Jak pan sypia na kilkanaście dni przed referendum?
Bardzo dobrze.
Nie ma koszmarów?
Nie, nie ma koszmarów. Ja generalnie dobrze sypiam.
Przy okazji podsumowania dwóch lat sprawowania urzędu prezydenta Krakowa szef klubu Koalicji Obywatelskiej w Radzie Miasta mówił, że „widzi zmianę w człowieku, który nauczył się Krakowa”. Jeden z radnych PiS mówił z kolei: „Widzę pozytywną zmianę. Prezydent zabrał się naprawdę do pracy”. To może trzeba będzie podziękować krakowianom za referendum?
Po pierwsze, będę polemizował z tą tezą. Oczywiście uczę się Krakowa cały czas. Każdy dzień, każda „ławka dialogu”, każde kolejne spotkanie powoduje, że miasto poznaje się lepiej. To oczywiste.
Jak człowiek przychodzi na tę funkcję, to nauczyć się urzędu i miasta jest trudno. Natomiast to nie jest tak, że pracuję w tej chwili dużo więcej niż wcześniej. Od początku była to bardzo ciężka praca, tylko na początku człowiek skupiał się na czym innym. Trzeba było urząd ustawić wewnętrznie, dokonać zmian personalnych, reorganizacji, audytów finansowych i różnych innych audytów. To nie są rzeczy, które od razu widać na zewnątrz, ale to była robota konieczna do wykonania.
Rzeczywiście im później, tym więcej efektów widać na zewnątrz. I w tym sensie ktoś może myśleć, że dopiero teraz pracuję. Ale to, że oddajemy inwestycje albo zaczynamy nowe, oznacza, że wcześniej musiało być całe przygotowanie i projektowanie.
Czyli wszystkim dobrze zrobiło to referendum?
Od początku tak mówiłem. Abstrahując od tego, że to nie jest okres, w którym polityk jest bardzo spokojny, bo wiadomo, jakiś stres jest, to jednak referendum zawsze daje refleksję. Refleksję nad tym, czy wszystko robiło się dobrze, czy człowiek odpowiednio wsłuchał się w głos mieszkańców i czy nie popełnił błędów.
Referendum jest pewnego rodzaju nauczką i doświadczeniem, które czyni człowieka lepszym.
Czy przed 24 maja zobaczymy w Krakowie Donalda Tuska, który będzie namawiał do pozostania w domu i nieuczestniczenia w referendum?
Nie prosiłem pana premiera o to, więc nie sądzę. Premier ma swoje bardzo ważne sprawy w Warszawie. Nie uważam, żeby to było konieczne czy potrzebne. To krakowianie decydują, jak głosują i czy idą na referendum.
Premier zaprosił papieża Leona XIV do Polski. Czy będzie pan zabiegał o to, żeby przyjechał także do Krakowa?
Oczywiście, że już rozmawiałem z kardynałem Grzegorzem Rysiem. Oczywiście nie wypada mi jako prezydentowi miasta zapraszać głowy państwa, ale oczywiście chcemy papieża w Krakowie i z kardynałem już o tym rozmawiałem.
Prezydent Krakowa chce papieża Leona XIV w Krakowie, ale odmawia udziału w Marszu Równości. Zmiany, zmiany, zmiany…
Nie mieszajmy różnych systemów wartości. Nie odmawiam udziału w Marszu Równości. Mam w tym dniu komunię chrześnicy w Niepołomicach. Mogę pokazać zaproszenie, już pokazywałem je dziennikarzom.
Normalnie poszedłbym w Marszu Równości. Jest patronat, jest flaga. Po prostu w tej konkretnej sytuacji wygrywa ważna rodzinna uroczystość.
Nie wiem, dlaczego utarło się, że trzeba rozdzielać różne wrażliwości. Ja chodzę do kościoła i chodzę na Marsz Równości. Czy to jest coś złego?
Wracając do dwóch lat prezydentury – jednym z najtrudniejszych tematów pozostaje mieszkalnictwo. W programie wyborczym zapowiadał pan remont dwóch tysięcy pustostanów, budowę tysiąca mieszkań komunalnych i akademików.
Przypomnę tylko, że program miał sto pięćdziesiąt różnych punktów.
