Kim jest radny dzielnicowy Mateusz Jaśko? To dość barwna postać - warto przypomnieć jego działalność.
Większość osób zna go jako kontrowersyjnego aktywistę. Ja kojarzę go jednak z bardzo trudnych wydarzeń z mojego życia. W 2020 roku, gdy przygotowywałem reportaż o giełdzie kryptowalut BitBay, zgłosił się do mnie z propozycją, którą nazwaliśmy próbą łapówki. Początkowo chodziło o kilkadziesiąt tysięcy złotych za rezygnację z materiału, później kwota rosła. Pojawiły się też groźby pobicia. Ostatecznie zaproponowano mi milion złotych. Padły również słowa, że za takie pieniądze można „sprowadzić do Polski nawet Osamę bin Ladena”. Odebrałem to jako realną groźbę - i sąd ostatecznie także tak to ocenił.
Wspomniałem o burzliwej przeszłości. Co prawda część wyroków się zatarła, ale były też wcześniejsze skazania, m.in. za pobicia.
Tak, i moim zdaniem nie powinno się tego ukrywać, zwłaszcza w przypadku osób publicznych. Mówimy o poważnych przestępstwach - atakach na ludzi. Nawet jeśli ktoś tłumaczy to „błędami młodości”, to opinia publiczna powinna znać takie fakty.
Jak pan sądzi, kto stał za tą próbą przekupstwa? Mówimy przecież o bardzo dużych pieniądzach.
Na początku myśleliśmy, że to mogą być jakieś fałszywe banknoty - Jaśko wysyłał mi zdjęcia plików 500-eurowych banknotów. W toku sprawy sądowej sam przyznał, że pieniądze pochodziły z jego kręgów polityczno-biznesowych, ale nie ujawnił szczegółów. Z mojej wiedzy wynika, że nie miał bezpośredniego kontaktu z osobami stojącymi za giełdą, ale znał pośredników - ludzi z krakowskiego półświatka. To oni mieli „załatwić sprawę”, czyli doprowadzić do tego, by reportaż nie powstał. Ustaliliśmy też przepływy kryptowalut - chodziło o około dwa miliony złotych. Część tej kwoty miała trafić do mnie, reszta do pośredników.
Jak dziś patrzy pan na działalność tej giełdy, szczególnie w kontekście jej powiązań?
Nie chcę formułować ocen, które mogłyby skończyć się pozwem, ale faktem jest, że wielokrotnie wskazywaliśmy na powiązania BitBay z osobami ze świata przestępczego. Nigdy nie wykazano, że się myliliśmy. W tle były konflikty między różnymi grupami. Przypomnę też, że założyciel giełdy, Sylwester Suszek, zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach i do dziś nie został odnaleziony. Przed zaginięciem był zastraszany - niszczono jego samochody, grożono mu. To pokazuje, jakie środowiska funkcjonowały wokół tego biznesu. Trudno zakładać, że nagle całkowicie z niego zniknęły.
Wróćmy do radnego z Krowodrzy. Mamy sytuację, w której osoba prawomocnie skazana nadal może pełnić funkcję radnego dzielnicowego. Brakuje odpowiednich przepisów.
To jest poważny problem. Już pierwszy wyrok budził kontrowersje, a działalność społeczna była traktowana jako okoliczność łagodząca. Moim zdaniem osoby działające publicznie powinny być oceniane surowiej, a nie łagodniej. Taki wyrok powinien dyskwalifikować z życia publicznego. Tymczasem nie było przeprosin, nie było przyznania się do winy - mimo prawomocnego wyroku. To podważa wiarygodność takiej osoby.
Inicjatorzy referendum odcinają się od radnego, choć ten aktywnie promuje udział w głosowaniu w mediach społecznościowych.
Formalnie się odcinają, ale widziałem go na zdjęciach i nagraniach z wydarzeń związanych z tym środowiskiem, m.in. przy okazji protestów dotyczących strefy czystego transportu. Te działania wydają się powiązane. To nie wygląda na przypadkową aktywność.
Gościem Radia Kraków był redaktor Michał Fuja z TVN24.