Czy drżał pan do ostatniej chwili o liczbę prawidłowych podpisów pod listą poparcia dla kandydatki Lewicy? Jeszcze wczoraj około południa wcale nie było pewne, że Daria Gosek-Popiołek weźmie udział w tych wyborach.
Dla mnie cała sytuacja z Darią Gosek-Popiołek jest medialnie komiczna. Wszystkie informacje, które od jakiegoś czasu się pojawiały – najpierw media lansowały teorię związaną z tym, jakoby był konflikt i nie było możliwości zbierania podpisów. My zebraliśmy ponad 4700 podpisów. Potem pojawiła się informacja medialna, że Daria Gosek-Popiołek zebrała 3024 głosy, ale będą one weryfikowane, bo ktoś wniósł zastrzeżenie. Następnie oficjalnie zostało zakwalifikowane ponad 3300 podpisów. Rozumiem, że ci wszyscy, którzy dzisiaj sympatyzują z innymi kandydatami, obawiają się Darii Gosek-Popiołek. Stąd nakręciła się taka fala. Nie mogę zrozumieć, że ktoś podaje informację medialną, że kandydat ma 3024 głosy, które będą weryfikowane, a przy oficjalnej rejestracji komisja podaje, że zaliczyła mu 3300 głosów. Przyznam szczerze, że jestem zdumiony.
Nie obyło się bez spekulacji, że krakowska Lewica nie pracuje na swoją kandydatkę i stąd problemy ze zbiórką podpisów.
To były tylko i wyłącznie spekulacje. Przypomnę, że zebraliśmy 4700 podpisów. Większość kandydatów, którzy się zgłosili, zbierała około pięciu, sześciu tysięcy. Łukasz Gibała oczywiście miał największy wynik. Okazało się też, że znaczna część kandydatów miała podpisy nieważne. Myślę, że to, co najbardziej utrudniało zbiórkę podpisów – i dotyczyło to nie tylko nas, bo rzeczywiście problemy były podczas zbiórek ulicznych – to fakt, że dzisiaj ludzie nie chcą podawać numeru PESEL. Ktoś podchodzi do wolontariusza, chce poprzeć kandydatkę, podaje imię i nazwisko. Ale pojawia się informacja: proszę podać adres i PESEL. I słyszymy: „Nie, to proszę mnie wykreślić”.
To jest dzisiaj wyzwanie i władze centralne powinny coś z tym zrobić. Przypomnę, że za rok mamy wybory parlamentarne, gdzie progi dotyczące zbierania podpisów są dużo wyższe niż trzy tysiące, tak jak w przypadku kandydata na prezydenta Krakowa. Zapewniam, że nie było żadnych poważniejszych problemów. Oczywiście, jak w każdej takiej sytuacji, kiedy zbiera się podpisy, mogą być nerwowe chwile, ale naprawdę nie miało to żadnego wpływu na ich zbiórkę.
To także rywalizacja między partiami lewicowymi. Można powiedzieć, że pierwszą rundę z Nową Lewicą wygrała partia Razem, która bez kłopotów już w zeszłym tygodniu zebrała odpowiednią liczbę podpisów pod swoją kandydatką. W przypadku Lewicy wątpliwości były do samego końca.
Nie będę się wypowiadał, kto wygrał, a kto przegrał, bo wszyscy są na statku i walczą dalej. Weszli na ten okręt i płyną dalej. Natomiast chętnie sprawdziłbym podpisy partii Razem. Partia Razem była bardzo mocno zaangażowana także w kampanię referendalną, ale zostawmy to.
Co to znaczy, że sprawdziłby pan podpisy partii Razem?
Różne informacje pojawiały się gdzieś w sieci, ale oczywiście doceniam, że wolontariusze partii Razem zbierali te podpisy. Znaczna część podpisów partii Razem również została zakwestionowana. Przedstawiciel Lewicy jest członkiem komisji wyborczej, która to weryfikuje. Komisja to zweryfikowała. Zostawmy tę sprawę. Kandydaci zostali zarejestrowani i nie ma tutaj o czym rozmawiać.
