Fot. Damian Radziak
Wyborcy prawicy mogą odegrać kluczową rolę
Czy zgadza się pan z opinią, że to wyborcy prawicy zdecydują, kto w Krakowie zostanie prezydentem? Pytam głównie o wyborców Prawa i Sprawiedliwości.
Tak, zdecydowanie się zgadzam z takim twierdzeniem. Będzie to skądinąd powtórka sytuacji z poprzednich wyborów w 2024 roku, gdzie przystępowaliśmy do drugiej tury w sytuacji dziesięcioprocentowej przewagi Aleksandra Miszalskiego nad Łukaszem Gibałą i głosami elektoratu prawicowego Łukasz Gibała nadrobił dystans i przegrał minimalnie z Aleksandrem Miszalskim o dwa procent.
Spodziewam się, że ten mechanizm będzie powtórzony w wyborach, które przed nami. Już wyraźne sygnały napływają, świadczące o takim stanie rzeczy, więc będziemy mieli pewne polityczne déjà vu. Oczywiście w troszkę zmienionej atmosferze, bo teraz w pozycji lidera występuje Łukasz Gibała, a dwa lata temu tym liderem nie był, tylko lidera gonił i niemal doścignął.
W przypadku wyborców prawicy będzie to raczej głosowanie przeciwko kandydatce, a nie za kandydatem, czyli Łukaszem Gibałą?
Tak, zdecydowanie. To będzie na zasadzie głosowania przeciwko kandydatce, którą się uznaje za absolutnie nie do przyjęcia. Jej porażka oraz porażka obozu politycznego, który stoi za kandydatką, jest tutaj celem tak ważnym, że wszelkie inne rzeczy schodzą na plan dalszy w oczach tych wyborców i polityków stojących za tymi wyborcami.
Należy się spodziewać bardzo masowego napływu głosów wyborców, którzy popierali w pierwszej turze Michała Drewnickiego, na rzecz Gibały, tak jak to miało miejsce dwa lata temu. W gruncie rzeczy można postawić śmiałą tezę, że to jest kluczowa sprawa, która zadecyduje o ostatecznym rozstrzygnięciu tych wyborów krakowskich.
Donald Tusk pomoże Monice Piątkowskiej?
Czy w drugiej turze Monice Piątkowskiej premier Donald Tusk raczej pomoże, czy zaszkodzi w starciu z kandydatem niepartyjnym?
Trudno powiedzieć, dlatego że nie sposób przyjąć, że ewentualne zaangażowanie premiera Tuska – z pewnością będziemy mieli z czymś takim do czynienia – będzie czymś, co diametralnie odmieni sytuację na korzyść Moniki Piątkowskiej.
To będzie miało pewne znaczenie, ugruntowujące elektorat Moniki Piątkowskiej z pierwszej tury. Ewentualnie będzie obliczone na pozyskanie absencjonistów z pierwszej tury, to znaczy takich wyborców, którzy z jakichś powodów nie uczestniczyli w głosowaniu w niedzielę, a zmobilizują się do głosowania za dwa tygodnie w drugiej turze.
Nie sądzę jednak, żeby wpływ premiera Tuska był kolosalny, to znaczy żeby on jakoś odmienił obraz, który nam się tutaj wyraźnie po pierwszej turze krystalizuje w jedną albo w drugą stronę. Żeby to był taki wpływ, który doprowadzi do wielkiego przyrostu poparcia dla Moniki Piątkowskiej albo też zmobilizuje przeciwników premiera Tuska, których nie brakuje także w Krakowie, do jeszcze większego skupienia się wokół Łukasza Gibały.
Gibała jak Majchrowski? „W sensie apolityczności”
Czy paradoksalnie Łukaszowi Gibale może pomóc „duch Jacka Majchrowskiego”, którego przecież Gibała przez lata krytykował? Duch kandydata spoza partii, który umiejętnie balansował pomiędzy politycznym duopolem?
