Kadr ze zdjęcia, do którego dotarło Radio Kraków. Czy jest na nim Marcin Romaowski?
Czego dowiesz się z tej rozmowy:
- Zdjęcie opublikowane przez Radio Kraków może pomóc w ustaleniu miejsca pobytu Marcina Romanowskiego, ale wymaga weryfikacji autentyczności i identyfikacji widocznej na nim osoby.
- Jeśli potwierdziłoby się, że Romanowski przebywa poza Unią Europejską, znaczenia nabrałaby procedura ekstradycyjna zamiast Europejskiego Nakazu Aresztowania.
- Polska nie może wystąpić o ekstradycję bezpośrednio do władz Naddniestrza. Formalnym partnerem w takiej procedurze byłaby Mołdawia.
- List żelazny nie oznacza bezkarności. Umożliwia odpowiadanie z wolnej stopy pod warunkiem podporządkowania się wymogom sądu i postępowania.
- Dla decyzji o liście żelaznym istotne jest wykazanie, że Romanowski znajduje się poza Polską; konkretne państwo ma natomiast znaczenie dla sposobu ewentualnego sprowadzenia go do kraju
Posłuchaj rozmowy Rafała Nowaka-Bończy z dr. Pawłem Czarneckim.
Zdjęcie z Tyraspola może mieć znaczenie dla sprawy Romanowskiego
Zdjęcie mężczyzny przypominającego Marcina Romanowskiego, wykonane według relacji świadków w Tyraspolu, może mieć znaczenie dla dalszych działań polskiego wymiaru sprawiedliwości. Kluczowe byłoby jednak potwierdzenie zarówno autentyczności fotografii, jak i tożsamości widocznego na niej mężczyzny. Dr Paweł Czarnecki z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego tłumaczy, że ustalenie, czy były wiceminister sprawiedliwości przebywa poza Unią Europejską, może przesądzić o wyborze procedury, którą Polska będzie próbowała sprowadzić go do kraju.
Według Pawła Czarneckiego fotografia może być jednym z elementów pozwalających ustalić miejsce pobytu Marcina Romanowskiego. Samo zdjęcie nie przesądza jednak, że były wiceminister przebywa w Naddniestrzu. Konieczne byłoby potwierdzenie jego autentyczności oraz identyfikacja osoby widocznej na fotografii.
Ma to znaczenie ze względu na dalszą procedurę. Europejski Nakaz Aresztowania służy przekazywaniu osób pomiędzy państwami Unii Europejskiej. Jeżeli natomiast zostałoby potwierdzone, że Romanowski przebywa poza UE, polskie organy musiałyby rozważyć procedurę ekstradycyjną. Czarnecki zwraca przy tym uwagę, że sąd bierze pod uwagę nie tylko samo pojawienie się podejrzanego poza Unią, ale również charakter jego pobytu.
Gdyby natomiast potwierdzono, że faktycznie bezsprzecznie przebywa on właśnie poza terenem Unii Europejskiej (...), to wówczas trzeba będzie podjąć odpowiednie kroki proceduralne i okazja do tego się nadarzy już w zasadzie trzydziestego września
- tłumaczy dr Czarnecki.
Z Naddniestrzem Polska nie może prowadzić ekstradycji
Naddniestrze nie jest uznawane przez Polskę za odrębne państwo, dlatego polskie władze nie mogą zwrócić się bezpośrednio do władz w Tyraspolu o ekstradycję Romanowskiego. Jak wyjaśnia Czarnecki, ekstradycja jest formą współpracy między państwami. W tym przypadku formalnym partnerem Polski byłyby więc władze Mołdawii.
W taką procedurę zaangażowane są nie tylko organy ścigania i wymiar sprawiedliwości, ale również władze odpowiedzialne za relacje międzynarodowe. Czarnecki wskazuje przede wszystkim na rolę ministrów sprawiedliwości i spraw zagranicznych. Problemem może być również faktyczna sytuacja Naddniestrza i ograniczona kontrola Kiszyniowa nad tym terytorium.
