Rozpocznijmy od wyborów w Krakowie. Co ma być receptą na sukces kandydatki Koalicji Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego Moniki Piątkowskiej? Jeszcze więcej premiera i wicepremiera w Krakowie?
- Udział polityków, którzy oficjalnie poparli kandydatkę, był jednym z elementów, ale nie był trzonem tej kampanii. Kampania trwała długo, te wizyty raczej krótko. Tutaj liczy się ciężka, uczciwa, rzetelna praca, spotkania z mieszkańcami, obywatelami, Krakowianami. Spotkania nadal się odbywają. To także uczciwe publikowanie informacji o tym, jakie kandydatka ma plany, co zamierza robić, nieunikanie trudnych pytań. Konsekwentna praca.
"Łukasz Gibała nie jest bezpartyjny"
Nikt się nie spodziewał prawie 30-procentowego poparcia po pierwszej turze. A co radziłby pan dzisiaj sztabowcom? Raczej unikać identyfikacji z szefami bloków partyjnych, Donaldem Tuskiem czy Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, czy akcentować partyjność wobec kontrkandydata pozapartyjnego?
- Wielokrotnie o tym rozmawiałem. Sam przecież miałem legitymację partyjną, kiedy zostawałem burmistrzem gminy. Bezpartyjny, ponadpartyjny samorządowiec to nie jest ten, który chowa swoje szyldy, tylko ten, który pomimo przynależności potrafi szerzej rozmawiać. Taka jest Monika Piątkowska. Ale nie róbmy też jakiegoś wielkiego bezpartyjnego samorządowca z pana Łukasza Gibały, który przez kilkanaście lat był członkiem Platformy Obywatelskiej, był nawet szefem krakowskich struktur Platformy, był związany z Ruchem Palikota. To nie jest bezpartyjny kandydat.
Ale to było dawno.
- Tak, ale to nie jest bezpartyjny kandydat. To człowiek, który przez lata był związany z partiami.
Ma pan pretensje do kandydatki Nowej Lewicy, która nie chce przekazać poparcia Monice Piątkowskiej? W Radiu Kraków mówiła: ani Gibała, ani Piątkowska. To chyba pokazuje, że nie najlepiej dzieje się w koalicji 15 października.
- Pretensji nie mam. Ale tak się trochę nie da. Na tym polega demokracja. W pierwszej turze może wystartować każdy. Mieliśmy tak naprawdę trójkę typowo lewicowych kandydatów, Łukasz Gibała też jest lewicowym kandydatem. Wystawili swoje kandydatury. Mieszkańcy Krakowa zdecydowali, że nikt z tej trójki nie wejdzie do drugiej tury. Odpowiedzialny polityk nie może powiedzieć: „Dobrze, jak nie jest po mojemu, to zabieram swoje zabawki i wychodzę”. Krakowianie powiedzieli: będziemy w drugiej turze wybierać między panem Gibałą a panią Piątkowską. Uważam, że każdy odpowiedzialny człowiek, który wpływa na kształtowanie rzeczywistości, ma znaczenie i wpływ, z którym obywatele się liczą i który był kandydatem, powinien się też określić.
Czyli w pana ocenie Daria Gosek-Popiołek, bo o niej mowa, powinna wskazać kandydatkę Koalicji Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego? Nie chciała. Dlaczego?
- To jest pytanie do pani poseł Darii. Dziwię się, bo wydawałoby mi się, że bliżej jej jest do naszej koalicji, że podziela te same ideały co my w koalicji rządzącej. Nie wiem. Może je kiedyś zadam przy okazji panu wojewodzie Śmiałkowi.
A jeśli to Łukasz Gibała zostanie prezydentem, jak będzie wyglądać współpraca między Urzędem Miasta a Urzędem Wojewódzkim? Czy to w ogóle będzie miało znaczenie? Przypominam sobie czasy, kiedy wojewodą był Piotr Ćwik. W krakowskim magistracie był inny układ, inny prezydent Krakowa, a rada miasta miała pretensje, że ówczesny wojewoda unieważnia dużą liczbę przyjmowanych przez nią uchwał. Czy polityczny układ ma tutaj znaczenie?
