Jest drożej. To przyznają i sprzedawcy, i ich klienci. W tym roku ceny zniczy, kwiatów i wiązanek średnio poszły w górę o kilkadziesiąt procent.
Sławomir Kłyczek właściciel firmy produkującej znicze mówi, że wzrost cen to efekt droższych produktów, głównie parafiny. Kiedyś to było 6-8 tysięcy, dziś trzeba zapłacić 12 300 zł. Parafina była sprowadzana z Rosji i Białorusi, teraz trzeba sprowadzać z Chin i transport drogą morską jest o wiele droższy.
Pan Sławomir prowadzi jednoosobową firmę. Dzięki zmniejszeniu kosztów produkcji i braku pośredników może sprzedawać znicze po osiem złotych za sztukę. Taka cena to jednak już rzadkość. Według danych portalu dlahandlu.pl ceny lampionów w ciągu roku podrożały o 19 procent, najwięcej o blisko 40 procent w supermarketach.
Droższe są też kwiaty. Ich producenci ceny podnieśli o około 20 procent. Na placach targowych w Małopolsce za średnią chryzantemę w doniczce trzeba zapłacić około 25 - 30 złotych. Szymon Ledwoń właściciel gospodarstwa ogrodniczego z Oświęcimia mówi, że to absolutne minimum, biorąc pod uwagę koszty produkcji kwiatów. Koszty poszły w górę od opału po paliwo, przez nawozy i doniczki, a nawet ziemię. Producenci nie mówią o włożonej pracy, bo to aż pół roku trzeba poświęcić, żeby na koniec móc podziwiać piękną, kolorową chryzantemę w doniczce.
Jeszcze droższe są gotowe wiązanki. To już wydatek nawet powyżej stu złotych. Mimo wyższych cen klienci z zakupów nie rezygnują, ale porównują ceny i lepiej planują wydatki. Jak mówią, można znaleźć ładny stroik po 35 złotych, a znicze po 5.
Mniej natomiast kupujemy zniczy. Wybieramy mniejsze lub używamy po raz kolejny tych z zeszłego roku. Szkło można umyć i wygląda jak nowy, trzeba tylko dokupić wkłady. Na niektórych cmentarzach są już specjalne miejsca, gdzie można zostawić znicze, które już nie są potrzebne. A taką specjalną półkę na znicze znaleźć już można na cmentarzach w Krakowie. Był to pomysł zgłoszony w ubiegłym roku do budżetu obywatelskiego.