Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pixabay
Wojna coraz bliżej codzienności państw NATO
Przeciek dotyczący koncepcji walki NATO z Rosją ma znaczenie nie tylko wojskowe, ale także psychologiczne i polityczne. Pokazuje opinii publicznej, że Europa funkcjonuje w realiach wojennych, nawet jeśli działania zbrojne toczą się poza granicami państw Sojuszu.
Wojna w Ukrainie może wydawać się odległa, ale jej skutki coraz mocniej dotykają państwa, które wspierają Kijów politycznie, finansowo i militarnie. Dotyczy to także Polski i państw bałtyckich, czyli krajów położonych najbliżej Rosji i najbardziej narażonych na presję militarną, hybrydową oraz propagandową.
Ma to ugruntować w opinii publicznej świadomość, że żyjemy w czasach wojennych
– mówi prof. Artur Gruszczak.
Plan ewentualnościowy, nie zapowiedź wojny
Medialne doniesienia o możliwym użyciu myśliwców, dronów czy sił specjalnych nie powinny być traktowane jako gotowy scenariusz konfliktu. NATO przygotowuje plany ewentualnościowe, czyli warianty działania na wypadek różnych kryzysów i zagrożeń.
Taki plan nie jest deklaracją, że konkretna operacja zostanie przeprowadzona. To raczej wojskowe przygotowanie na najbardziej niebezpieczne scenariusze, w tym otwartą agresję Rosji wobec państw sąsiadujących z Federacją Rosyjską – przede wszystkim państw bałtyckich i Polski.
W tym sensie ujawniona koncepcja pokazuje, że Sojusz nie zakłada jednego modelu reakcji. Bierze pod uwagę zarówno obronę terytorium, jak i działania wykraczające poza samą linię granicy.
NATO sygnalizuje gotowość do aktywnej odpowiedzi
Najważniejszy przekaz płynący z ujawnionych informacji dotyczy charakteru ewentualnej odpowiedzi Sojuszu. NATO chce pokazać, że w razie rosyjskiej agresji nie byłoby skazane wyłącznie na defensywę.
Państwa Sojuszu nie są nastawione wyłącznie na obronę. Mają także możliwość podjęcia aktywnej odpowiedzi w razie napaści
– podkreśla prof. Gruszczak.
To istotny sygnał pod adresem Moskwy. W najbardziej radykalnym scenariuszu odpowiedź NATO mogłaby obejmować nie tylko odpieranie ataku, ale również działania odwetowe. Chodzi o zwiększenie kosztów ewentualnej agresji i przekonanie Rosji, że atak na państwo Sojuszu nie zakończyłby się lokalnym starciem przy granicy.
Odstraszanie przez większą głębię strategiczną
Tego typu koncepcje wpisują się w logikę odstraszania. Sojusz musi nie tylko posiadać zdolności obronne, ale także pokazywać, że jest gotów ich użyć w sposób, który zmieni rachunek ryzyka po stronie przeciwnika.
Prof. Gruszczak zwraca uwagę na pojęcie głębi strategicznej. Oznacza ono zdolność do prowadzenia działań nie tylko na własnym terytorium lub bezpośrednio przy granicy, ale także w szerszym wymiarze operacyjnym.
Dla Rosji taki sygnał ma znaczenie odstraszające: ewentualny atak nie oznaczałby wyłącznie konfrontacji z wojskami broniącymi granicy, ale mógłby uruchomić szerszą odpowiedź militarną Sojuszu.
To nie jest zmiana doktryny NATO
Ujawnione informacje nie oznaczają jednak gruntownej zmiany doktryny Paktu Północnoatlantyckiego. Takie zmiany wymagają długich debat ekspertów, polityków i wojskowych, a następnie znajdują odzwierciedlenie w oficjalnych dokumentach strategicznych.
Doktryna NATO nie zmienia się przez przeciek do mediów. Zmienia się poprzez decyzje polityczne, dokumenty przyjmowane na szczytach Sojuszu i nowe koncepcje strategiczne.
Dlatego medialne doniesienia należy traktować jako opis jednego z wariantów planowania wojskowego. To wariant przygotowany na najczarniejszy scenariusz: otwartą agresję Rosji wobec państwa NATO. Taki scenariusz nadal jest mało prawdopodobny, ale nie może być ignorowany.