Jakie znaczenie dla tego, co dzieje się między Razem a Nową Lewicą, będą miały te wybory? Mogą stać się punktem zwrotnym w rywalizacji tych dwóch ugrupowań?
Tego nie wiem, dlatego że my nie prowadzimy polityki wymierzonej przeciwko partii Razem. Nowa Lewica zawsze powtarza, że nie ma wroga na lewicy. Natomiast widzimy ataki partii Razem na Nową Lewicę. Sam tego doświadczyłem. Słynna sprawa protestów Valeo z ubiegłego roku. Przez dwa tygodnie protestowali, chodzili, robili awanturę przedstawiciele partii Razem. Ja tę sprawę załatwiłem w miesiąc. Zawarliśmy porozumienie i dzisiaj je realizujemy. Tak się dziwnie złożyło, że poseł Konieczny z partii Razem akurat w momencie podpisania tego porozumienia chciał przyjechać. Nie wiem, może chciał sobie zrobić laurkę.
W polityce liczy się skuteczność, a nie tylko krzyczenie i opowiadanie, co byśmy zrobili albo co chcielibyśmy zrobić. Nie chodzi o obiecywanie gruszek na wierzbie. Tu trzeba realnych działań, tak jak w tym przypadku. Udało się, załatwiliśmy sprawę. To były trudne negocjacje. Kiedy do późnych godzin, przez kilka dni w okresie przedświątecznym, negocjowaliśmy w Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim, to partia Razem chyba spacerowała sobie po Plantach, bo taki był jej wkład w to zaangażowanie. Niestety tak to wyglądało i tak to często wygląda z funkcjonowaniem partii Razem. Ale my nie atakujemy partii Razem. Nie ma wroga na lewicy. Oczekujemy tylko szacunku dla naszych działań, a nie ciągłej krytyki wszystkiego, bo partia Razem obraziła się na rząd. Prawda jest taka, że jeżeli mam sto postulatów i jestem w stanie zrealizować chociaż pięć z nich, to pięć mam zrealizowanych. A jeżeli będę siedział na kanapie, będę cenzorem rządu i będę opowiadał, że wszystko jest źle, to cały czas zostanie mi sto niezrealizowanych postulatów.
Zostawmy wymianę uprzejmości między ugrupowaniami lewicowymi. Czy zakopiańscy urzędnicy łamią prawo, odmawiając transkrypcji aktu małżeństwa osób tej samej płci zawartego za granicą?
Dział prawny to wszystko analizuje. Znam stanowisko burmistrza, który stwierdził, że w jego opinii jest to sprzeczne z polskim prawodawstwem. Dlatego, powołując się na te przepisy, nie będzie tego uznawał. Badamy to pod względem formalnoprawnym w Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim. Natomiast wszystkie osoby, które zgłosiły taką transkrypcję w Zakopanem, w każdej chwili mogą pojechać do zupełnie innego urzędu, w którym zostanie ona uznana.
Jest to nowość prawna, do której państwo polskie się przygotowało. Szkoda, że staje się to dzisiaj elementem politycznym. W jednym województwie małopolskim mamy miasta, w których jest to akceptowane, i takie, w których nie jest akceptowane. To też pokazuje, że niestety główną rolę odgrywa tutaj polityka, a nie prawo i jego poszanowanie. Tak naprawdę nie wiem, co burmistrzowi w tej sprawie przeszkadza. Uznaje to za niezgodne z prawem, ale pewnie ma w tym jakiś interes polityczny. Dlatego będziemy się temu przyglądać i na pewno będą podejmowane stosowne decyzje prawne, które są po stronie wojewody.