Europejski Nakaz Aresztowania jest szybszym i bardziej sformalizowanym mechanizmem niż klasyczna ekstradycja. Czarnecki podkreśla, że jeśli osoba poszukiwana zostanie zlokalizowana w państwie Unii Europejskiej, jej przekazanie Polsce może nastąpić w ciągu kilkunastu lub kilkudziesięciu dni.
Ekstradycja z państwa spoza UE może natomiast wymagać długotrwałych działań prawnych i dyplomatycznych, a jej wynik jest znacznie mniej przewidywalny. Dlatego z punktu widzenia polskich organów prostsza byłaby sytuacja, w której Romanowski zostałby odnaleziony w jednym z państw UE.
ENA służy współpracy między państwami członkowskimi Unii Europejskiej i ona w ciągu dosłownie, takie są statystyki, taka jest też praktyka, kilkunastu do kilkudziesięciu dni osoba automatycznie niemal zostaje przekazana do władztwa organów polskich, do polskiej prokuratury, do polskiej policji
- mówi Paweł Czarnecki.
Zdjęcie trzeba najpierw zweryfikować
Czarnecki zwraca uwagę na jeszcze jeden problem: współczesne możliwości przetwarzania i generowania obrazów powodują, że sama fotografia nie może być traktowana jako bezsporny dowód miejsca pobytu konkretnej osoby.
Znaczenie może mieć dostęp do oryginalnego pliku. Jego analiza pozwoliłaby specjalistom sprawdzić, czy fotografia była przetwarzana, oraz podjąć próbę potwierdzenia, że przedstawia Marcina Romanowskiego. Dopiero wówczas mogłaby stać się mocniejszym elementem materiału służącego ustaleniu jego miejsca pobytu.
- Jeśli dysponujemy oryginałem tego zdjęcia, to rzeczywiście biegli sądowi czy (...) osoby współpracujące z prokuraturą, z policją są w stanie szybko stosunkowo ustalić, czy to jest faktyczne zdjęcie. (...) I po drugie, czy na tym zdjęciu przebywa nasz bohater, pan Marcin - wyjaśnia gość Radia Kraków.
Osobnym wątkiem jest wniosek Romanowskiego o list żelazny. Czarnecki przypomina, że taki dokument nie powoduje umorzenia postępowania ani nie chroni podejrzanego przed odpowiedzialnością karną. Pozwala natomiast — po spełnieniu określonych warunków — odpowiadać z wolnej stopy.
Romanowski musiałby między innymi stawiać się na wezwania organów i nie utrudniać postępowania. Czarnecki przypomina jednocześnie, że prokuratura sprzeciwia się wydaniu mu listu żelaznego. Sam prawnik nie spodziewa się, aby sąd zdecydował się na takie rozwiązanie w najbliższym czasie.
List żelazny to nie jest gwarancja bezkarności. To jest tylko obietnica, że jeśli będziesz stosował się do przepisów, będziesz stawiał się na każde wezwanie, nie będziesz utrudniał bezprawnie postępowania, to wówczas masz możliwość odpowiadania na wolności
- przypomina dr Czarnecki.
Pobyt poza Polską jest istotny dla listu żelaznego
Czarnecki wyjaśnia, że dla samego postępowania w sprawie listu żelaznego nie jest najważniejsze, czy Romanowski przebywa w Naddniestrzu, na Węgrzech czy w innym kraju. Istotne jest uprawdopodobnienie, że znajduje się poza Polską.
Miejsce jego pobytu zaczyna mieć zasadnicze znaczenie dopiero przy wyborze sposobu sprowadzenia go do kraju. Jeżeli sąd wydałby list żelazny, Romanowski mógłby wrócić dobrowolnie, bez konieczności uruchamiania ENA albo procedury ekstradycyjnej. Czarnecki podchodzi jednak sceptycznie do deklaracji o dobrowolnym powrocie byłego wiceministra.
- List żelazny ma jedną zaletę, niewątpliwą zaletę, że prokuratura nie musi go ścigać, ściągać, współpracować w ramach ENA czy ekstradycji, bo on sam dobrowolnie przyjedzie do Polski. Takie jest zapewnienie przynajmniej - puentuje prawnik.