Ponad 6 miliardów euro dla Ukrainy
Równolegle Komisja Europejska przeznacza ponad 6 miliardów euro na obronę przeciwlotniczą Ukrainy. To część większego pakietu pomocy dla Kijowa, zaplanowanego wcześniej przez instytucje unijne.
W przypadku obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej jest to znacząca kwota, ale pieniądze nie rozwiązują najważniejszego problemu automatycznie. Ukraina potrzebuje przede wszystkim dostępnych systemów i pocisków, które pozwolą zestrzeliwać rosyjskie rakiety.
Największym ograniczeniem jest dziś nie tylko finansowanie, lecz także produkcja, zapasy i tempo dostaw. Państwa wspierające Ukrainę muszą jednocześnie dbać o własne rezerwy, bo systemy obrony powietrznej są kluczowe także dla ich bezpieczeństwa.
Europa potrzebuje elastyczności zakupowej
Wśród państw europejskich trwa dyskusja, czy zakupy uzbrojenia dla Ukrainy powinny być realizowane przede wszystkim w Europie, czy także poza nią – m.in. w Stanach Zjednoczonych lub Korei Południowej.
Podział na sprzęt „europejski” i „pozaeuropejski” nie oddaje całej złożoności problemu. Liczą się dostępność, czas dostawy, kompatybilność systemów, rezerwy poszczególnych państw i możliwości produkcyjne przemysłu.
W przypadku amunicji do systemów Patriot ograniczeniem pozostaje tempo produkcji i polityka Stanów Zjednoczonych. Administracja Donalda Trumpa podchodzi do przekazywania części uzbrojenia bardziej wstrzemięźliwie, a wcześniej blokowane były także rozwiązania dotyczące produkcji licencyjnej.
Dlatego większy nacisk na europejską produkcję jest uzasadniony, ale nie może być traktowany jako rozwiązanie natychmiastowe.
Przebudzenie europejskiej zbrojeniówki
Europa stoi dziś przed koniecznością odbudowy własnych zdolności obronnych. Dotyczy to zarówno produkcji amunicji, jak i zaawansowanych systemów obrony powietrznej, technologii elektronicznych oraz systemów dowodzenia.
To proces kosztowny i długotrwały. Wymaga inwestycji, rozwoju technologii, badań, testów i wdrożenia produkcji na większą skalę. Jednocześnie jest to szansa dla europejskiego przemysłu zbrojeniowego – francuskiego, niemieckiego, brytyjskiego, szwedzkiego, ale także polskiego.
Przykładem sukcesu technologicznego i produkcyjnego mogą być polskie Pioruny. Ich rozwój pokazuje, że europejskie państwa są w stanie budować konkurencyjne systemy uzbrojenia, ale tylko wtedy, gdy za projektem idą poważne inwestycje i konsekwentne finansowanie.
Największe deficyty: obrona powietrzna, amunicja i dowodzenie
Najpilniejsze braki europejskiego przemysłu zbrojeniowego dotyczą kilku obszarów. Pierwszym są nowoczesne systemy obrony powietrznej, przeciwrakietowej i przeciwlotniczej. To właśnie one są dziś jednym z najważniejszych elementów bezpieczeństwa Ukrainy i państw NATO.
Drugim obszarem jest produkcja amunicji różnych typów. Wojna w Ukrainie pokazała, że zapasy państw europejskich były zbyt małe, a przemysł nie był przygotowany do długotrwałego konfliktu o tak dużej intensywności.
Trzecim wyzwaniem są systemy elektronicznego dowodzenia i prowadzenia działań na polu walki. W tej dziedzinie Europa pozostaje w dużej mierze uzależniona od technologii amerykańskich.
Europa jest niemal całkowicie uzależniona od amerykańskich technologii i urządzeń w zakresie elektronicznego dowodzenia polem walki
– zaznacza prof. Gruszczak.
Odbudowa tych zdolności będzie jednym z kluczowych zadań europejskiej polityki bezpieczeństwa. Bez własnej produkcji, technologii i systemów dowodzenia trudno mówić o realnej strategicznej samodzielności Europy.