Kibolska egzekucja na osiedlu willowym w Krakowie. Chodzi oczywiście o skatowanie przez grupę pseudokibiców Wisły lidera ruchu kibicowskiego Hutnika. Radio Kraków jako pierwsze dotarło do nagrania z monitoringu, na którym widać morderstwo, do którego doszło w nocy z czwartku na piątek.
Coraz mniej widoczni, ale chyba niezmiennie niebezpieczni. To pierwszy taki atak od kilku lat w Krakowie. Pytanie brzmi: czy to się kiedyś w ogóle skończy?
Powiedziałbym, że to pierwszy od dłuższego czasu atak tak brutalny i z takim skutkiem. Bo przecież nie wiemy ani kiedy ta wojna się rozpoczęła, ani kiedy się skończy. Ona cały czas trwa. Sytuacje, w których ktoś kogoś goni z nożem czy maczetą, podjeżdża pod jego blok, wybija szyby, podpala samochód albo dochodzi do gonitw, zdarzają się cały czas. To nie zniknęło.
Wiele takich sytuacji tylko o włos nie zakończyło się tragicznie. Komuś, kto się tym nie interesuje, mogło się wydawać, że ta wojna, ta walka na śmierć i życie – bo tak to trzeba nazwać – się skończyła. Nic podobnego. To cały czas trwa. W wielu tego typu sytuacjach tylko jakiś cud sprawił, że ci ludzie nie zginęli.
Najgłośniejsze tego typu morderstwo w Krakowie, zabójstwo innego kibola, państwo zapewne pamiętają. To był 2010 rok, gdy bojówka wiślackich Sharksów zamordowała na Kurdwanowie Tomasza C., pseudonim „Człowiek”. Za morderstwo 36-letniego lidera kiboli Hutnika Jakuba C., pseudonim „Jankes”, do którego doszło w zeszłym tygodniu, mają odpowiadać pseudokibice z grupy Młoda Ferajna, również związani z Wisłą Kraków.
Czy środowiska pseudokibicowskie działają jak hydra? Służby rozbiły Sharksów, wydawało się, że będzie chociaż trochę spokoju, ale na ich miejsce przychodzą kolejne grupy.
To oczywiście prawda. Napad na „Człowieka” na Kurdwanowie, w 2011 roku, to niemal kalka tego, co wydarzyło się w ostatnich dniach. Powiedziałbym nawet, że mogła tu wystąpić pewnego rodzaju inspiracja.
W 2011 roku zmieniła się także filozofia podejścia organów ścigania – prokuratury i policji – do tych spraw. Do tego czasu, a to także fragment kryminalnej historii miasta, podejście było takie, że są to grupy chuligańskie, które walczą między sobą, biją się, ale właściwie nikomu poza sobą nie robią krzywdy.
Dopiero od 2011 roku policja i prokuratura zaczęły traktować je jak groźne, bandyckie grupy przestępcze, potrafiące zabijać w biały dzień. Od tego momentu były i są rozpracowywane tak jak grupy przestępcze, z wykorzystaniem wszystkiego, czym dysponuje policja. Zajmuje się tym również Centralne Biuro Śledcze Policji. Wcześniej robiły to poszczególne jednostki.
Ta filozofia się zmieniła, ale – jak widzimy – brutalność wciąż pozostała. Myślę, że mamy do czynienia z pewnego rodzaju nową odsłoną. Ludzie, którzy zdecydowali się na takie zabójstwo, świetnie zdawali sobie sprawę, jaki będzie jego oddźwięk. To może być swego rodzaju otwarcie nowej wojny.
I to jest w tej chwili niezwykle istotny sygnał przede wszystkim dla policji, bo na zasadzie „przemoc rodzi przemoc” może dojść do odwetu.
Powiedziałbym też, że grupa młodego pokolenia, która się pojawiła, sama postawiła się w pewnym sensie na marginesie. Sytuacja jest obecnie dość skomplikowana. Ci ludzie mają przeciwko sobie również podobne grupy działające w Krakowie i w całej Polsce. Wydali swego rodzaju wojnę nie tylko kibicom Hutnika, ale też wielu innym grupom, również – jak mi się wydaje – tym, z których korzeni sami się wywodzą.
Wiślackim?
Tak. To dość specyficzna sytuacja. Ale to wszystko nie bierze się znikąd. Jeśli prześledzimy to, co działo się w Krakowie w ciągu ostatnich kilku miesięcy, to wbrew pozorom zobaczymy również sukcesy policji i prokuratury.
W zasadzie od listopada 2025 roku mieliśmy serię dużych, spektakularnych spraw przeprowadzonych przez policję z pozytywnym efektem. Rozbito kilka grup handlujących narkotykami, zatrzymano liderów. W ten sposób w Krakowie powstała pewnego rodzaju luka.
Świat przestępczy, również świat kiboli, nie znosi próżni. Automatycznie w to miejsce wchodzą nowi. A ponieważ muszą się w jakiś sposób przebić, chcą pokazać, że są groźni i nieobliczalni: „Bójcie się nas, bo jesteśmy zdecydowani na wszystko”.
Stąd, jak myślę, ta zadziwiająca sytuacja. Kibice Hutnika są przecież środowiskiem raczej lokalnym. Nie przewijają się szczególnie w statystykach przestępczych, nie mają – z tego, co wiem – przestępczych liderów, nie przeprowadzają też jakichś wielkich transakcji.
