Na początek chciałbym zapytać o Łukasza Litewkę z Lewicy. Młodego, chwalonego po obu stronach politycznej barykady posła, który zginął wczoraj tragicznie potrącony przez samochód. Pani go dobrze znała?
- Znałam. To wiadomość, która mną wstrząsnęła ogromnie. Trudno uwierzyć w to, co się stało. Łukasz był niezwykle pogodną osobą, bardzo prostolinijną. Kibicowałam mu w działalności politycznej i społecznej. On stworzył niesamowitą rzecz – grupę osób, taki Team Litewka, która pomagała ludziom, zwierzętom. To była osoba niezwykła. Pół Polski płacze za Łukaszem. To wielka strata. Zginęła wyjątkowa osoba, której pewnie nie będzie można zastąpić, ale jego dziedzictwo powinno być kontynuowane. Jego dzieło pomocy ludziom i zwierzętom. Oby ludzie, którzy zostali w fundacji, chcieli to dzieło kontynuować.
Po śmierci posła Litewki pojawiły się ciepłe słowa ze strony koalicji rządzącej. To oczywiste, bo był jej członkiem, ale też ze strony PiS, co wcale nie zmienia faktu, że nawet na moment nie zatrzymała się ta wojna między jedną, a drugą stroną politycznej barykady. Czy pani zdaniem już doszliśmy do takiego stopnia pęknięcia kraju na pół, że to już nigdy nie będzie w miarę normalnie? Pamiętamy, że nawet po zabójstwie prezydenta Adamowicza na chwilę był taki rozejm bardzo krótki, a potem wszystko wróciło do normy i z roku na rok, z tygodnia na tydzień jest coraz ostrzej.
- To prawda, ale od tego, jak będzie wyglądać polityka i cały ten dyskurs, zależy nastawienie nas polityków. Jak przyjmiemy, że nie chcemy się wzajemnie zabijać, tak zrobimy.
Obie strony dorzucają do pieca. Donald Tusk dorzuca do pieca i Jarosław Kaczyński też, już nie mówiąc o Czarnku...
- Tak, ale jak my odpowiadamy językiem miłości, który nie jest ostry i zdecydowany, jesteśmy odebrani jako formacja słaba przez ludzi. W pewnych sytuacjach trzeba dać odpór fake newsom, które się pojawiają. To wielkie zagrożenie dla debaty publicznej. Tego jest masa.
Rozumiem, ale ta polaryzacja kończy się tym, co mamy teraz. Nie tylko rzucanymi wzajemnie obelgami, ale też tym, że na przykład Trybunał Konstytucyjny nie działa, że czwórka sędziów sobie przychodzi posiedzieć na korytarzu. Zaraz będą wybory do nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Mogę się założyć, że ona nie zostanie uznana przez Prawo i Sprawiedliwość, być może też przez Konfederację. Przez ten spór nie działają nam instytucje już.
- Mimo tego sporu, my jako koalicja rządząca, musimy zrobić wszystko, żeby doprowadzić do tego, aby te wakaty w KRS zostały uzupełnione. Wbrew temu, że prezydent rzuci nam kłody pod nogi, my ten skład musimy uzupełnić.
Trybunał Konstytucyjny właśnie orzekł, że przepisy, na podstawie których ci sędziowie będą wybierali, nie są konstytucyjne. Zresztą państwo o tym mówili przez 10 lat.
- To jest Trybunał Konstytucyjny, który jest neotrybunałem. Wedle orzecznictwa europejskiego on nie ma prawa orzekać.
Muszę tutaj przypomnieć, że psucie Trybunału zaczęli państwo, Koalicja Obywatelska, wybierając nadmiarowych sędziów już w zamierzchłych czasach. Tak było.
- To przeszłość. Te zmiany, które wprowadził PiS w 2018 roku były znacznie bardziej niebezpieczne od tych, które były w czasach rządów KO.
Zostawmy konflikty między PiS, Konfederacją i koalicją rządową, bo w środku tej koalicji też nie dzieje się najlepiej. Mamy ostry spór między dwoma częściami dawnej Polski 2050. Na ten spór zareagował niedawno premier Donald Tusk, który postawił ultimatum Polsce 2050. On powiedział, że jeśli Polska 2050 nie obroni ministry Hennig-Kloski, to będą się państwo „musieli pożegnać”. Na to Polska 2050 odpowiedziała, że to jest koalicja przemocowa i sama postawiła ultimatum, że chce przesłuchać panią Kloskę w najbliższy poniedziałek, a jak nie, to zobaczymy, bo kto wie, jak zagłosujemy. Czym to się skończy?
