Odpady energetyczne zamiast kolejnego problemu
Podstawą projektu są produkty uboczne spalania węgla w elektrowniach cieplnych. W Polsce powstaje ich dużo, a tylko część znajduje zastosowanie. Najlepszej jakości materiały są wykorzystywane m.in. w cementowniach, ale nadal pozostaje duży potencjał do ich zagospodarowania.
Clean Lake sięga przede wszystkim po popioły lotne ze spalania węgla brunatnego. To właśnie z nimi Polska ma obecnie szczególny problem, jeśli chodzi o wykorzystanie i dalsze przetwarzanie.
Z takich produktów ubocznych można wytwarzać zeolity, czyli materiały o właściwościach sorpcyjnych. W uproszczeniu: potrafią one pochłaniać określone substancje, które nie powinny trafiać do wód w nadmiarze.
Zeolity, klinoptylolit i diatomit
Projekt nie opiera się wyłącznie na odpadach energetycznych. Wykorzystywane są również naturalne zeolity, m.in. klinoptylolit, a także diatomit. Część materiałów naturalnych jest dodatkowo aktywowana i przekształcana w fazy zeolitowe.
Nie sama synteza zeolitów z popiołów lotnych jest tu najważniejszą nowością, bo takie badania są prowadzone w Polsce od lat. Istotne są modyfikacje procesu aktywacji. Naukowcy chcieli, by technologia była możliwie zrównoważona: prowadzona przy niższych stężeniach, w niewysokich temperaturach i w sposób, który nie generuje kolejnych trudnych odpadów.
Dzięki temu materiał ma być nie tylko skuteczny, ale też łatwiejszy do neutralizacji i bezpieczniejszy środowiskowo.
Nie usuwać skutków, tylko przeciąć drogę zanieczyszczeń
Clean Lake nie polega na tym, że materiał wrzuca się do jeziora, by „wyczyścił” je z glonów i sinic. Najważniejsza jest profilaktyka: zatrzymanie związków azotu i fosforu, zanim dostaną się do zbiornika.
To właśnie te pierwiastki biogenne przyspieszają eutrofizację. Sam proces jest naturalny, ale nadmiar substancji odżywczych powoduje gwałtowny rozwój roślin wodnych, alg i glonów. W konsekwencji w wodzie zaczyna brakować tlenu, co może prowadzić do przyduchy i śnięcia ryb.
Dlatego w projekcie chodzi o ograniczenie dopływu substancji, które napędzają zakwity, a nie tylko o reagowanie wtedy, gdy sinice już się pojawią.
Trzy produkty: platforma podwodna, pływająca i ścieżka czyszcząca
Z opracowanych materiałów powstały trzy rozwiązania. Pierwsze to platforma podwodna, która może być wykorzystywana m.in. do szkolenia nurków. Drugie to platforma pływająca, mająca również funkcję ekologiczną, bo może służyć ptactwu wodnemu jako miejsce gniazdowania.
Trzecim produktem jest ścieżka czyszcząca. To rozwiązanie ma zatrzymywać zanieczyszczenia jeszcze przed ich dopływem do jeziora. Materiał sorpcyjny umieszcza się między potencjalnym źródłem zanieczyszczeń a zbiornikiem wodnym.
Najbardziej oczywiste lokalizacje to okolice parkingów, gdzie mogą pojawiać się metale ciężkie i substancje ropopochodne, oraz obszary między polami uprawnymi a wodą. To właśnie z terenów rolniczych spływa często niewykorzystany przez rośliny nawóz, czyli nadmiar azotu i fosforu.
Kontrola zamiast wysypywania materiału do jeziora
Złoża sorpcyjne mogłyby działać w różnych zbiornikach, ale kluczowa jest forma ich zastosowania. Nie wystarczy rozsypać materiału w jeziorze czy rzece, bo później trudno byłoby go zebrać, wymienić albo zregenerować.
Dlatego projektowane są konkretne nośniki: ścieżki czyszczące, platformy podwodne i platformy pływające. Pozwalają one kontrolować ilość materiału, jego ułożenie i moment wymiany.