Tak, zdecydowanie. Mamy taki paradoks w Krakowie, bo przy wszelkich odmiennościach dzielących tych polityków Jacka Majchrowskiego od Łukasza Gibały dzieli przepaść, chciałoby się powiedzieć, polityczna. Poza tym obaj panowie, najdelikatniej mówiąc, nie przepadają za sobą. Różnic jest tutaj bardzo dużo.
Ale jest pewna rzecz, która ich łączy, a mianowicie niepolityczność, pozapolityczność. Jacek Majchrowski był przykładem prezydenta nieuczestniczącego w rozgrywce i rywalizacji politycznej ogólnokrajowej. Łukasz Gibała wpisuje się właśnie w ten mechanizm.
Wiemy, że w Krakowie jest całkiem duża grupa wyborców, którzy chcieliby, aby miasto i najważniejszy urząd w mieście, urząd prezydencki, funkcjonowały poza sporem Koalicja Obywatelska – prawica, póki co z PiS-em na czele.
Łukasz Gibała chce być jak Jacek Majchrowski?
W sensie apolityczności, pozapartyjności, przełamywania duopolu w polityce miasta Koalicja Obywatelska – PiS. W tym rozumieniu chce być Jackiem Majchrowskim. Takie paradoksalne stwierdzenie można by tutaj postawić, bo obaj panowie właśnie na piedestał wystawili i uczynili swoim znakiem firmowym apolityczność i koncentrowanie się wyłącznie na lokalnych, samorządowych sprawach, bez wikłania tych lokalnych, samorządowych spraw tak zwaną wielką polityką sterowaną z Warszawy.
Czy model sprawowania władzy wypracowany przez ponad 20 lat przez Jacka Majchrowskiego jest do powtórzenia i utrzymania w Krakowie wobec rosnących podziałów politycznych?
Wygląda na to, że tak. Zakładamy, że Łukasz Gibała jest faworytem i raczej te wybory wygra. Wtedy będzie miał możliwość kontynuowania tego stylu niepolitycznego i pozapolitycznego. Ale jak to będzie robił, to już jest osobny temat i trudno tutaj stawiać prognozy, nie znając faktów.
Ma potencjał ku temu, żeby ten model pozapolitycznego prezydenta miasta Krakowa kontynuować. Deklaruje bardzo mocno przywiązanie do takiego modelu i jeżeli udałoby mu się go zrealizować, byłby to pewnego rodzaju atut jego prezydentury.
Oczywiście nie kluczowy, bo gdyby się okazało, że sobie nie radzi w sprawach merytorycznych miasta, to ta apolityczność sama w sobie nie pomoże, ale stanowi dobry punkt wyjścia. I właśnie nawiązanie do tego modelu prezydentury Jacka Majchrowskiego, który podobał się zdecydowanej większości krakowian, o czym świadczy rekordowo długie utrzymywanie się Jacka Majchrowskiego na urzędzie.
„Różnic fundamentalnych nie ma”
Coraz mocniej przebijają się opinie, że Kraków nie potrzebuje rewolucji, a Łukasz Gibała jako prezydent również rewolucji nie będzie przeprowadzał, poza punktowymi, symbolicznymi zmianami. Zgadza się pan z tym?
Tak na to wygląda, bo gdy śledziliśmy kampanię wyborczą i debaty kandydatów, okazywało się, że tutaj różnic fundamentalnych nie ma.
Naprawdę wszyscy kandydaci, może z wyłączeniem Michała Klimka, kandydata Konfederacji Korony Polskiej, wypowiadali się w tych fundamentalnych dla miasta sprawach związanych z zarządzaniem miastem i funkcjonowaniem mieszkańców w niemal identyczny sposób.
Mam na myśli strefę czystego transportu, komunikację miejską i to, co trzeba z tą komunikacją zrobić. Jest tutaj legendarna sprawa przywrócenia biletu 20-minutowego. Wszyscy się opowiadali za takim rozwiązaniem.
Wszyscy mówili, że wynajem krótkoterminowy, nieregulowany, to jest błąd i trzeba jakąś tamę niekontrolowanemu napływowi turystów do Krakowa położyć. Byli za opłatą turystyczną.
