Fot. PAP/Łukasz Gągulski
Pierwsza tura bez wielkiego zaskoczenia
Kolejność trzech kandydatów z najlepszymi wynikami była zgodna z tendencjami widocznymi przed wyborami. Sondaże różniły się jednak skalą przewagi Łukasza Gibały. Ostatecznie zdobył on 93 042 głosy, Monika Piątkowska 76 514, a Michał Drewnicki 44 772. Frekwencja wyniosła 43,50 proc.
Prof. Zakrzewski zwraca uwagę, że właśnie wielkość różnicy pomiędzy kandydatami była największą niewiadomą. Sam układ czołówki nie odbiegł natomiast zasadniczo od tego, czego można było spodziewać się na podstawie badań przedwyborczych. Druga tura jest jednak osobnym etapem kampanii. To, co wydarzyło się 27 września, wyznacza punkt startowy, ale nie determinuje automatycznie wyniku głosowania 11 października.
– „Mamy dwa tygodnie kampanii, więc wynik nie jest rozstrzygnięty. Decyzja nie należy do ekspertów i sondażowni, tylko do obywateli” – podkreśla prof. Zakrzewski.
Doświadczenie sprzed dwóch lat każe zachować ostrożność
Punktem odniesienia pozostają wybory samorządowe z 2024 roku. Wówczas również druga tura wyglądała inaczej niż pierwsza, a ostatnie tygodnie kampanii miały duże znaczenie dla ostatecznego wyniku. Prof. Zakrzewski podkreśla jednak, że prostego przełożenia tamtej kampanii na obecną nie ma. Inny jest układ kandydatów i inaczej rozkładają się potencjalne rezerwy głosów.
Dwa lata temu istotnym wydarzeniem przed pierwszą turą było wycofanie się Stanisława Mazura i przekazanie poparcia Aleksandrowi Miszalskiemu. Tegoroczna sytuacja została ukształtowana inaczej – m.in. przez referendum, przedterminowy charakter wyborów i silniejszą pozycję bezpartyjnego Gibały. To oznacza również inne zadania dla obu sztabów przed drugą turą.
Gdzie Monika Piątkowska może szukać nowych głosów?
Podstawowe wyzwanie dla Moniki Piątkowskiej to zwiększenie poparcia poza grupą, która zagłosowała na nią w pierwszej turze. Prof. Zakrzewski wskazuje przede wszystkim na wyborców kandydatów lewicowych oraz osoby, które 27 września nie poszły do urn. Ale arytmetyka pierwszej tury pokazuje także znaczenie innego elektoratu. Michał Drewnicki zdobył 17,50 proc. głosów, a Michał Klimek z Konfederacji Korony Polskiej – 4,11 proc.
W drugiej turze duża część wyborców prawicowych będzie więc musiała zdecydować, czy poprzeć któregoś z pozostałych kandydatów, czy zrezygnować z udziału w głosowaniu. Zdaniem Zakrzewskiego może to być jedna z kluczowych grup z punktu widzenia strategii obu kampanii.
Gibała między wyborcami z lewej i prawej strony
Łukasz Gibała znajduje się w nietypowym położeniu. Jako kandydat bezpartyjny może docierać do wyborców należących do różnych politycznych obozów, ale w drugiej turze pogodzenie tych grup może być trudniejsze. Prof. Zakrzewski zwraca uwagę, że Gibała musi z jednej strony utrzymać część wyborców o poglądach lewicowych, a z drugiej nie zamknąć sobie drogi do pozyskiwania głosów prawicowych.
– „Ma łatwiejszą sytuację w przekraczaniu podziałów partyjnych i ideologicznych, bo jest bezpartyjny. Pytanie, jak to wykorzysta” – mówi politolog.
Jednocześnie w kampanii już powracają tematy dotyczące wcześniejszej działalności politycznej Gibały oraz jego stanowisk światopoglądowych. Zakrzewski zaznacza jednak, że argumenty znane wyborcom z poprzednich kampanii mogą z czasem tracić swoją mobilizacyjną siłę.
Ważne będzie nie tylko „za”, ale również „przeciw”
Zachowanie prawicowego elektoratu może zależeć nie tylko od tego, który z kandydatów będzie dla niego bardziej przekonujący. Prof. Zakrzewski wskazuje na znaczenie głosowania negatywnego – oddawania głosu przede wszystkim przeciwko politykowi lub środowisku, którego wyborca nie chce poprzeć.
W przypadku Moniki Piątkowskiej istotne może być jej wsparcie przez Koalicję Obywatelską i odwoływanie się do premiera Donalda Tuska. Zdaniem politologa może to działać mobilizująco na część prawicowych wyborców, choć kierunek ich ostatecznych decyzji pozostaje otwarty. Przed sztabem Gibały stoi więc zadanie zabiegania o ten elektorat bez zniechęcania wyborców znajdujących się po przeciwnej stronie politycznego spektrum.
Lewica zebrała łącznie znacznie mniej niż prawica
Pierwsza tura przyniosła również ważne dane dla krakowskiej lewicy. Aleksandra Owca z Razem zdobyła 6,91 proc. głosów, Daria Gosek-Popiołek z Lewicy 4,81 proc., a Sławomir Pietrzyk z Socjaldemokracji Polskiej 0,37 proc. Łącznie nie daje to potencjału porównywalnego z poparciem kandydatów prawicowych.