Jeśli chodzi o politykę mieszkaniową, powołaliśmy Miejską Społeczną Agencję Najmu, zwiększyliśmy remonty pustostanów, rozszerzyliśmy program „Mieszkanie za remont” i mamy już zgodę Rady Miasta oraz przeprowadzone analizy dotyczące powołania Społecznej Inicjatywy Mieszkaniowej, czyli SIM.
Mieszkań nie buduje się w rok. Najpierw trzeba powołać spółkę, przygotować wszystkie analizy, a potem można rozpoczynać budowę. Są działki, są lokalizacje.
Padniewskiego, Architektów, Dekerta – ale nawet te lokalizacje to około połowa tego, co zapowiadał pan w programie.
Jesteśmy obecnie na etapie przygotowania planu ogólnego i co tydzień dyskutujemy o kolejnych działkach, które mogłyby zostać przeznaczone pod mieszkania komunalne. Ostatnio analizowaliśmy dziesięć takich terenów.
A co z planem ogólnym? Miał być gotowy w pierwszym kwartale roku.
Zaraz będzie. Naprawdę kończymy. Co tydzień siedzi całe grono dyrektorów i ekspertów i analizujemy jeszcze sporne tereny. Większość planu jest już gotowa, ale trzeba podjąć jeszcze trochę ważnych decyzji.
Szef Rady Miasta mówi, że plan ogólny w czasie referendum byłby „pożywką dla populistów”. Zgadza się pan z tym?
To jest inny aspekt. Oczywiście, że gdyby w tej chwili wypuścić taki dokument, to ci, którzy używają haseł populistycznych, a nie racjonalnych, zaczęliby go wykorzystywać politycznie.
To jest dokument na dziesiątki lat i potrzebuje merytorycznej dyskusji, a nie kampanii referendalnej. Te dwa tygodnie wytrzymamy. Zresztą cały czas go jeszcze dopracowujemy.
To będzie czerwiec czy już wakacje?
Myślę, że czerwiec. Później będą jeszcze konsultacje, więc cały proces może wejść w wakacje. Najważniejsze jednak, żeby ten dokument był jak najlepszy.
Eksperci coraz częściej mówią o nowej barierze rozwojowej Krakowa – braku odpowiedniej ilości energii elektrycznej. Jakie plany ma miasto?
Rozmawiamy cały czas z Tauronem. Wiemy, że potrzeba więcej GPZ-ów, żeby zapewnić odpowiednią moc.
Prowadzimy też energetyczny okrągły stół i od roku rozmawiamy m.in. z KHK i PGE. Oczywiście dostarczanie energii nie jest domeną miasta, ale mamy świadomość, że jeśli Kraków ma się rozwijać gospodarczo i budować „Nową Hutę Przyszłości”, to prądu nie może zabraknąć.
Trudno jednak rozmawiać o metrze i nowych liniach tramwajowych bez zapewnienia odpowiedniej ilości energii.
Oczywiście. Analizujemy również zapotrzebowanie energetyczne przyszłego metra, które będzie potrzebne za około dziesięć lat.
Pamiętajmy też, że rozwijamy fotowoltaikę i własne źródła energii w Krakowskim Holdingu Komunalnym. To są procesy.
Największa porażka tych dwóch lat? Strefa Czystego Transportu?
Nie powiedziałbym, że porażką jest SCT jako taka. Problematyczny był proces jej wdrażania – od kwestii technicznych po konsultacje i sposób adresowania uwag mieszkańców.
Proces wprowadzania i komunikowania tych zmian nie był łatwy.
Czyli problemem była polityka komunikacyjna magistratu?
Jeśli chodzi o komunikowanie SCT – tak. Natomiast zgodzę się też, że ogólnie polityka komunikacyjna magistratu nie była tak intensywna jak polityka opozycji.
Jeśli przez pół roku albo rok do każdej skrzynki w Krakowie trafia co dwa tygodnie nowa gazetka przedstawiająca wizję „Krakowa w ruinie”, to jest to bardzo intensywna polityka komunikacyjna finansowana przez opozycję.
Czy spotkamy się w Radiu Kraków po referendum – bez względu na wynik?
Oczywiście, że przyjdę. Nie wiem tylko, czy od razu w poniedziałek, bo może jeszcze nie będzie wyników. Ale jak będą znane wyniki, na pewno przyjdę.