Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Kraków potrzebuje nowoczesnego przemysłu
Branża IT i centra usług biznesowych przez ostatnie dwie dekady stały się jednym z filarów krakowskiej gospodarki. Dr Wojciech Jarczewski, dyrektor Instytutu Rozwoju Miast i Regionów, uznaje ten okres za sukces miasta i wiąże z rozwojem sektora usług między innymi wysokie wynagrodzenia w Krakowie. Dodaje, że gospodarka miasta potrzebuje dziś kolejnego kierunku rozwoju.
Tym kierunkiem miałaby być nowoczesna produkcja: biotechnologia, robotyka, drony czy technologie związane z automatyzacją. Nie chodzi więc o powrót do tradycyjnego ciężkiego przemysłu, ale o działalność wykorzystującą wiedzę i wysoko wykwalifikowane kadry.
- Przez lata Kraków szedł w kierunku dezindustrializacji. Usługi, usługi, usługi. Przemysłu ciężkiego mieliśmy bardzo dużo i być może faktycznie Kraków nie jest miastem, gdzie koniecznie musi być huta, ale nowoczesny przemysł – tak. Biotechnologia, informatyzacja maszyn, czyli roboty, drony, wszystkie rzeczy, które nie wymagają wielkich hal, nie zanieczyszczają albo zanieczyszczają bardzo mało. Jest mnóstwo takich przemysłów, które rozwijają się na świecie, a w Polsce rozwijają się słabo. Kraków powinien stawiać właśnie na uprzemysłowienie, tylko supernowoczesne - uważa dr Jarczewski.
Mówi też o dwóch najważniejszych atutach Krakowa w konkurencji o duże inwestycje: wykształconych pracownikach oraz jakości życia. Miasto jest również dobrze skomunikowane. Słabszą stroną pozostaje dostępność terenów inwestycyjnych i części infrastruktury, choć – jak zaznacza – nie jest to dziś bariera uniemożliwiająca pozyskiwanie inwestorów:
Atuty Krakowa są chyba dwa. Po pierwsze zasoby kadry, czyli ludzie, którzy są wykształceni, energiczni, chętni do pracy. No i jakość życia. Tu się po prostu dobrze żyje. To jest dobrze skomunikowane miejsce. Te dwie rzeczy, które dzisiaj liczą się w świecie dla wielkiego biznesu, Kraków ma. Brakuje trochę, jak zawsze, działek inwestycyjnych, trochę infrastruktury, ale chyba nie jest to w tym momencie taka bariera, która uniemożliwiałaby pozyskiwanie inwestorów.
Nowa Huta była „cudem”. Drugi raz się nie wydarzy
Projekt Nowa Huta Przyszłości powstaje od kilkunastu lat, ale Jarczewski przestrzega przed oczekiwaniem, że stanie się dla miasta impulsem porównywalnym z budową Nowej Huty po wojnie. Tamto przedsięwzięcie w krótkim czasie zmieniło skalę Krakowa i jego pozycję w kraju.
Dzisiaj, jego zdaniem, miasto musi raczej nastawić się na stopniowy rozwój. Jednym z ograniczeń Nowej Huty Przyszłości jest też jej położenie – około 35 kilometrów od lotniska. Jarczewski widzi tam miejsce dla logistyki i części działalności przemysłowej, ale nie przyszłe centrum gospodarcze metropolii.
W Krakowie wydarzył się cud. Była nim Nowa Huta, która spadła na Kraków jak z kosmosu. Taka dzielnica, taka budowla jak cały kombinat spowodowała, że Kraków z miasta jednak prowincjonalnego, średniej wielkości, stał się drugą metropolią kraju. To było coś niezwykłego, ale to się tak łatwo nie powtarza. Teraz naszą drogą jest raczej stopniowe rozwijanie się. Liczenie, że Nowa Huta powtórzy się drugi raz, nagle coś się tutaj odmieni i supernowoczesny przemysł przyjdzie tabunami, nie jest takie proste
- przekonuje Jarczewski.