- Osobiste sympatie czy poglądy Krzysztofa Klęczara, który jest teraz wojewodą, nie mogą mieć wpływu na merytoryczne funkcjonowanie Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego. Jeśli tak się dzieje, to niestety czasami część urzędników, choćby Pałacu Prezydenckiego, o tym zapomina i podejmuje decyzje radykalnie sprzeczne z interesem państwa polskiego tylko w imię walki z rządem. Nigdy tak nie pracowaliśmy i pracować nie będziemy.
Mamy 183 samorządowców, włodarzy gmin w Małopolsce. Są tacy z legitymacjami partyjnymi różnych formacji, są bezpartyjni i każdego traktujemy tak samo. Myślę, że to potwierdzą. Jeśli Krakowianie zdecydują, że wygra pan Łukasz Gibała, magistrat pod jego kierunkiem będzie przygotowywał uchwały, a rada będzie podejmowała uchwały zgodne z prawem, to te uchwały absolutnie nie będą kwestionowane. Szanujmy się. Tak działa prawo. Natomiast ja w dalszym ciągu głęboko wierzę, że te wybory wygra pani Monika Piątkowska.
Powrót rektora na UKEN? "Ta sytuacja jest dla mnie dosyć klarowna"
Zostawmy wybory w Krakowie. Teraz inna krakowska instytucja. Jak pan odebrał wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który uchylił decyzję ministra nauki o odwołaniu rektora Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej, prof. Piotra Borka?
- Mam zwyczaj nie komentować wyroków, szczególnie nieprawomocnych, a ten wyrok nie jest prawomocny. Natomiast sama sytuacja jest bardzo niezręczna i przyjmuję ją ze smutkiem. Dziś jest 1 października, rozpoczyna się rok akademicki. Ja też wyszedłem ze środowiska akademickiego. Ono zawsze było absolutnie suwerenne, niezależne i wolne od wpływów politycznych. To trochę zaburzono na Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej kilka lat temu. Nie skończyło się to dobrze dla uczelni. Dziś na UKEN mamy tak naprawdę mamy dwóch rektorów.
Prawie jak kiedyś w Podhalance. Była taka sytuacja, że jeden z rektorów okupował gabinet rektora.
- Tak. Całkiem niedawno obserwowaliśmy takie sytuacje również w Warszawie. Ta sytuacja jest dla mnie dosyć klarowna. Ale przypominam, że wyrok nie jest prawomocny. Tak samo wyrok dotyczący strefy czystego transportu został wydany, a mimo tego jej przepisy obowiązują, ponieważ wyrok nie jest prawomocny. Tutaj też poczekałbym na uprawomocnienie się wyroku.
Ale jeśli minister nauki kieruje wniosek do Kolegium Elektorów, żeby odwołało rektora, to nie jest ingerencja świata polityki w świat nauki i szkolnictwa wyższego?
- Zadaniem ministra jest też nadzór. Jeżeli faktycznie minister ma wyraźne podejrzenia, że łamane są prawa pracownicze, a takie było główne uzasadnienie jego decyzji, ma obowiązek działać. Przypominam: jeżeli tej ingerencji by nie było, a tam naprawdę działo się źle, to co wtedy miałby powiedzieć minister w odpowiedzi na pytania: „Gdzie był nadzór? Gdzie był minister? Gdzie był rząd?”.
Minister podjął decyzję. Sprawa trafiła do sądu i mamy wyrok pierwszej instancji. Staram się podchodzić do tego na chłodno. Jakiekolwiek będą rozstrzygnięcia sądowe, przyjmiemy je i będziemy stosować. Chciałbym tylko przestrzec, żebyśmy nie doprowadzili do sytuacji, w której to wszystko odbije się na studentach, a także na pozycji, renomie i powadze tej jakże ważnej i potrzebnej uczelni. Dodajmy, że historycznie jest to przede wszystkim uczelnia, która kształci nauczycieli, czyli tych, którzy w sposób szczególny powinni być nieskazitelni i niezależni.