- Skończy się dobrze. Obronimy wotum nieufności wobec pani minister. Ostatnio czytałam wpis Szymona Hołowni, który sugeruje, że kwestie personalne zejdą na plan dalszy, a ważne jest utrzymanie koalicji, która powstała w 2023 roku. Silne słowa, które padają, mogłyby mieć lżejszy wydźwięk, ale jak pojawia się informacja ze środka koalicji, że są osoby, które nie chcą bronić swojego ministra, trudno się dziwić Donaldowi Tuskowi, że on sprawę stawia jasno.
Na ostrzu noża.
- Jasno. Tak bym to określiła. Takie mocne słowa padają głównie między posłami Polski 2050 i nowym klubem Centrum. One wynikają z wewnętrznych przegrupowań.
Pani partia nie ma takiej pokusy, żeby przeciąć ten węzeł gordyjski i pójść teraz na wybory? Sondaże macie na razie dobre, a za rok to różnie może być.
- Nie jestem zwolenniczką tego, by takie rzeczy przecinać w ten sposób. Jako koalicja powinniśmy dojść do porozumienia. Takich sytuacji, które powodowały wewnętrzną niedobrą sytuację, mieliśmy już trochę. Wyszliśmy z tego obronną ręką. Tym razem też tak się stanie. Na końcu jest dobro Polski i tego, że my weszliśmy do koalicji z programem, który chcemy realizować. Wcześniejsze wybory tego nie umożliwiają.
Na razie mają państwo referendum, które może doprowadzić do wcześniejszych wyborów w Krakowie. Kilka dni temu w tym studiu była pani koleżanka z KO Dorota Marek i ona nie była w stanie albo nie chciała mi odpowiedzieć na pytanie, czy podoba się jej strategia prezydenta Miszalskiego, strategia uniku, strategia tego, żeby nikogo nie denerwować, żeby wycofywać się z niemal każdej czy z większości kontrowersyjnych decyzji. Może pani mi powie? Pani się podoba ta strategia?
- Powiem tak. To nie jest strategia wycofywania się.
No jak? Wycofywanie się z podwyżek, z SCT z niektórych przepisów, z regulacji dotyczących parkowania. Można wiele wymieniać.
- Ja patrzę na te decyzje prezydenta, jako na refleksję. Decyzje, które podjął, były błędne. On sam o tym mówi.
No i się wycofuje.
- Były błędne i skumulowane w czasie. To niedobrze wpłynęło na odbiór mieszkańców Krakowa. Strategia prezydenta polega na korekcie swoich błędów. Są też intensywne spotkania z mieszkańcami. W dwa lata wiele mu się udało zrobić. Sam fakt, że prezydent spotykał się z mieszkańcami kilkadziesiąt razy na ławeczkach dialogu, doprowadziło do powstania programu dla mieszkańców osiedli. Prezydent planuje wydanie ponad 500 milionów złotych na różne rzeczy.
Nie mamy czasu, żeby wymieniać wszystkie osiągnięcia, ani braki prezydenta Miszalskiego.
- Nie mamy, ale mnie w tej debacie o referendum brakuje tego, że nie mówimy, co udało się zrobić w Krakowie. Prezydentowi udało się wiele rzeczy. Zawsze się mówiło, że w Krakowie się nie da zniszczyć samowoli budowlanych...
Chciałem jeszcze poruszyć temat służby zdrowia. Dzisiaj się kończy czarny protest w szpitalach powiatowych. Chciałem zapytać, jak to jest możliwe, że państwo szli do wyborów z postulatem uzdrowienia ochrony zdrowia? W stu konkretach nawet był postulat zniesienia limitów do szpitali, a tymczasem nie dość, że te limity nie zostały zniesione, to teraz jeszcze od kwietnia NFZ obcina finansowanie kolonoskopii, gastroskopii, rezonansów i tak dalej. Jak to ze sobą pogodzić?
- To nie jest tak, że NFZ obcina…
Nadwykonania. Ale miało nie być limitów.
- To duża różnica. Limitów miało nie być w czym innym. NFZ obcina nadwykonania w badaniach diagnostycznych. To wynik licznych kontroli, jak te badania były wykonywane. W wielu placówkach jedno badanie rezonansem kręgosłupa było dzielone na kilka części. Za każde badanie pobierano środki. Zmiany, które są wprowadzane, są po to, żeby takie działania ukrócić. Druga kwestia. Zmiany przepisów upraszczają pewne procedury i pomagają kierownikom placówek egzekwować pewne rzeczy od wykonawców. Liczba badań nie spada. Zmieniają się regulacje. Ocenimy te zmiany po pewnym czasie. Zobaczmy, jakie skutki to będzie miało.