Kolejne referendum i kolejna porażka frekwencyjna
Referendum odwoławcze w Lanckoronie okazało się nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji. To kolejny taki przypadek w Małopolsce po Bochni i Radłowie. Zdaniem prof. Radosława Marzęckiego z Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej problem wynika przede wszystkim z konstrukcji samych referendów lokalnych.
Warunek ważności referendum trzech piątych ważnych głosów z wyborów jest bardzo trudny do osiągnięcia
– mówi politolog w Radiu Kraków.
Jak tłumaczy, do urn najczęściej idą przede wszystkim przeciwnicy aktualnej władzy, podczas gdy zwolennicy burmistrzów czy prezydentów pozostają w domach. Taka strategia bywa zresztą świadomie wspierana przez samych włodarzy.
Łatwo rozpisać referendum, trudniej je wygrać
Profesor Marzęcki zwraca uwagę, że samo rozpoczęcie procedury referendalnej nie jest szczególnie trudne. Do zainicjowania głosowania wystarczy zebranie podpisów dziesięciu procent uprawnionych mieszkańców.
Według niego inicjatorzy referendów często korzystają z chwilowego zjednoczenia różnych środowisk opozycyjnych. Problem pojawia się później, gdy trzeba zmobilizować znacznie większą grupę mieszkańców do udziału w głosowaniu.
W przypadku Lanckorony – jak zauważa ekspert – niezadowolenie mogło dotyczyć głównie jednej części gminy albo wyborców konkretnych przegranych kandydatów samorządowych. To nie wystarcza do osiągnięcia wymaganego progu frekwencyjnego.
Kraków to zupełnie inny przypadek
Największe emocje budzi obecnie referendum planowane w Krakowie. Zdaniem prof. Marzęckiego nie można go jednak porównywać wprost do wcześniejszych małopolskich głosowań.
Tutaj dochodzi jeszcze rama polityczna, ideologiczna
– zaznacza.
Ekspert zwraca uwagę, że prezydent Aleksander Miszalski jest politykiem Koalicji Obywatelskiej, a wokół referendum aktywne są również środowiska działające na poziomie ogólnopolskim, m.in. Konfederacja i Prawo i Sprawiedliwość. To sprawia, że stawka polityczna jest znacznie wyższa niż w lokalnych sporach w mniejszych gminach.
Korekty w magistracie mogą mieć znaczenie
W rozmowie pojawił się również temat zmian i korekt wprowadzanych przez krakowskie władze w ostatnich tygodniach. Profesor Marzęcki ocenia, że mieszkańcy dopiero po czasie będą mogli ocenić, czy są to trwałe zmiany, czy jedynie reakcja na presję przed referendum.
Największym zyskiem byłoby to, gdyby faktycznie doszło do trwałej zmiany stylu uprawiania polityki
– mówi.
Jednocześnie ostrzega przed traktowaniem referendum wyłącznie jako politycznej wojny. Jego zdaniem należy postrzegać je przede wszystkim jako legalny instrument demokratyczny, z którego mieszkańcy mają prawo korzystać.
Referenda jako efekt domina?
Seria inicjatyw referendalnych w Małopolsce może być – według eksperta – efektem politycznego naśladownictwa po głośnym referendum w Zabrzu, gdzie doszło do zmiany władz miasta.
Profesor Marzęcki podkreśla jednak, że w przeciwieństwie do Zabrza, w małopolskich przypadkach nie doszło dotąd do przełamania społecznego poparcia dla urzędujących włodarzy.
„Potrzebna jest zmiana układu opinii nie tylko tych, którzy od początku byli przeciw, ale także tych, którzy głosowali za aktualnym prezydentem, burmistrzem czy wójtem” – zaznacza.
Czy przepisy o referendach powinny się zmienić?
Dyskusja o referendum odwoławczym coraz częściej dotyczy także samych przepisów. Jedni proponują obniżenie progu frekwencyjnego, inni chcieliby uznawania wyniku w sytuacji zdecydowanej przewagi jednej ze stron.
Ekspert zwraca jednak uwagę, że obecny system ma również chronić stabilność samorządów. „Nie po to wymyśliliśmy sobie kadencje, żeby destabilizować samorządy w postaci skróconych kadencji i przedwczesnych wyborów” – podkreśla.
Jednocześnie przypomina, że referendum pozostaje legalnym narzędziem obywatelskiej kontroli władzy, choć – jego zdaniem – mieszkańcy powinni korzystać z niego po „pogłębionej refleksji”, a nie wyłącznie pod wpływem politycznych emocji.