„Referendum zmobilizowało prezydenta”
Maciej Michałowski był pytany o słowa radnego PiS Michała Ciechowskiego, który sugerował, że referendum pozytywnie wpłynęło na prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Radny PiS przyznał, że nie słyszał tej wypowiedzi, ale ocenił, że referendum mogło zmobilizować prezydenta do korekty części decyzji.
Za każdym razem, odkąd zaczęła się zbiórka podpisów, prezydent obiecywał wielką korektę swoich błędnych decyzji
- mówił Michałowski.
Pytany o ewentualną zmianę władzy w Krakowie Maciej Michałowski unikał wskazywania potencjalnego kandydata popieranego przez PiS.
Nie będziemy dzielili skóry na niedźwiedziu, więc poczekajmy na tę zmianę
- powiedział.
Stawowy: Za referendum stoi Łukasz Gibała
Grzegorz Stawowy podkreślał, że referendum w Krakowie znacząco różni się od niedawnych, nieudanych referendów w małopolskich gminach, między innymi w Lanckoronie czy Radłowie. Jak zaznaczał, w Krakowie za inicjatywą stoi silne zaplecze finansowe i polityczne.
W Krakowie przede wszystkim za referendum stoi bogaty i wpływowy sponsor. Organizatorzy przyznali, że kampanię referendalną zaproponował sfinansować Łukasz Gibała
– mówił radny KO.
Stawowy ocenił, że kampania referendalna mogła kosztować od czterech do sześciu milionów złotych. Wymieniał billboardy, reklamy internetowe, druk gazet oraz działania w mediach społecznościowych.
Da się to policzyć, ile jest przystanków, ile jest billboardów, ile jest okrąglaków wynajętych. Plakaty, które zawisły na ulicy Majera, dzisiaj w nocy. Farma botów wynajęta, to, co się dzieje w sieci, strony internetowe. To wszystko jest mierzalne. Te setki tysięcy gazet drukowane w drukarni w Sosnowcu. To ma swoje ceny katalogowe i wychodzi kwota między cztery a sześć milionów złotych.
Według niego referendum ma także wyraźny polityczny charakter.
– Referendum w Krakowie jest próbą przejęcia władzy w Polsce – mówił, przywołując wcześniejsze słowa posła Konfederacji Konrada Berkowicza. – A Łukasz Gibała chce kupić Kraków.
Debata i polityczne konsekwencje referendum
Pojawił się również temat debaty Aleksandra Miszalskiego z inicjatorami referendum. Michałowski przyznał, że sam długo zastanawiałby się, czy przyjąć takie zaproszenie.
Gdyby mnie ktoś chciał odwołać z jakiejś funkcji i chciałby stanąć ze mną do debaty, mocno bym się zastanowił, czy warto
- mówił radny PiS.
Z kolei Grzegorz Stawowy przekonywał, że okazja do bezpośredniej rozmowy już była podczas spotkania z mieszkańcami w pierwszej dzielnicy.
– Jan Hoffman miał prezydenta na widelcu. Mógł z nim dyskutować face to face przy mieszkańcach i z tej okazji nie skorzystał – ocenił.
Co z Radą Miasta po referendum?
Grzegorz Stawowy oceniał, że część mieszkańców nie dostrzega związku pomiędzy odwołaniem prezydenta a rozwiązaniem rady.
Radni to grupa ludzi, która wprowadza problemy mieszkańców do budżetu miasta i stara się je rozwiązywać
– podkreślał.
Radny KO przekonywał również, że ewentualne wcześniejsze wybory mogłyby doprowadzić do rozbicia głosów pomiędzy komitet Łukasza Gibały a Konfederację. Jego zdaniem mogłoby to paradoksalnie wzmocnić zarówno Koalicję Obywatelską, jak i Prawo i Sprawiedliwość.
Może się zdarzyć, że nie wejdzie ani Konfederacja, ani Łukasz Gibała
– oceniał Stawowy.
Maciej Michałowski dopuszczał natomiast scenariusz, w którym w przyszłej Radzie Miasta znalazłyby się wyłącznie KO i PiS.
Teoretycznie możliwy jest wariant PO-PiS sprzed dwudziestu lat
– mówił.
„Nie idźcie na referendum” kontra „Idźcie głosować”
Obaj radni różnili się także w ocenie samego referendum. Grzegorz Stawowy apelował do zwolenników Aleksandra Miszalskiego, by nie uczestniczyli w głosowaniu.
To referendum ma charakter negatywny i ściąga przeciwników prezydenta, a nie jego zwolenników
– argumentował.
Maciej Michałowski zachęcał z kolei mieszkańców do udziału w referendum.
Powiedzą właśnie, czy chcą dalej takiego prezydenta i takiej Rady Miasta Krakowa
– mówił.