Jak przyjął pan wiadomość o powrocie prof. Piotra Borka na uczelnię?
Z ogromnym zdumieniem, bo wiemy, ile zła rektor Borek uczynił na uczelni, która uchodziła za jedną z najlepiej kształcących nauczycieli w Polsce. A wiemy, w jakim stanie znajduje się polska edukacja.
Uniwersytet Pedagogiczny stał się polem eksperymentalnym dla władzy PiS, która po ataku na sądownictwo i niezależne media próbowała sprawdzić, czy uda się także naruszyć autonomię uczelni. Tam właśnie, z woli rektora Borka, tę autonomię naruszono.
Przypomnę, że bezprawnie zwolniono ponad stu pracowników naukowych, w tym wybitnych profesorów. Niektórzy wyjechali za granicę, na przykład do Stanów Zjednoczonych. Mój następca, prof. Janusz Majcherek, znany dziennikarz, został wyrzucony na bruk. Mój wydział, który z kolegami budowaliśmy od studiów licencjackich po doktoraty, został pozbawiony możliwości nauczania filozofii.
Druga strona przekonuje jednak, że do naruszenia autonomii uczelni doszło wtedy, gdy ingerował minister nauki i szkolnictwa wyższego.
W pewnym sensie zapewne tak, bo w grę wchodzą kwestie prawne. Zwróćmy jednak uwagę, że rektor Borek miał kilkadziesiąt, jeśli nie więcej, spraw dotyczących bezprawnego zwolnienia pracowników, w tym działaczy związkowych, których nie miał prawa zwolnić. Wielokrotnie złamał prawo. Wytoczono mu także procesy o odszkodowania.
Zdumiewające jest, że tamte sprawy jeszcze się nie zakończyły, a jego sprawa została rozstrzygnięta na jego korzyść. Trudno mi powiedzieć, jak zostanie to teraz przyjęte. W ponadczterdziestoletniej karierze naukowej nie znam takiego przypadku, nawet z okresu PRL, żeby rektor został zwolniony, a potem wrócił w miejsce innego rektora. To chyba pierwszy taki przypadek, z którym się spotykam.
Czy w tej sytuacji mogą zwyciężyć takie instynkty jak mściwość?
Niestety tak. Znając działania Borka, uważam, że to możliwe. Tym bardziej że na uczelni pozostała grupa osób, które go wspierały. Przypuszczam, że zupełnie zmieni się skład prorektorów.
Być może dotrą do niego także informacje od przedstawiciela związku zawodowego „Solidarność”, który miał duży udział w jego wyborze. Przypuszczam, że skrzętnie zbierano informacje o tym, jak kto się zachowywał, jaką przyjął postawę, kto popierał rektora, a kto go nie popierał.
Uważam, że ministerstwo powinno zaskarżyć wyrok i dokładnie przyglądać się temu, co będzie się działo na uczelni.
Jak pracownicy mają przyjąć wyrok sądu administracyjnego? Część byłych pracowników wygrała już swoje sprawy, inne postępowania nadal trwają. Państwowa Inspekcja Pracy także przyznała im rację, były wielotysięczne kary. Trudno wyobrazić sobie powrót do punktu wyjścia.
Rektor uczelni powinien być osobą cieszącą się autorytetem. Trudno powiedzieć, że po takich wydarzeniach Borek mógłby cieszyć się nim wśród pracowników naukowych i studentów. Odzyskanie tego autorytetu jest dla mnie zupełnie niewyobrażalne. Zupełnie nie wiem w tej chwili, jak ta uczelnia może w takiej sytuacji działać. Co będzie się działo w najbliższym czasie?
Czy spodziewał się pan takiego obrotu spraw? Minister brał pod uwagę opinie ciał doradczych. Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego oceniła działania rektora UKEN jako „rażące i uporczywe naruszanie prawa”. Podobne stanowisko zajęła Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Gdzie szukać logicznego uzasadnienia tej sytuacji?