Prof. Zakrzewski zwraca przy tym uwagę na różnice pomiędzy rezultatami poszczególnych kandydatów. Wynik Aleksandry Owcy ocenia w odniesieniu do notowań jej partii – kandydatce udało się uzyskać rezultat wyższy niż poparcie, jakie Razem osiąga w części badań partyjnych. Znacznie trudniejszą sytuację po wyborach ma, jego zdaniem, Daria Gosek-Popiołek. W samej pierwszej turze różnica między kandydatkami była wyraźna: Owca otrzymała 17 684 głosy, Gosek-Popiołek – 12 303.
Kandydat może być silniejszy od partyjnego szyldu
Przypadek Aleksandry Owcy pokazuje też inną cechę wyborów samorządowych: marka kandydata może mieć większe znaczenie niż bieżące notowania jego ugrupowania. Prof. Zakrzewski proponuje patrzeć na wyniki właśnie przez porównanie potencjału partii i konkretnego nazwiska.
W przypadku Michała Drewnickiego wynik jest zbliżony do stabilnego poparcia, które kandydaci PiS osiągają w Krakowie. Zdaniem politologa pokazuje to siłę stałego, zdyscyplinowanego elektoratu partyjnego, ale zarazem jego ograniczenia. Aleksandrze Owcy udało się natomiast, według Zakrzewskiego, wyjść ponad sam potencjał partyjnego szyldu. Takich wyników nie można jednak bezpośrednio zestawiać z wyborami prezydenckimi czy parlamentarnymi – inni są kandydaci, stawka głosowania i dynamika lokalnej kampanii.
Krakowskie wybory nie rozstrzygają przyszłości całej lewicy
Wyniki w Krakowie mogą mieć znaczenie dla wewnętrznej dyskusji w ugrupowaniach lewicowych przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi, ale nie przesądzają jej kierunku. Zdaniem Zakrzewskiego rezultat Aleksandry Owcy może wzmacniać przekonanie Partii Razem, że samodzielna strategia polityczna ma sens.
– „Partia Razem gra przede wszystkim o samodzielne przekroczenie progu wyborczego” – zauważa politolog.
Z tego powodu krakowski wynik nie musi – w jego interpretacji – przyspieszać porozumienia różnych środowisk lewicowych. Dla Razem może być raczej argumentem na rzecz kontynuowania odrębnej drogi. Prof. Zakrzewski zaznacza jednak, że do wyborów parlamentarnych pozostał rok i sytuacja polityczna może jeszcze znacząco się zmienić.
Czy to sygnał dla Koalicji Obywatelskiej?
Wynik Moniki Piątkowskiej jest również analizowany w szerszym kontekście sytuacji Koalicji Obywatelskiej w Krakowie. Zakrzewski przestrzega przed prostym przenoszeniem lokalnych wyników na ogólnopolski układ partyjny. Kraków od wielu lat ma specyficzną scenę polityczną, na której znaczącą rolę odgrywają silni kandydaci samorządowi niezwiązani bezpośrednio z największymi partiami. Politolog określa to jako swego rodzaju „efekt Majchrowskiego” – wieloletnią obecność silnego gracza spoza klasycznego podziału PiS–KO. Dziś podobny element systemu stanowi Łukasz Gibała.
Mimo tego Zakrzewski uważa, że kolejne wydarzenia w Krakowie – najpierw referendum zakończone odwołaniem Aleksandra Miszalskiego, a następnie wynik pierwszej tury – są ważnym sygnałem dla lokalnej Koalicji Obywatelskiej. Wskazuje też na kryzys struktur partii w mieście i konieczność ich odbudowy przed kolejnymi kampaniami.
Na krakowskiej prawicy bardziej stabilizacja niż przełom
Trzeci wynik Michała Drewnickiego nie musi natomiast oznaczać zasadniczej zmiany układu sił pomiędzy PiS i Konfederacją w skali kraju. Drewnicki zdobył 17,50 proc. głosów, ale prof. Zakrzewski zwraca uwagę, że rezultat ten jest zbliżony do poparcia uzyskiwanego wcześniej w Krakowie przez kandydatów PiS. Jego zdaniem pokazuje to przede wszystkim stabilność lokalnego elektoratu partii.
Jednocześnie nieobecność kandydata głównego nurtu Konfederacji nie oznacza, że jej wyborcy automatycznie przeszli do PiS. Według danych exit poll przywoływanych w rozmowie część z nich głosowała na Łukasza Gibałę. Dlatego również tutaj krakowskie wybory nie dają podstaw, by mechanicznie wyciągać wnioski o ogólnopolskiej rywalizacji po prawej stronie sceny politycznej.
Druga tura będzie inną kampanią
Po pierwszej turze układ jest prostszy – na karcie do głosowania pozostaną dwa nazwiska. Strategia kampanii musi więc zmienić się z mobilizowania własnego twardego elektoratu na pozyskiwanie osób, które 27 września poparły innych kandydatów albo zostały w domu.
Łukasz Gibała startuje z przewagą 16 528 głosów nad Moniką Piątkowską. Ta różnica jest faktem, ale sama w sobie nie przesądza zachowania elektoratów w drugim głosowaniu. Dla Gibały zadaniem będzie utrzymanie szerokiego, ideologicznie zróżnicowanego poparcia. Piątkowska musi natomiast znacząco poszerzyć grupę wyborców, którzy zdecydowali się na nią w pierwszej turze. Jak podkreśla prof. Zakrzewski, odpowiedzi na te pytania nie dadzą same wyniki pierwszego głosowania. Da je dopiero decyzja krakowian 11 października.