Mieszkańcy alarmowali. Co zrobiono z tymi sygnałami?
Odpowiedzialność za tragiczne zachowanie na drodze ponosi kierowca, który doprowadził do wypadku. Osobnym pytaniem jest to, czy system zrobił wszystko, aby do takiej sytuacji nie dopuścić. Mieszkańcy od dawna zgłaszali problemy z niebezpiecznym zachowaniem kierowców. Mowa miała być między innymi o wyścigach, gwałtownym przyspieszaniu i hałasie generowanym przez samochody. Według aktywisty lokalni radni przekazywali te sygnały, oczekując reakcji służb i osób odpowiedzialnych za organizację ruchu. To rodzi pytanie, które po każdej podobnej tragedii jest najważniejsze, czyli co dzieje się ze zgłoszeniem mieszkańca, zanim wydarzy się tragedia?
Zwracamy się do odpowiednich osób na podstawie próśb mieszkańców, którzy notorycznie zgłaszają nam wyścigi, strzelanie z wydechów. My jako radni dzielnicowi odbijamy się od ściany – mówi Maciej Fijak.
Należy przestrzec jednak przed prostym wskazywaniem jednej instytucji jako winnej. W przypadku bezpieczeństwa drogowego mamy do czynienia z systemem, w którym uczestniczą różne podmioty: samorząd, zarządcy dróg, policja, służby kontrolne, organizatorzy ruchu i instytucje odpowiedzialne za edukację.
Jeżeli chodzi o statystyki, to musimy patrzeć nie na jeden rok, tylko na długofalowe działania. Dopiero wtedy poznamy trendy i to, co się dzieje w bezpieczeństwie ruchu drogowego – mówi Katarzyna Dobrzańska-Junko.
30 km/h to nie sugestia
Na miejscu obowiązuje ograniczenie prędkości do 30 km/h. To nie przypadkowa liczba ani propozycja dla kierowcy, który akurat ma ochotę zwolnić. Ograniczenie prędkości jest elementem organizacji ruchu i wynikać powinno z charakteru konkretnego miejsca: zabudowy, liczby pieszych, geometrii drogi, widoczności czy możliwych konfliktów pomiędzy różnymi uczestnikami ruchu. Problem polega na tym, że w Polsce kierowcy często traktują ograniczenia prędkości jako sugestię. Kierowca jadący zgodnie z przepisami bywa wręcz postrzegany jako ten, który "blokuje ruch". Tymczasem właśnie na tym polega sens ograniczenia prędkości, ponieważ ma ono określać maksymalną prędkość, z jaką można legalnie i bezpiecznie poruszać się w danych warunkach. Nie można więc mówić o "zbyt niskiej" prędkości, tylko dlatego, że samochód technicznie pozwala jechać szybciej. Sam znak z ograniczeniem prędkości może nie wystarczyć, jeśli konstrukcja ulicy pozwala na jazdę znacznie szybszą. Infrastruktura powinna wspierać zachowania zgodne z przepisami. Stąd pomysły na fizyczne uspokojenie ruchu – odpowiednie zwężenia, szykany, wyniesione przejścia, właściwie zaprojektowane progi czy sposób wyznaczania miejsc parkingowych.
Maciej Fijak przywołuje dane policyjne, według których w 2025 roku Kraków miał 941 wypadków drogowych i pod względem ich liczby wyprzedzał inne miasta wojewódzkie. Katarzyna Dobrzańska-Junko zwracała natomiast uwagę, że pojedynczych wskaźników nie można interpretować bez szerszego kontekstu. Liczba wypadków, liczba ofiar śmiertelnych i liczba osób rannych to różne mierniki. Można również porównywać dane bezwzględne, ale można je analizować także w przeliczeniu na liczbę mieszkańców czy natężenie ruchu. Kraków jest miastem turystycznym, przyciągającym ogromną liczbę osób spoza miasta i regionu. Na bezpieczeństwo wpływa więc nie tylko liczba mieszkańców, lecz także liczba pojazdów i osób korzystających z miejskiej infrastruktury.