Pewna różnica była co do metra. Standard jest taki, że generalnie kandydaci byli za budową metra, oczywiście z wykorzystaniem środków państwowych i unijnych. Natomiast Łukasz Gibała tutaj był bardziej powściągliwy. Mówił, że Kraków w sprawie metra nie jest w stanie odgrywać pierwszoplanowej roli jako podmiot finansujący tak ogromne przedsięwzięcie.
W związku z tym, jeżeli nie będzie twardych gwarancji państwowych, unijnych, to metro w bieżącej kadencji i w perspektywie kilku lat jest niewykonalne.
Wszyscy też chcieli szukać oszczędności w mieście, ale nie kosztem mieszkańców. Wszyscy chcieli jakoś redukować wydatki. Chcieli wprowadzać profesjonalizm do funkcjonowania Urzędu Miasta.
Czyli tutaj jakichś sporów naprawdę nie było. To było także zaskakujące, że gdy przekładamy te płaszczyzny polityczne na konkretne decyzje i plany, to te plany były bardzo zbieżne.
„Mogą postawić na kampanię negatywną”
Co nas będzie czekać w ciągu niespełna dwóch tygodni? Czy są jakieś tematy dotyczące problemów miasta, na które szczególnie pan liczy?
Nie wiem. Będę zaskoczony, gdyby pojawiły się jakieś nowe tematy. Gdyby któryś z kandydatów był w stanie wykreować taki nowy temat i byłby to temat racjonalny – nie temat typu „wybudujemy basen na Rynku” czy „łuk triumfalny na rondzie Mogilskim”. Chodzi o jakieś racjonalne, sensowne pomysły, które do tej pory w debacie nie występowały. Gdyby któryś z kandydatów taki temat mógł wykreować, to byłby to atut w ręku takiego kandydata.
Nie spodziewam się tutaj jakiegoś przełomu. Natomiast jestem pesymistą, jeśli idzie o styl i tonację kampanii, bo o ile debata przed pierwszą turą przebiegała dosyć spokojnie, bez większych emocji, elementy krytyczne nie były mocno rozbudowane, nie było jakichś ataków ad personam, przynajmniej w głównym nurcie kampanii.
Pewne agresywne treści i materiały pojawiały się w mediach społecznościowych, ale na tle tego, co mieliśmy poprzednio, w kampanii referendalnej i poprzednich wyborach prezydenckich, nie było tego dużo.
Natomiast rzeczywiście pojawiają się symptomy, że kandydaci mogą, w obliczu trudności ze znalezieniem nowego, wielce atrakcyjnego tematu merytorycznego, postawić na kampanię negatywną. To znaczy ona stanie się centrum uwagi i kampania będzie przebiegała poprzez szukanie słabych stron kontrkandydata.
Takie sygnały się pojawiają. I niestety stroną bardziej zaczepną wydaje się tutaj strona identyfikująca się z Moniką Piątkowską, która już w wieczór wyborczy wypowiedziała takie zdanie, że to będzie starcie Krakowa bezpiecznego, stabilnego, przewidywalnego, który ona uosabia i reprezentuje, z Krakowem chaosu, Krakowem, który będzie podpalany.
To zapowiadało jak najgorszy scenariusz, jeśli idzie o tonację kampanii przed drugą turą. I gdyby właśnie w tę stronę to poszło, a niestety kto wie, czy nie pójdzie, bo jak już obserwujemy media społecznościowe, to takie mocno polemiczne, agresywne treści pojawiają się w dużej liczbie, to oczywiście druga strona też będzie musiała odpowiedzieć w podobny sposób.
Mimo że Łukasz Gibała prezentował się podczas wieczoru wyborczego jako gołąbek pokoju, nawołujący do umiarkowania, do kontynuowania merytorycznej debaty, to z całą pewnością, gdy zostanie potraktowany bardzo negatywnie przez konkurencję, odpowie tym samym.