Burmistrz Zakopanego mówi o problemach prawnych i chaosie wynikającym z rozporządzenia ministra cyfryzacji, ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego oraz wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Sprawa jest teraz w procedurze odwoławczej i to wojewoda ma zdecydować, czy zakopiańscy urzędnicy podjęli właściwą decyzję. Kiedy decyzja zapadnie i jakie może mieć znaczenie dla kolejnych tego typu spraw w całej Polsce?
Odwołanie, które wpłynęło, jest obecnie procedowane i analizowane przez prawników w Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim. Jeżeli chodzi o wpływ tej decyzji, w Polsce nie ma takiej zasady, że jedno rozstrzygnięcie powoduje, iż jest ono obowiązujące w całym kraju. Podejrzewam, że jeżeli będą odwołania w innych przypadkach i innych województwach, to każde województwo będzie interpretowało przepisy i wpływające odwołania według swojej najlepszej wiedzy i interpretacji przepisów prawnych. Dzisiaj nie powiem, jakie będzie stanowisko Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego. Sprawa jest szeroko analizowana i badana. Myślę natomiast, że w ciągu najbliższych paru tygodni zostanie wydane ostateczne rozstrzygnięcie wojewody dotyczące tego odwołania.
Czyli nie jest tak, że jeśli określone rozstrzygnięcie zapadnie w Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim, takie same decyzje będą później podejmowały inne urzędy wojewódzkie w podobnych sprawach?
Podejrzewam, że tak będzie, dlatego że każdy urząd wojewódzki ma swój dział prawny. Oczywiście, jeżeli będzie taka potrzeba, będziemy służyli pełną pomocą wszystkim urzędom wojewódzkim w Polsce. Kiedyś w sprawie podatkowej miałem taką sytuację, gdy zarządzałem jednym z projektów budowlanych, a zmieniła się stawka VAT. Były dwie sprzeczne interpretacje: Izby Skarbowej w Bielsku-Białej oraz Izby Skarbowej w Łodzi. Dawały one odmienne możliwości interpretacji przepisów podatkowych.
Jeszcze jedna sprawa – decyzja wojewody dotycząca planowanej budowy oficyny przy ulicy Sarego w Krakowie. Urząd będzie badał decyzję miasta w tej sprawie. Chodzi o zapisy planu miejscowego dopuszczające budowę oficyny. Ma pan jakieś wątpliwości? Mieszkańcy mówią o czterokondygnacyjnym obiekcie, który może zasłonić im światło.
Po pierwsze trzeba wrócić do kwestii tego, że decyzją Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego został uchylony miejscowy plan. Od tego wyroku wniesiono skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego. W tej chwili sprawa jest procedowana przez NSA. My natomiast w Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim rozpatrujemy kwestię odwołania od pozwolenia wydanego przez prezydenta Krakowa. Jest to dla nas świeża, nowa sprawa. Będziemy się jej przyglądać. Mamy świadomość tego, że orzeczenie dotyczące miejscowego planu jest jeszcze nieprawomocne i na pewno poddamy sprawę wnikliwej analizie.
Tak na logikę wygląda to trochę kuriozalnie, że ktoś chce gdzieś w podwórzu budować budynek. Natomiast jeżeli przepisy budowlane, przepisy prawa i miejscowy plan na to pozwalają, to urzędnicy również mają w tej sprawie związane ręce. Jest jeszcze kwestia właściwego określenia kręgu stron. Tych odwołań rzeczywiście jest dużo. Jako Małopolski Urząd Wojewódzki analizujemy obecnie, czy wszystkie osoby mają status strony, ponieważ część skarg wpłynęła od osób, które nie zostały uznane za strony na etapie postępowania przed prezydentem Krakowa. Myślę, że jest to kwestia paru miesięcy, zanim ta sprawa zostanie rozstrzygnięta. Jeżeli Naczelny Sąd Administracyjny wydałby wcześniej prawomocny wyrok w sprawie miejscowego planu, na pewno pomogłoby to urzędnikom wojewody w podjęciu decyzji.