, że część kandydatów nie respektowała limitu wydatków. Nie było tu nic typowego. Ekstrapolowanie z tego refleksji na scenę ogólnopolską jest błędem. Ja będę musiała przemyśleć kampanię. To wynik daleki od satysfakcjonującego.
Co z tą współpracą z Razem? Aleksandra Owca wczoraj powiedziała, że ona jest wykluczona.
- Skoro Aleksandra Owca, która jest współprzewodniczącą Razem, tak powiedziała, nie ma co ciągnąć tego wątku.
Zachęcała za to bardzo państwa na Lewicy do pójścia razem na liście z Koalicją Obywatelską.
Rozumiem, że to byłoby bardzo korzystne dla Razem. Czy byłoby korzystne dla was?
- Każdy swoje własne sprawy powinien rozważać w ramach swojej grupy. Nie powinniśmy radzić innej formacji.
Lewica w ogóle rozważa pójście z Koalicją Obywatelską?
- Jesteśmy osobnym klubem w Sejmie. Nowa Lewica to partia. Współpracujemy z Polską Partią Socjalistyczną. Mogę komentować tylko stan obecny.
Stan obecny jest taki, że wybory się wcale jeszcze nie skończyły, bo pozostała dwójka kandydatów, którzy walczą o fotel prezydenta Krakowa. Łukasza Gibałę już raz pani poparła w 2024 roku, a Monika Piątkowska należy do Koalicji Obywatelskiej, z którą jest pani w koalicji jako członkini klubu Nowej Lewicy. Będzie jakieś poparcie dla którejś ze stron?
- Ja dysponuję jednym głosem. To tylko mój głos. Nie wierzę w przekazywanie głosów.
Powie pani, na kogo odda ten głos?
- Wybory w Polsce mają określoną formułę. Nie odbywają się przez radio. Nie oczekuje się tego, że ktoś jasno będzie popierał kogokolwiek.
To inaczej zapytam, w takim razie już niezależnie od pani preferencji, analitycznie bardziej. Czy pani spodziewa się kto wygra 11 października?
- Nie spodziewam się. Nie wierzę w żadną z dwóch wizji Krakowa pana Gibały i pani Piątkowskiej. Łukasz Gibała na ostatniej prostej – po otrzymaniu poparcia przez Jana Hoffmana – ogłosił pakt, który nie wpisuje się w to, jak Gibała podchodził niegdyś do Krakowa. Budzi to moje wątpliwości. Nie widzę tutaj możliwości współpracy.