Parlamentarzyści Koalicji Obywatelskiej domagają się wyjaśnień dotyczących finansowania kampanii referendalnej. W tej sprawie złożyli do komisarza wyborczego pismo dotyczące działalności komitetu referendalnego.
Politycy KO przekonują, że skala kampanii budzi pytania o źródła finansowania. "Plakaty, billboardy oraz gazety – to kosztuje setki tysięcy złotych" – mówił poseł KO Dominik Jaśkowiec.
Niestety mieszkańcy Krakowa nic nie wiedzą na temat źródeł finansowania tej zorganizowanej akcji obrzydzania naszego miasta. Zaangażowano w nią wielkie pieniądze. Skąd one pochodzą? Dlaczego komuś opłaca się finansować akcję referendalną w Krakowie i czego oczekuje w zamian?
Przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej pokazali zdjęcia billboardów, plakatów i gazet kolportowanych przez zwolenników referendum. Jednocześnie zaznaczyli, że na razie ich działania ograniczają się do skierowania pisma do Krajowego Biura Wyborczego.
Najdalej idące sugestie przedstawiła posłanka KO Dorota Marek. Jej zdaniem wokół kampanii referendalnej pojawiają się pytania dotyczące możliwych powiązań ze środowiskiem kryptowalutowym.
Demokracja to przejrzystość, a my dziś w Krakowie mamy do czynienia z wielką publiczną spekulacją. Mamy festiwal niedomówień i finansową partyzantkę. Spójrzmy na fakty, bo te mówią same za siebie i śmierdzą na kilometr
- mówiła Dorota Marek.
Posłanka sugerowała, że w czasie, gdy pojawiały się informacje dotyczące giełdy kryptowalut Zondacrypto, na konta różnych fundacji miały trafiać duże wpłaty:
I w tym samym momencie rusza potężna machina, która prowadzi do referendum. Zbieg okoliczności? Mówicie, że to inicjatywa oddolna. Czy faktycznie? Czy stoi za tym jakieś kryptolobby?
Dopytywani o dowody potwierdzające te sugestie, politycy KO ich nie przedstawili. Przekonują, że wyjaśnianiem sprawy powinny zająć się odpowiednie służby i media. Jednocześnie przyznali, że na tym etapie nie składają zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa (co jest ustawowym obowiązkiem parlamentarzystów, jeżeli mają takie podejrzenie).
"Bo mamy wspólny cel"
Do zarzutów odniósł się Jan Hoffman, jeden z inicjatorów referendum. Potwierdził, że komitet korzystał ze wsparcia stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, założonego przez Łukasza Gibałę – kontrkandydata Aleksandra Miszalskiego w ostatnich wyborach samorządowych:
Nie mówiłem, że ktoś mi przyniósł w teczce pieniądze na kampanię outdoorową, że gdzieś je znalazłem na ulicy, że to od bezdomnego. Mówiłem jasno, że komitet nie ma dużych środków finansowych. Natomiast zgłosiło się do nas Stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców. Myśmy to wsparcie bardzo serdecznie przyjęli i podziękowali, bo mamy wspólny cel.
Inicjatorzy referendum zapewniają, że po zakończeniu kampanii opublikują wymagane prawem sprawozdanie finansowe komitetu.
W trakcie konferencji prasowej pomysłodawcy referendum byli również dopytywani o Mateusza Jaśkę – krakowskiego aktywisty, blogera i radnego, który publicznie angażuje się w akcję referendalną. W przeszłości był on podejrzewany lub skazywany w różnych sprawach karnych, między innymi dotyczących pobicia czy gróźb wobec dziennikarzy.
Jedna z tych spraw dotyczyła reportera TVN przygotowującego materiał o giełdzie kryptowalut BitBay, działającej dziś pod nazwą Zondacrypto. Według ustaleń śledczych Mateusz Jaśko miał – na zlecenie osób związanych z giełdą – próbować nakłonić dziennikarza do rezygnacji z publikacji materiału.
Jan Hoffman i pozostali inicjatorzy referendum odcięli się od działań Jaśki. Podkreślali, że nie jest członkiem komitetu referendalnego, a przepisy nie zabraniają osobom prywatnym angażowania się w kampanię.
Jaśko to autonomiczna osoba i nie mamy na niego wpływu
- mówił Hoffman.
Komitet referendalny liczy formalnie 21 osób. Mateusz Jaśko nie znajduje się w jego składzie.