Historyczna Nowa Huta przyniosła miastu również energię wynikającą ze zderzenia dwóch różnych rzeczywistości. Kraków nie został podczas wojny zniszczony tak jak Warszawa, zachował więc swoją wcześniejszą tkankę, a jednocześnie obok niej wyrósł zupełnie nowy organizm miejski.
- W Krakowie tym cudem było to, że nie zostało zniszczone to, co było. Nie tak jak w Warszawie. Nas to ominęło, natomiast przyszło nowe. Stare z nowym pomieszało się i dało tę mieszankę, z której dzisiaj wszyscy czerpiemy. To było coś niezwykłego w skali Polski i Krakowowi dało niesamowity rozwój - dodaje rozmówca.
Kraków powinien myśleć jak metropolia, nie tylko jak miasto
Znacznie większy potencjał gość Radia Kraków dostrzega w terenach wokół Kraków Airport. Port znajduje się poza granicami administracyjnymi Krakowa, ale – jak przekonuje – właśnie dlatego potrzebne jest myślenie w skali całej metropolii i współpraca z sąsiednimi gminami.
Na świecie wokół dużych lotnisk rozwijają się tzw. airport cities: skupiska hoteli, centrów konferencyjnych, biznesu i nowoczesnego przemysłu korzystającego z szybkiej logistyki. Wokół krakowskiego lotniska podobne inwestycje pojawiają się pojedynczo, bez wspólnego planu.
- Kraków nie ma lotniska. Ale metropolia krakowska lotnisko ma i Kraków nie może o sobie myśleć, że jest tylko miastem. Kraków jest centrum tej metropolii. Na świecie jest teraz wielka moda, żeby supernowoczesny obszar rozwoju powstawał właśnie wokół lotniska. Tego w Krakowie nie ma. Wokół lotniska mamy parkingi - przypomina ekspert.
I zwraca uwagę, że aktywność gospodarcza w sąsiedztwie portu już istnieje. Przykładem jest centrum szkoleniowe Ryanaira. Problem widzi jednak w przypadkowości zagospodarowania tego obszaru i braku strategicznego celu, który połączyłby działania różnych samorządów i prywatnych właścicieli.
Potencjał kongresowy jest, ale brakuje mu skali
Kraków ma – zdaniem Jarczewskiego – naturalne warunki, żeby stać się ważnym europejskim ośrodkiem kongresowym: zaplecze naukowe, zabytki, ofertę turystyczną i atrakcyjność dla osób przyjeżdżających z zagranicy. Problemem jest infrastruktura.
ICE Kraków jest potrzebnym obiektem, ale dyrektor IRMiR uważa, że nie wystarcza do konkurowania o wydarzenia największej skali. Jako przykład miasta, które zbudowało silne zaplecze kongresowe, wskazuje Kielce:
Miasto powinno zacząć myśleć o sobie jako o metropolii europejskiej. Nie w ulotkach reklamowych, tylko naprawdę w sercu i przekonaniu. Mamy na przykład potencjał kongresowy. Tutaj mogą się odbywać wielkie imprezy międzynarodowe. Takie miasta jak Kraków potencjał do robienia wielkiej kariery kongresowej. Jest potencjał naukowy, są zabytki, jest miejsce, gdzie po kongresie można spędzić wolny czas. Tylko musi być miejsce, w którym taki kongres można zrobić.
Jarczewski widziałby duże centrum kongresowo-wystawiennicze w pobliżu lotniska. Takie przedsięwzięcie musiałoby jednak powstać przy udziale biznesu i międzynarodowych partnerów, ponieważ jego skala przekraczałaby możliwości finansowe samego miasta: "Do tego projektu brakuje wszystkiego. Brakuje centrum kongresowego i centrum wystawienniczego. Takie rzeczy musiałyby się pojawić gdzieś niedaleko lotniska. Żeby to naprawdę miało odpowiedni wymiar i siłę oddziaływania, musiałby to być bardzo nowoczesny, wielki projekt w partnerstwie z biznesem.
