Fot. Marek Lasyk.
Czego dowiesz się z tej rozmowy:
- Odwet jest możliwy, ale nie musi nastąpić szybko. Nagłośnienie śmiertelnego pobicia może paradoksalnie na pewien czas hamować działania grup przestępczych, ponieważ oznacza zwiększone zainteresowanie służb.
- Kilka spokojniejszych lat nie oznaczało końca przestępczości pseudokibicowskiej. Po rozbiciu jednych struktur mogą powstawać następne.
- Sokołowski szczególnie zwraca uwagę na młode pokolenie pseudokibiców, które nie pamięta konsekwencji wcześniejszych krakowskich konfliktów i próbuje budować własną pozycję.
- Stanowisko Wisły Kraków jest ważne, ale samo oświadczenie nie wystarczy. Ekspert wskazuje między innymi na konsekwentne stosowanie zakazów stadionowych.
- Sytuacja na stadionach jest lepsza niż przed laty, jednak środowisko stadionowe nadal może być wykorzystywane przez grupy przestępcze do kontaktów, transakcji i werbunku.
Posłuchaj rozmowy Rafała Nowaka-Bończy z dr. Mariuszem Sokołowskim.
Śmiertelne pobicie może uruchomić spiralę odwetu
Dr Mariusz Sokołowski nie wyklucza, że śmierć mężczyzny po pobiciu na osiedlu Willowym będzie miała dalsze konsekwencje w środowisku pseudokibicowskim. Historia konfliktów między takimi grupami pokazuje, że brutalny atak może prowadzić do próby odwetu.
Nie oznacza to jednak, że odpowiedź przeciwnej grupy musi nastąpić szybko. Sokołowski zwraca uwagę na dwa przeciwstawne mechanizmy. Z jednej strony działają emocje, lojalność wobec grupy i chęć zemsty. Z drugiej – interes przestępczy. Nagłośnione zabójstwo oznacza większe zainteresowanie policji i prokuratury, a właśnie tego grupy zajmujące się przestępczością chcą unikać.
Możemy podejrzewać, że w najbliższym czasie będzie trochę spokoju wokół tej sprawy, ale podejrzewam, że część z osób zaangażowanych w ten konflikt nie zapomni tego. I że za jakiś czas będziemy mieli do czynienia z sytuacją, kiedy ktoś z członków grupy przestępczej przeciwnej będzie starał się jednak takiego odwetu dokonać
- mówi dr Sokołowski.
Dlatego – podkreśla były policjant – znaczenie ma teraz nie tylko prowadzone śledztwo dotyczące samego pobicia, lecz również rozpoznanie środowisk, w których może dojrzewać decyzja o kolejnej przemocy.
Kilka spokojniejszych lat nie oznaczało, że problemu nie ma
Sokołowski przypomina, że Kraków przez dłuższy czas nie doświadczał przemocy pseudokibicowskiej w skali znanej z wcześniejszych lat. Łączy to między innymi z działaniami policji, CBŚP, rozpoznaniem środowiska, obserwowaniem aktywności w internecie oraz współpracą niektórych osób ze śledczymi.
Według eksperta nie należy jednak wyciągać z tego wniosku, że struktury przestępcze związane ze środowiskiem pseudokibicowskim zostały rozbite. Rozbicie jednej grupy może stworzyć miejsce dla następnej:
Świat przestępczy, wielokrotnie to powtarzam, nie znosi próżni. Na miejsce jednych grup wchodzą następne i bardzo dużo zależy od działań policyjnych. Czy ci ludzie będą mogli tę głowę podnieść i jak wysoko ją podniosą.
Sokołowski mówi o pojawieniu się młodego pokolenia, które próbuje na nowo układać hierarchię w tym środowisku. Jego zdaniem ważne jest szybkie pokazanie, że brutalne przestępstwa to realna i surowa odpowiedzialność.
- Im się wydaje, szczególnie tym młodym ludziom, że świat stoi przed nimi otworem, że nie ma odpowiedzialności za nic, że tak naprawdę zasady przez nich wdrażane będą zasadami powszechnie obowiązującymi - przekonuje były policjant.
To właśnie wobec tej grupy – mówi Sokołowski – potrzebna jest zdecydowana reakcja państwa. Powrót przemocy kojarzonej przed laty z Krakowem traktuje jako sygnał ostrzegawczy, choć nie jako dowód, że miasto wróciło już do sytuacji sprzed kilkunastu lat.
Klub może zrobić więcej niż wydać oświadczenie
Po śmiertelnym pobiciu na osiedlu Willowym prezes Wisły Jarosław Królewski potępił działania pseudokibiców i zaapelował do młodych ludzi, żeby nie angażowali się w takie grupy.
Sokołowski uważa takie stanowisko za ważne, ale zaznacza, że o jego znaczeniu zdecydują kolejne działania. Wskazuje między innymi na zakazy stadionowe i konsekwentne niedopuszczanie na stadion osób łamiących prawo. "Życzyłbym sobie, żeby w całej Polsce wszystkie kluby piłkarskie powiedziały "stop" bandytyzmowi stadionowemu i żeby za tym szły nie tylko słowa, ale też konkretne działania wymierzone w osoby, które łamią prawo" - mówi gość Radia Kraków.
Ekspert przypomina przy okazji, że relacje między klubami a najbardziej radykalnymi grupami kibicowskimi bywały skomplikowane. Zdarzało się, że władze klubów tolerowały część ich zachowań, chcąc zachować spokój na trybunach.
Stadion dla części pseudokibiców nie jest tylko miejscem meczu. Jak mówi Sokołowski, służy także do nawiązywania przestępczych kontaktów, prowadzenia nielegalnych interesów i werbowania nowych członków grup. Uważa, że problemu nie rozwiąże sam klub ani sama policja. Potrzebne jest współdziałanie klubów, policji, prokuratury i administracji państwowej, a także solidarność zwykłych kibiców.
Zdaniem Sokołowskiego na polskich stadionach jest dziś bezpieczniej niż przed laty. Takich incydentów jest mniej, ale problem nie zniknął.