To ostatni tydzień kampanii referendalnej w Krakowie. W niedzielę mieszkańcy zdecydują, czy chcą odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego i miejskich radnych. Choć według sondażu OGB, do którego dotarła Interia, prawie dwie trzecie krakowian deklaruje udział w referendum, prof. Łukasz Danel z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie zaleca „bardzo daleko idącą ostrożność” w interpretowaniu tych danych.
Frekwencja na poziomie ponad 60% (…) się nie wydarzy
– ocenia gość Radia Kraków.
Sondaż, który „fantastycznie się klika”
Pytany, czy sondażowe dane oznaczają czarne chmury nad prezydentem Krakowa, czy raczej „mgłę wojny”, prof. Łukasz Danel wskazuje na tę drugą możliwość. Jak mówi, badanie jest ciekawe i medialnie nośne, ale nie powinno być traktowane jako prosta zapowiedź wyniku referendum. „Ten sondaż jest oczywiście ciekawy. On się fantastycznie klika i fantastycznie sprzedaje w mediach, jeśli można użyć tego sformułowania, ale naprawdę zalecałbym tutaj bardzo daleko idącą ostrożność w interpretowaniu tych wyników” – mówi prof. Danel.
Ekspert przyznaje, że za wiarygodną uznaje jedną z głównych tendencji widocznych w badaniu: wśród osób, które rzeczywiście pójdą do urn, zdecydowana większość może głosować za odwołaniem prezydenta Aleksandra Miszalskiego.
To, co mogę uwierzyć i to, co najprawdopodobniej się sprawdzi z tego sondażu, to to, że spośród osób, które pójdą na referendum, zdecydowana większość zagłosuje za odwołaniem prezydenta Miszalskiego
– podkreśla.
Dlaczego deklarowana frekwencja może być zawyżona?
Wątpliwości prof. Danela dotyczą przede wszystkim zapowiadanej frekwencji. Badanie przeprowadzono metodą CATI, czyli telefonicznie. Politolog zaznacza, że nie oznacza to automatycznie, że takie badanie jest gorsze od internetowego, ale przy tematach silnie angażujących emocje obecność ankietera może wpływać na odpowiedzi. „Przy tego rodzaju pytaniach bardzo mocno angażujących emocje, a z tym mamy do czynienia (…) przy okazji tego referendum, obecność ankietera może bardziej te wyniki jeszcze zafałszowywać” – wyjaśnia.
Chodzi między innymi o efekt ankieterski i zjawisko aprobaty społecznej. Skoro – jak mówi prof. Danel – „cały Kraków żyje tym referendum”, część respondentów może deklarować udział, choć ostatecznie nie pojawi się przy urnie.
Historia lokalnych referendów podpowiada ostrożność
Prof. Danel przypomina, że większość lokalnych referendów odwoławczych w Polsce kończyła się frekwencją od kilku do ponad dwudziestu, najwyżej trzydziestu procent. W dużych miastach takich przykładów nie było wiele, ale te, które można przywołać, nie potwierdzają scenariusza masowego udziału wyborców.
W Warszawie w 2013 roku frekwencja niewiele przekroczyła 25 procent. W Łodzi trzy lata wcześniej wyniosła około 22 procent. W Zabrzu, gdzie w niedawnym referendum odwołano Agnieszkę Rupniewską, było to około 25 procent. W Bytomiu w 2012 roku frekwencja wyniosła 28 procent.
Dlatego – jak mówi gość Radia Kraków – w Krakowie spodziewałby się raczej wyniku „tak pod trzydzieści” procent, czyli w okolicach progu wymaganego do ważności referendum.
Młodzi wyborcy częściej głosują przeciw
Jednym z ciekawszych elementów sondażu jest struktura wiekowa deklarowanego sprzeciwu wobec prezydenta. Z badania wynika, że Aleksander Miszalski ma najwięcej przeciwników wśród najmłodszych wyborców, a liczba jego zwolenników rośnie wraz z wiekiem.
Prof. Danel nie przesądza, czy dokładnie tak będzie przy urnach, ale uznaje taki układ za możliwy. Wskazuje, że za odwołaniem prezydenta są siły polityczne, które w ostatnim czasie mocno angażowały młodych wyborców – zarówno po prawej, jak i po lewej stronie sceny politycznej.
Młodzi generalnie są przeciw bardziej niż za, co też pokazali wielokrotnie w ostatnich latach
– mówi profesor.
Jego zdaniem sondaż pokazuje także coś więcej niż same liczby: referendum stało się tematem gorącym politycznie, budzącym emocje i szeroko komentowanym w Krakowie.
„To nie jest takie referendum, które się tam gdzieś odbywa w tajemnicy, o którym mało kto słyszał, tylko faktycznie to jest referendum dobrze rozreklamowane już na etapie zbierania podpisów” – zauważa.
Kampania, której „w zasadzie nie ma”
Choć temat referendum jest znany i obecny w debacie publicznej, prof. Danel zwraca uwagę na wyraźne wyhamowanie kampanii. Jego zdaniem etap ogłoszenia zbiórki podpisów, ich zbierania i rejestracji bardzo mocno rozbudził zainteresowanie sprawą. „Udało się wtedy, i to był też sukces inicjatorów referendum, bardzo mocno przejąć narrację, narzucić wręcz pewną narrację przeciwko prezydentowi Miszalskiemu” – ocenia.
Po decyzji, że referendum się odbędzie, dynamika jednak osłabła. Profesor przyznaje, że obserwuje to z niepokojem.
Z takim trochę nawet niepokojem obserwuję to, co się dzieje, tę kampanię, której w zasadzie nie ma
– mówi.
Jak dodaje, na kilka dni przed głosowaniem „dzieje się wokół tego tematu niewiele”. Nie wyklucza jednak, że w ostatnich dniach może pojawić się wydarzenie, które ponownie podgrzeje emocje.
O wyniku mogą zdecydować emocje i mobilizacja
Najważniejszą niewiadomą pozostaje frekwencja. Prof. Danel unika jednoznacznego typowania wyniku, podkreślając, że byłoby to „wróżenie z fusów”. Jeśli jednak brać pod uwagę historię, statystykę i doświadczenia innych miast, spodziewa się wyniku bardzo bliskiego progu ważności referendum.
Faktycznie prognozuję, że będzie na styku w jedną albo w drugą stronę. Może się to rozegrać dosłownie kilkoma tysiącami głosów
– mówi.
O tym, czy referendum okaże się ważne, zdecyduje przede wszystkim mobilizacja. Zwolennicy odwołania prezydenta muszą pójść do urn, a zwolennicy Aleksandra Miszalskiego – jak wskazuje prof. Danel – mogą być przekonywani, by pozostali w domach.