Być może w sile wsparcia prawnego, które rektor posiadał. Miał niemałą pensję, więc prawdopodobnie stać go było na wynajęcie dobrego prawnika.
Zastanawiam się jednak, czy ministerstwo dobrze postąpiło. Być może lepszą drogą byłoby skierowanie całej sprawy do sądu administracyjnego albo wręcz do prokuratury, zamiast odwoływania rektora, zwłaszcza wobec prawnych zawiłości, z którymi mamy w Polsce do czynienia.
Czyli decyzja ministra o szybkim odwołaniu rektora może się teraz mścić?
Niestety, prawdopodobnie tak. Z ogromną szkodą dla uczelni i studentów, bo to była ważna uczelnia. Założyłem tam międzywydziałowy instytut badań nad kształceniem nauczycieli. Mieliśmy przygotowany nowy projekt ich kształcenia. Niestety, wszystko to się rozpadło, czego bardzo żałuję.
Rektor Borek wielokrotnie tłumaczył, że jego działania miały pomóc uczelni wyjść z kryzysu finansowego, do którego doprowadzili poprzednicy. Przekonywał też o sukcesach na tym polu. Jak pan to ocenia?
Zdecydowanie inaczej. Pojawiały się informacje, których szczegółów dziś już nie pamiętam, że kondycja finansowa uczelni wcale nie była zła. Był to tylko argument używany przez rektora do podejmowania politycznych działań.
Na uczelni pojawiali się politycy PiS najwyższego szczebla. Mam wrażenie, że zwolnienia odbywały się z politycznego nadania.
Jak w tej sytuacji powinni zareagować pracownicy uczelni?
Myślę, że powinni protestować, szczególnie ci, którzy zostali zwolnieni czy wyrzuceni. To moment, w którym środowisko powinno się zjednoczyć i zaprotestować przeciwko takim działaniom. Powinno też zwrócić się do ministerstwa o zaskarżenie wyroku i kierować pisemne protesty.
Czy wyobraża pan sobie bojkot ze strony osób, które nadal pracują na uczelni?
Obawiam się, że ci, którzy bojkotowali, zostali już zwolnieni albo sami odeszli. Rynek pracy na uczelniach jest bardzo ograniczony. Szczególnie młodzi ludzie nie mają etatów i pracują tylko na grantach. Trudno o stałe zatrudnienie. Obawiam się więc, że ci, którzy pozostali, będą siedzieć cicho albo milczeć.
Czyli kwestie merkantylne mogą uciszyć ewentualnych oponentów?
Nawet nie tyle merkantylne, ile po prostu życiowe.
Jak ocenia pan uczelnię sprzed kadencji rektora Borka i po jego rządach? Czy różnica jest tak duża, czy mimo błędnych decyzji uczelnia zachowała renomę?
Podam dwa przykłady. Moja ostatnia doktorantka na tej uczelni, Monika Adamczyk-Enriquez, napisała po niemiecku doktorat na podstawie rękopisu Edmunda Husserla. Praca została entuzjastycznie przyjęta w Niemczech, a ona jest dziś dyrektorką Archiwum Edith Stein w Kolonii. Jeżeli jej praca jest wyznacznikiem poziomu uczelni z tamtego okresu, to mamy konkretny przykład.
Drugi przykład to międzywydziałowy instytut, który powołałem. Wypracował bardzo interesującą reformę kształcenia nauczycieli. Niestety, z różnych powodów politycznych nie została wdrożona. To działo się jeszcze przed kadencją rektora Borka.
Potem pojawili się politycy, wojsko i chęć budowy strzelnicy. Nie wiem, w jakim kierunku to wszystko miało iść. Wielu wybitnych nauczycieli i pedagogów kształcących innych nauczycieli przeszło na Uniwersytet Jagielloński albo się zwolniło.
Czy powrót rektora Borka może jeszcze pogłębić regres uczelni?
Przypuszczam, że tak, jeśli nie nastąpi zdecydowana reakcja. Nie wiem jednak, jaką formę miałaby przybrać.