Choć Urząd Wojewódzki, w osobie pana zastępcy Ryszarda Śmiałka, był zaangażowany w proces odwoływania rektora Borka.
- Urząd ma takie niewdzięczne zadanie, że wykonuje rozstrzygnięcia administracji rządowej na poziomie regionu, nawet jeśli są to trudne rozstrzygnięcia, a trochę takich było. Wprowadzaliśmy przecież komisarzy w trudnych momentach. Byliśmy w Nowym Sączu po czasowym zawieszeniu pana prezydenta. Nie cofniemy przed realizacją zadań, które są naszymi obowiązkami. To jest oczywiste.
"Będę bronił turystów"
Jeszcze infrastruktura. Kilka dni temu została podpisana umowa dotycząca budowy dróg lokalnych wzdłuż Zakopianki pomiędzy Głogoczowem a Myślenicami. A co dalej z S7 Kraków–Myślenice? Mimo kampanii w Krakowie nikt o tym nie mówi.
- Naprawdę? Wypomniał tutaj udział premiera Kosiniaka-Kamysza w kampanii Moniki Piątkowskiej. Byłem na spotkaniu na krakowskich Błoniach, gdzie pani senator Piątkowska spotkała się z mieszkańcami. Była konferencja prasowa, był wraz z nią pan premier Kosiniak-Kamysz i wyraźnie zapowiedziano to, co premier Kosiniak-Kamysz zapowiada od początku. Oczekujemy teraz od Generalnej Dyrekcji przedstawienia rozwiązania, które pozwoli uszanować wolę większości mieszkańców Krakowa, którzy wyraźnie wskazali, że nie akceptują rozwiązania, w którym ta droga jest poprowadzona przez południe Krakowa. Moim zdaniem sprawa jest jasna. Oczekujemy na decyzje i propozycje GDDKiA
Rozumiem, poczekamy. Do wyborów parlamentarnych pewnie.
- Czy tak się stanie? Nie wiem. Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby ta decyzja została odłożona. Jesteśmy odpowiedzialnymi ludźmi. PiS z tą decyzją czekał ileś lat, a potem głośno krzyczał. Jak pan widzi, choćby w sprawie Beskidzkiej Drogi Integracyjnej czy Sądeczanki podejmujemy trudne decyzje i rozwiązujemy te problemy.
Mimo że zaproponowane przebiegi na pewno będą wywoływać sporo kontrowersji i emocji.
- Na pewno. W tym momencie nie ma takiego przebiegu, który nie budziłby żadnych emocji.
Rozpoczęły się też prace związane z budową nowego terminala pasażerskiego na Kraków Airport. Jak pan odbiera, pozostając jeszcze w kontekście kampanijnym, dyskusję o nadmiernej liczbie turystów? Przez 20 lat liczba pasażerów w Balicach wzrosła czterokrotnie.
- W tym roku spodziewamy się 15 milionów pasażerów. Zabawnie wychodzi, że według obecnych statystyk i prognoz piętnastomilionowy pasażer pojawi się na lotnisku w Sylwestra. Prezes Trutyński nie może więc planować zbyt hucznej imprezy, bo pewnie będzie musiał go przywitać. Natomiast rozumiem i szanuję tę dyskusję, bo ona przetacza się przez całą Europę. Trochę ją śledzę. Dotyczy właśnie wpływu turystów na codzienne życie mieszkańców. Ale z drugiej strony będę tutaj brutalny: turyści są bardzo ważnym elementem gospodarki Krakowa – przepraszam, że tak mówię o ludziach – bardzo ważnym jej punktem, filarem. I będę turystów w Krakowie bronił.