"Prawdopodobnie powołamy komitet referendalny"
Po masowych protestach na początku roku gmina wycofała się z możliwości budowy około pół miliona paneli fotowoltaicznych w Łukowej. Niedawno okazało się jednak, że w projekcie planu ogólnego zapisano możliwość lokalizacji farm fotowoltaicznych na ponad 5 tysiącach hektarów, obejmujących niemal cały dotychczas niezagospodarowany teren gminy.
Podczas czwartkowego protestu na rynku w Lisiej Górze mieszkańcy zapowiedzieli rozpoczęcie procedury referendalnej.
– Wójt nadużył zaufania, jakim obdarzyli go mieszkańcy, dlatego muszą oni wziąć sprawy w swoje ręce. Nie ma merytorycznego dialogu. Potrzebujemy rady gminy, która będzie bezpiecznikiem i powstrzyma złe decyzje wójta. Dziś tego nie ma. Mamy monowładzę – mówił jeden z organizatorów protestu.
– Prawdopodobnie powołamy komitet referendalny. W każdej chwili możemy się z tego wycofać, ale dopóki nie osiągniemy swojego celu, będziemy walczyć o nasze grunty – dodał.
Wójt gminy Lisia Góra Arkadiusz Mikuła przebywa obecnie na urlopie. Po protestach mieszkańców zaapelował w mediach społecznościowych o składanie uwag do projektu planu ogólnego. Termin ich zgłaszania upłynął w czwartek.
Urząd Gminy podkreślał, że sam wpis do planu ogólnego, dopuszczający możliwość lokalizacji farm fotowoltaicznych, nie oznacza jeszcze, że takie inwestycje powstaną. Do ich realizacji konieczne byłyby kolejne decyzje administracyjne oraz zgoda właścicieli gruntów.
Ostre słowa zastępcy wójta: to jest warcholstwo i sianie strachu przed nieznanym
Władze gminy zarzucają organizatorom protestów wprowadzanie mieszkańców w błąd. Jak przekonywał podczas sesji Rady Gminy zastępca wójta Piotr Miotła, prowadzone prace nad miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego we wszystkich sołectwach mają chronić tereny przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową.
– Niektórzy próbują to zakrzyczeć, ale im się nie uda. Gdy plany zostaną uchwalone, mieszkańcy zrozumieją, że pracowaliśmy dla ich dobra, aby zachować tereny mieszkaniowe dla nich i ich dzieci. Tymczasem w przestrzeni publicznej pojawiają się informacje całkowicie niezgodne z prawdą, które wywołują niepokój. Mieszkańcy przychodzą do urzędu i pytają, czy naprawdę odbieramy im grunty. To jest sianie strachu. Sam wpis dotyczący odnawialnych źródeł energii w planie ogólnym nie daje możliwości budowy farm fotowoltaicznych bez zgody właściciela. Prawo własności jest święte. Jeżeli ktoś nie wydzierżawi swojej działki i nie wyrazi zgody na inwestycję, nic tam nie powstanie – mówił Piotr Miotła.
Podczas sesji zastępca wójta odniósł się również bezpośrednio do jednego z liderów protestów, Łukasza Kusiora z Pawęzowa.
– Pan Kusior wraz z kilkoma osobami jest zwykłym manipulantem, który sieje lęk i strach przed nieznanym. Robi to we własnym politycznym interesie, a nie w interesie mieszkańców. Biorę za te słowa pełną odpowiedzialność. Wykorzystuje niewiedzę mieszkańców dotyczącą prawa budowlanego i to jest przykre – powiedział.
Łukasz Kusior w rozmowie z Radiem Kraków odpiera te zarzuty.
– Odbieram to jako nadużycie władzy. Nie jestem osobą publiczną, nie pełnię żadnej funkcji. Działam wyłącznie w imieniu mieszkańców. Mam wrażenie, że skoro pan wójt nie ma argumentów merytorycznych, sięga po wyzwiska. My robimy tylko jedno – tłumaczymy mieszkańcom, czym są plany ogólne – mówi.
Jak dodaje, wpisanie terenów przeznaczonych pod elektrownie słoneczne do planu ogólnego może zachęcić inwestorów do zainteresowania się tym obszarem.
– Mówimy mieszkańcom jasno, że taki zapis pokazuje inwestorowi, iż gmina dopuszcza tego typu inwestycje. To ułatwia rozmowy z właścicielami gruntów, którzy często nie mieszkają na terenie naszej gminy, i pozyskiwanie terenów pod farmy fotowoltaiczne czy magazyny energii, tak jak miało to miejsce w Łukowej. Obawiamy się, że wtedy okoliczne działki stracą na wartości, a inwestorom będzie łatwiej przejmować kolejne tereny – przekonuje.
Po protestach mieszkańców wójt Arkadiusz Mikuła poinformował, że inwestor wycofał wniosek o wydanie warunków zabudowy dla budowy magazynu energii w Pawęzowie.
Przeciwnicy takich inwestycji podkreślają jednak, że nie rozwiązuje to problemu, ponieważ inwestor w każdej chwili może ponownie złożyć taki wniosek.