Ciała dwóch kobiet i zaledwie 8-dniowej dziewczynki oraz 35-letniego mężczyzny odnaleziono w piątek (3 lipca br. - red.) w mieszkaniu przy ulicy Niepodległości w Skawinie. Policję zawiadomił ojciec 27-latki i dziadek nowo narodzonego dziecka, zaniepokojony brakiem kontaktu z rodziną. Strażacy i policjanci siłowo weszli do mieszkania, gdzie zastali ciała wszystkich czterech osób.
Wstępne wyniki sekcji zwłok wskazują, że 35-latek najpierw zabił swoją żonę, ośmiodniową córkę i teściową, a następnie odebrał sobie życie. Jak ustaliło Radio Kraków, zbrodnia została dokonana w wyjątkowo brutalny sposób. Według śledczych sprawca mógł działać w szale.
Policjanci i strażacy, którzy pracowali na miejscu, zostali objęci pomocą psychologiczną. Śledztwo trwa, a prokuratura czeka jeszcze między innymi na wyniki badań toksykologicznych mężczyzny.
Jednym z najbardziej poruszających elementów tej sprawy pozostaje fakt, że nic wcześniej nie wskazywało na możliwość rodzinnego dramatu. Rodzina nie była objęta procedurą Niebieskiej Karty, a pod tym adresem w ostatnich latach nie odnotowano policyjnych interwencji związanych z przemocą domową.
– To niewyobrażalne. Całą noc nie mogłem spać, tak mną to wstrząsnęło. To przecież takie małe, spokojne miasto – mówił Radiu Kraków jeden z mieszkańców Skawiny.
Podobne reakcje słychać było w całym mieście. Mieszkańcy podkreślali, że młode małżeństwo było w okolicy praktycznie nieznane, a o tragedii dowiedzieli się dopiero z mediów.
– Wszyscy są w szoku, przede wszystkim przez to maleńkie dziecko. Dlaczego do tego doszło? Tego nikt nie wie – mówiła jedna z kobiet spotkanych w pobliżu miejsca tragedii.
Śledczy nadal odtwarzają dokładny przebieg wydarzeń i wyjaśniają okoliczności jednej z najbardziej wstrząsających rodzinnych tragedii ostatnich lat w Małopolsce.