Sąd Okręgowy w Krakowie wydał wyrok w drugim już postępowaniu prowadzonym w trybie referendalnym w związku z kampanią wokół referendum dotyczącego odwołania prezydenta Krakowa.
W sądzie spotkali się dziś jeden z inicjatorów referendum Wojciech Jakubowski oraz szef krakowskiej Koalicji Obywatelskiej Szczęsny Filipiak.
Sprawa dotyczyła nagrania opublikowanego w mediach społecznościowych przez Filipiaka. Polityk mówił w nim, że inicjatorzy referendum mają wyroki między innymi za bicie kobiet. Wojciech Jakubowski uznał te słowa za nieprawdziwe i domagał się przeprosin.
Sąd zakazał Szczęsnemu Filipiakowi publikowania nagrania w przyszłości. Nakazał również opublikowanie sprostowania i przeprosin wobec Wojciecha Jakubowskiego w prasie oraz internecie. Dodatkowo Filipiak ma wpłacić trzy tysiące złotych na organizację zajmującą się prawami kobiet.
Podczas rozprawy Szczęsny Filipiak przekonywał, że mówiąc o „inicjatorach referendum”, miał na myśli działacza Mateusza Jaśkę, a nie Wojciecha Jakubowskiego. Jak argumentował, to właśnie jego chciał skrytykować w opublikowanym materiale.
Sąd zwrócił jednak uwagę, że pojęcie „inicjator referendum” jest określone w przepisach i odnosi się wyłącznie do osób, które formalnie podpisały wniosek o przeprowadzenie referendum.
To drugie postępowanie w trybie referendalnym dotyczące tego samego filmu. Wcześniej komitet referendalny złożył podobny wniosek wobec radnej Krakowa Anny Bałdygi, która udostępniła nagranie w mediach społecznościowych.
Wyrok komentuje Jan Hoffman, pełnomocnik Wojciecha Jakubowskiego, a także szef komitetu referendalnego:
Niewątpliwie mamy tutaj do czynienia z wypowiedziami, które w ocenie mojego mandanta, naruszają jego dobra osobiste. I przypisują mu, czy po prostu sugerują, że był w grupie osób, które mogły dopuścić się czynów odbiegających od jakichkolwiek etycznych standardów, a wręcz naruszających przepisy prawa.
Szczęsny Filipiak deklaruje, że jutro (14 maja) złoży apelację:
Sąd przyjął 100 procent tego, o co powód zawnioskował. Myślę, że jest to przesadzone orzeczenie, za dużo tych rzeczy. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego przeprosiny mają być w "Gazecie Krakowskiej". Nagranie było publikowane tylko na Facebooku i nigdzie indziej.