Przypomnijmy: zgodnie z ustaleniami Radia Kraków, 16 marca do magistratu wpłynęła skarga podpisana przez 37 osób, czyli niemal dwie trzecie pracowników MOCAK-u. Sformułowano w niej 79 zarzutów dotyczących niewłaściwych zachowań wobec pracowników, wywierania presji psychicznej, dezorganizacji pracy, nieracjonalnych decyzji organizacyjnych i lekceważenia procedur.
Co mówią pracownicy?
Znaczna część zarzutów sformułowanych w piśmie znalazła potwierdzenie w relacjach pracowników. Do pierwszej osoby zadzwoniłem tuż po tym, gdy dowiedziałem się, że z MOCAK-u odszedł kolejny pracownik. Intensywna fala odejść z miejskiego muzeum musi wzbudzać czujność i skłaniać do zastanowienia się, czy to jedynie efekt trudnego procesu restrukturyzacji instytucji, którą przez kilkanaście lat zarządzała jedna osoba, czy jednak coś więcej.
Rozmawiałem z dziewięcioma pracownikami i pracowniczkami: związanymi z MOCAK-iem od lat, jak również tymi, których zatrudnił sam Budak.
Kiedy widzisz kolejne osoby wychodzące z gabinetu dyrektora z płaczem, czujesz, że nie jest to sytuacja normalna. Raz może się to zdarzyć: ktoś nie wytrzymał, ma słabe nerwy... Ale ja widywałem kilka takich sytuacji w miesiącu, w tym także z udziałem wieloletnich pracowników, przypominających kłębki nerwów
– mówi jeden z rozmówców.
Potwierdza to kolejna rozmówczyni: – W ostatnich dniach przygotowań do otwarcia wystaw sezonu jesiennego 2025 codziennością był płacz z bezsilności. Dwie koleżanki dostały ataku paniki. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim poziomem stresu i napięcia.
Konsekwencje? Jedynie emocjonalne
Pracownicy zarzucają byłemu dyrektorowi, że zamiast konsekwencji formalnych wyciągał jedynie te natury emocjonalnej. Miał umniejszać podwładnym i bez zapowiedzi bombardować ich krytyką w obecności innych członków zespołu. Deklarowana przez muzeum polityka dialogu – według moich rozmówców – nie znajdowała odzwierciedlenia w codziennej praktyce. Próby zgłaszania problemów natury formalnej, organizacyjnej czy logistycznej często miały kończyć się prywatnymi wycieczkami.
Kiedy zespół zaczął się rozpadać, postanowiłam porozmawiać z dyrektorem. Im bardziej starałam się przedstawiać argumenty, tym częściej rozmowa przesuwała się w stronę ocen personalnych. W końcu usłyszałam, że już dwukrotnie zawiodłam jego zaufanie
– wspomina jedna z rozmówczyń. – Nie wiedziałam, do czego się odnosi, a potem pożałowałam, że poprosiłam o doprecyzowanie. Okazało się, że chodzi o moją nieobecność na imprezie zorganizowanej z okazji podpisania porozumienia o minimalnych wynagrodzeniach dla artystów. Byłam wówczas na ślubie brata ciotecznego, a mój urlop był wcześniej zgłoszony. Dyrektor uznał jednak, że nieobecność to przejaw braku oczekiwanego przez niego „commitmentu”. Miał też pretensje, że nie oprowadziłam po wystawach jego znajomych kolekcjonerów sztuki, choć zapewniłam im godne zastępstwo, bo sama leżałam wtedy w domu z ostrym zapaleniem zatok. Usłyszałam, że dyrektora to nie musi interesować. Poczułam się nie jak człowiek, ale jak przedmiot.
Tylko dziewięć miesięcy
Opowieść bohaterów reportażu to historia o kwestionowaniu zwolnień lekarskich, braku poszanowania zakresu obowiązków pracowników i zaniedbywaniu procedur. Opowieść byłego dyrektora Budaka to z kolei historia licznych nieporozumień, zespołu zamkniętego na zmiany i czasu, którego zabrakło, by lepiej się poznać.
W reportażu Radia Kraków i „Tygodnika Powszechnego” szczegółowo opisujemy kulisy emocjonalnych spotkań dyrektora z pracownikami, przedstawiamy sytuacje, w których przekraczano granice standardów komunikacji właściwych relacjom zawodowym, a także ujawniamy reakcję Adama Budaka na wiadomość o sformułowaniu skargi, która następnie trafiła do Urzędu Miasta.