To ważne także z punktu widzenia dalszego wykorzystania. Po pochłonięciu azotu i fosforu materiał może zyskać drugie życie jako nawóz. Warunkiem jest jednak sprawdzenie, co dokładnie zostało w nim zatrzymane.
Od oczyszczania wody do nawozu
Ostatecznym elementem projektu jest wykorzystanie nasyconego materiału jako nawozu. Jeśli zeolit pochłonął przede wszystkim azot i fosfor, można go po przetworzeniu zastosować pod rośliny. Jeśli jednak związał również metale ciężkie, musi zostać odpowiednio zutylizowany.
Testy nawozowe prowadzono m.in. na pszenicy i rzepaku. Rośliny sprawdzano na różnych etapach rozwoju: w fazie wzrostu i przed zbiorami. Wyniki są obiecujące. W porównaniu z uprawą bez nawozu materiał poprawiał wzrost roślin od kilku do kilkunastu procent.
To pokazuje zamknięty obieg projektu: odpady energetyczne są przetwarzane w materiał sorpcyjny, ten zatrzymuje nadmiar związków biogennych, a później – jeśli jest bezpieczny – może zostać użyty w rolnictwie.
Gdzie technologia może znaleźć zastosowanie?
Najbardziej naturalnym obszarem wykorzystania Clean Lake są jeziora i inne zbiorniki słodkowodne, ale możliwości są szersze. Rozwiązania mogłyby działać także w wolno płynących rzekach.
Potencjalnie technologia może być stosowana również w wodach słonawych, takich jak Bałtyk. W przypadku wód o wyższym zasoleniu potrzebne byłyby jednak dodatkowe testy.
Nie ma dziś pewności, że dzięki Clean Lake znikną sinice np. z Zatoki Gdańskiej. Projekt ma określoną skalę i jest obecnie rozwijany w testach laboratoryjnych, półtechnicznych oraz pilotażowych. Może jednak pomóc w rozwoju szerszej grupy technologii sorpcyjnych, które będą wykorzystywane w ochronie wód.
Komercjalizacja za dwa, trzy lata
Technologia nie jest jeszcze gotowym produktem rynkowym. Projekt ma zakończyć się w przyszłym roku, a realna komercjalizacja może potrwać około dwóch–trzech lat. Wynika to z konieczności prowadzenia testów w różnych warunkach i porach roku.
Trwa również procedura zgłoszeń patentowych. To kolejny etap, który wymaga czasu, zanim rozwiązania będą mogły zostać szerzej udostępnione.
W projekcie uczestniczy partner przemysłowy z Poznania, który zajmuje się ochroną środowiska i zbiorników wodnych. To on ma pomóc we wdrażaniu technologii w praktyce oraz zainteresowaniu nią firm zajmujących się remediacją, ochroną wód i zarządzaniem zbiornikami.
Międzynarodowy projekt z udziałem kilku partnerów
Clean Lake jest realizowany w międzynarodowym konsorcjum w ramach europejskiego grantu z programu M-ERA.NET. Polską część finansuje Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.
W projekcie uczestniczą Politechnika Krakowska, uczelnia z Litwy Vilnius Tech, uniwersytet z Freibergu w Niemczech, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz firma Protea z Poznania. Partnerzy odpowiadają za różne elementy: od materiałów i testów biologicznych po sprawdzanie działania gotowych rozwiązań.
Platformy testuje konsorcjant z Niemiec, a ścieżkę czyszczącą – partnerzy z Poznania.
Czy kąpieliska odczują zmianę?
Największym wyzwaniem będzie skala. Żeby technologia realnie wpłynęła na stan popularnych kąpielisk, trzeba zastosować duże ilości materiału i objąć działaniem odpowiednio rozległe obszary.
Clean Lake pokazuje obiecujący kierunek: zamiast walczyć z zakwitami dopiero wtedy, gdy stają się widoczne, można ograniczać dopływ substancji, które je napędzają. Skuteczność na dużą skalę będzie zależała od zainteresowania wdrożeniem, dalszych testów i gotowości podmiotów zarządzających wodami do wykorzystania tej technologii.