Z racjonalnego punktu widzenia, czyli zdobycia jakiegoś terytorium, osiągnięcia korzyści finansowych i tak dalej, ten atak nie miał więc żadnego znaczenia. Bardziej chodziło, jak sądzę, o pokazanie siły.
Nie jest też wykluczone, że znaczenie ma to, iż wszystko zamyka się w środowisku Nowej Huty. Ci ludzie się znają. Znają się z imienia i nazwiska, wiedzą, kim kto jest. Już po tym zabójstwie pojawiły się przecież nazwiska i wskazania konkretnych osób.
Krążą po grupach kibicowskich.
Więc oni doskonale wiedzą, z kim mają do czynienia. Chodziło właśnie o pokazanie siły i zamanifestowanie: jesteśmy nową falą.
Wspomina pan o nowej fali, o pokazaniu siły, pokazaniu siebie, mówiąc brzydko – pewnego rodzaju zareklamowaniu swojej działalności. Patrzę na sylwetki ludzi na nagraniu z monitoringu. Oczywiście niewiele tam widać, ale później policja opublikowała wizerunek jednego z poszukiwanych i wygląda na to, że są to młodzi ludzie.
Jak oni trafiają do takich środowisk? Wydawało mi się, że na stadionach wygląda to dziś trochę inaczej. Kiedy czytam komentarze kibiców Wisły dotyczące tego wydarzenia, w większości są one potępiające.
Bardzo często działa pewnego rodzaju legenda, nimb tego, że będąc w takiej grupie kibiców, można przede wszystkim zdobyć duże pieniądze. To oczywiście nieprawda. Po kilku latach część tych ludzi albo nie żyje, albo zostaje ranna, albo trafia na wiele lat do więzienia. Tak naprawdę zarabiają tylko niektórzy, ci znajdujący się na szczycie.
Po pierwsze więc w jakiejś mierze chodzi o pieniądze. Po drugie – o kwestie psychologiczne. Jest się w grupie, ma się kolegów, dokonuje się – w ich przekonaniu – ważnych czynów. Jest przynależność do grupy, pewnego rodzaju symbolika, ideał. Punktem odniesienia staje się klub.
Oczywiście to fałszywa ideologia, ale przynależność do takiej grupy daje poczucie siły i pewnego rodzaju satysfakcję. Dlatego młodzi ludzie, jeszcze dzieci – dziewięcio-, dziesięcio-, dwunastoletnie – chcą w jakiś sposób znaleźć się w takiej grupie, chcą do niej należeć, dokonywać, według nich, wielkich czynów i awansować w hierarchii.
Od ataku na „Człowieka” na Kurdwanowie minęło piętnaście lat. Ci, którzy dzisiaj zaatakowali, mieli wtedy kilka lat. Nie znają okresu, kiedy rzeczywiście wiele osób ginęło, wiele zostało rannych i wiele trafiło do więzienia.
To nowy narybek, który karmi się tego typu ideałami i pewnego rodzaju złudną legendą. My wiemy, czym ona jest, ale oni jeszcze tego po prostu nie wiedzą.
Czy nie jest tak, że dziś gangi pseudokibiców zaczęły działać bardziej jak korporacje? Wydawało się, że już nie brudzą sobie rąk. Oczywiście prowadzą nielegalne interesy, zajmują się handlem narkotykami, innymi substancjami, przemytem i tak dalej, ale działają trochę w białych rękawiczkach i czerpią z tego pieniądze. Tym bardziej zaskakujący jest więc taki brutalny atak.
Tak, ale musimy wziąć pod uwagę, że są to bardzo młodzi ludzie. Powiedziałbym, że mentalnie to chyba jeszcze dzieci, którym wydaje się, że potrafią zmienić bieg tej kibolskiej historii i zrobić coś, co sprawi, że wszyscy inni po prostu zaczną się ich bać.
To naiwna mentalność dziecka. Ci, którzy są w tym środowisku od wielu lat, zdają sobie sprawę, że każda taka sytuacja powoduje utratę interesów. Sprawą zaczyna się intensywnie interesować policja, reagują kluby, wszyscy deklarują koniec z bandytyzmem. I rzeczywiście finanse na tym cierpią.
Tego rodzaju rozgłos nie jest więc potrzebny. Jest wręcz szkodliwy dla takich, jak pan powiedział, „korporacji”. Ale wiedzą o tym ci, którzy rozumieją, jak to wszystko funkcjonuje. Ktoś nowy, kto nie zna życia i realiów, będzie postępował właśnie w taki irracjonalny sposób – przede wszystkim destrukcyjny dla samego siebie.
Spodziewa się pan odwetu? Początku nowej wojny kibicowskiej w Krakowie?
Zawsze było tak, że odwet był czymś naturalnym. I nadal jest. Pozostaje kwestia udowodnienia winy. Niezwykle ważne jest, żeby policja w tym okresie, kiedy emocje są tak silne, zadziałała szybko, błyskawicznie i skutecznie. Przede wszystkim żeby tych ludzi złapać. No i oczywiście, żeby dostali solidne, odstraszające wyroki.
Gościem Radia Kraków był Dariusz Nowak, były policjant i były rzecznik prasowy komendanta głównego policji.