Do zdarzenia doszło w ubiegłym tygodniu w pobliżu zakładów chemicznych Siarkopol w Tarnobrzegu na Podkarpaciu. Pilotowany przez 45-letniego mieszkańca powiatu tarnowskiego śmigłowiec zerwał linię energetyczną. Pilot po zdarzeniu odleciał.
Po kilku dniach mężczyzna sam zgłosił się na policję w Tarnowie. Jak przekazuje prokuratura, zrobił to po tym, gdy z mediów dowiedział się, że policja prowadzi czynności zmierzające do ustalenia jego tożsamości. Został przesłuchany w charakterze świadka.
– Zeznał, że po wylądowaniu nie zorientował się, iż doszło do zerwania linii energetycznej. Po dokonaniu stosownych napraw odleciał z miejsca zdarzenia – mówi prokurator Łukasz Malarski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.
Prokurator podkreśla, że w chwili zdarzenia linia energetyczna nie była czynna – nie płynął nią prąd. Nikt nie został ranny.
Prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym. Za takie przestępstwo grozi do ośmiu lat więzienia.