AI zmieni rynek pracy. I nie musi to być dla Krakowa zła wiadomość
Bezrobocie w Krakowie nie przekracza dziś 3 proc., jednak rozmówca przestrzega przed założeniem, że obecna sytuacja będzie trwała. Jednym z najważniejszych czynników zmian może być sztuczna inteligencja, szczególnie ze względu na dużą liczbę miejsc pracy w sektorze usług biznesowych.
Nie traktuje możliwego ograniczenia tego sektora wyłącznie jako zagrożenia. Mówi o drugim problemie: duże korporacje dzięki wysokim wynagrodzeniom przejmują znaczną część absolwentów krakowskich uczelni.
- Jest dużo miejsc pracy, które w perspektywie kilku lat mogą być zastąpione przez sztuczną inteligencję. Ale ja bym nad tym tak nie ubolewał. [...] Teraz wydaje się, że tych usług jest po prostu za dużo. Jak słyszę, że nawet trzy czwarte studentów różnych kierunków znajduje zatrudnienie w korporacjach – fajnie, że znajdują, ale ci ludzie mogliby tworzyć różną wartość dodaną, tworzyć polskie firmy. Idą do tych firm, bo jeśli dostaną powyżej dziesięciu czy dwudziestu tysięcy na dzień dobry, to w biznesie, innowacjach czy swojej firmie ciężko tyle zarobić. To jest fajne, ale też nie pozwala potencjałowi naszych młodych ludzi się rozwinąć. Być może pewne ograniczenie tego sektora nie byłoby złe dla metropolii krakowskiej i dla innowacyjności - uważa.
Dostęp do wykwalifikowanych pracowników pozostaje jednym z atutów Krakowa, ale wysokie płace oznaczają również wysokie koszty dla nowych inwestorów. W dłuższej perspektywie znaczenie będzie miał także niż demograficzny.
Kraków jest gąbką, która zasysa. Jeżeli nic się nie zmieni, jeżeli dzietność nie wzrośnie, w pierwszej kolejności będą padać miasta prowincjonalne, w drugiej miasta średnie. Kraków będzie na końcu. Szczególnie że tutaj zwiększa się też odsetek obcokrajowców. Nie wydaje się, żeby w perspektywie najbliższego pokolenia był to problem akurat dla Krakowa. To jest dramat dla Polski, dla Krakowa chyba jeszcze nie
- zaznacza Jarczewski.
Kraków za dziesięć lat: usługi i nowoczesna produkcja
Przyszłość gospodarczą miasta Jarczewski łączy ze zmianami zachodzącymi znacznie szerzej – przede wszystkim z rosnącą siłą chińskiej gospodarki i problemami europejskiego przemysłu. W jego diagnozie stawką nie jest więc wyłącznie pozycja Krakowa w Polsce, ale również konkurencyjność Europy.
Dlatego za dziesięć lat chciałby zobaczyć Kraków, w którym sektor usług uzupełnia znacznie silniejsza niż obecnie nowoczesna produkcja.
- Z perspektywy gospodarczej chciałbym zobaczyć Kraków dużo bardziej uprzemysłowiony, z nowoczesną produkcją. To pozwoliłoby nam nie znaleźć się na marginesie historii, bo idzie wielka zmiana. Może się okazać, że nie Kraków, ale cała Europa znajdzie się na prowincji. Chciałbym widzieć Kraków, który się temu nie podda i za dziesięć lat będzie centrum nowoczesnych usług i przemysłu, który dzisiaj nazwalibyśmy supernowoczesnym – puentuje gość Radia Kraków.
Posłuchaj rozmowy Jacka Bańki z dr. Wojciechem Jarczewskim