Dezinformacja to nie tylko fałszywa wiadomość
Jednym z największych wyzwań jest właściwe rozumienie dezinformacji. Termin ten bywa dziś używany bardzo szeroko – czasem jako określenie każdej informacji, która budzi wątpliwości lub z którą odbiorca się nie zgadza.
– Dezinformacja jest formą manipulowania przekazem, czyli wpływania na opinię publiczną. To nie są już tylko proste treści, które można określić jako prawdziwe albo fałszywe – zaznacza prof. Walecka-Rynduch.
Manipulacja może przyjmować także znacznie mniej oczywiste formy. Jedną z nich jest tzw. haha-ganda, czyli wykorzystywanie humoru, satyry czy memów do promowania określonych treści i sposobów interpretowania rzeczywistości.
Takie przekazy często odbieramy jedynie jako żart. Tymczasem – jak zwraca uwagę rozmówczyni Radia Kraków – ich nadawca nie zawsze jest przypadkowy, a rozrywkowa forma może służyć oswajaniu odbiorców z określonym punktem widzenia.
– To jest pewien komunikat podany nam w formie rozrywkowej, który ma przygotować nas na określony sposób interpretowania treści. Takiej satyrycznej propagandy jest dziś bardzo dużo – mówi.
Kto najbardziej potrzebuje edukacji medialnej?
Choć mogłoby się wydawać, że edukacja medialna powinna być kierowana przede wszystkim do dzieci i młodzieży, prof. Walecka-Rynduch zwraca uwagę, że najmłodsze pokolenie często radzi sobie w cyfrowym świecie znacznie lepiej niż dorośli.
Przedstawiciele pokolenia Alfa rozumieją mechanizmy funkcjonowania mediów społecznościowych, potrafią szukać źródeł, analizują komentarze i próbują oceniać, czy informacja jest wiarygodna. Coraz częściej to właśnie dzieci uczą rodziców i dziadków, jak chronić prywatność czy czego nie robić w internecie.
– Dzieci uczą dorosłych i faktycznie to robią. Pokolenie Alfa traktuje to wręcz jako pewien rodzaj swojej misji – mówi prof. Walecka-Rynduch.
Dorośli deklarują ostrożność, ale nie zawsze sprawdzają informacje
Problem pojawia się szczególnie w przypadku starszych użytkowników mediów. Choć dorośli często deklarują, że potrafią oceniać wiarygodność informacji, praktyka pokazuje, że nie zawsze je weryfikują.
Szczególnie łatwo ufamy treściom udostępnianym przez osoby, które znamy – członków rodziny, przyjaciół czy znajomych w mediach społecznościowych.
– Jeżeli coś udostępnia ktoś, kogo znamy, praktycznie w ogóle tego nie weryfikujemy – zauważa prof. Agnieszka Walecka-Rynduch.
Edukacja medialna nie powinna więc być traktowana wyłącznie jako element edukacji dzieci i młodzieży. W świecie, w którym granica między informacją, opinią, żartem i manipulacją coraz częściej się zaciera, potrzebują jej odbiorcy w każdym wieku.