Zatrzymać się i sprawdzić siebie
Jak tłumaczy Katarzyna Mroczek, pytanie o to, „co jest w nas żywe”, niekoniecznie dotyczy wielkich życiowych deklaracji albo systemu wartości. Nie chodzi o odpowiedzi w rodzaju „rodzina jest dla mnie ważna” albo „cenię rozwój”. To raczej zaproszenie do sprawdzenia, co dzieje się ze mną dokładnie w tym momencie. To pytanie przywołuje mnie do bycia tu i teraz, zamiast w przeszłości albo przyszłości. To właśnie odróżnia je od pytania „co jest dla mnie ważne?”. Bo choć brzmi podobnie, łatwo kieruje nas ono w stronę przekonań, życiowych zasad czy oczekiwań wobec siebie. Tymczasem w NVC chodzi raczej o kontakt z aktualnym doświadczeniem: emocjami, napięciem w ciele, potrzebami czy intuicją.
Życie w biegu oddala nas od siebie
Problem w tym, że w codzienności rzadko mamy przestrzeń na takie zatrzymanie. Pobudka, kawa, praca, obowiązki, spotkania, kolejne zadania. Wszystko dzieje się szybko i automatycznie. I właśnie dlatego, zdaniem Katarzyny Mroczek, warto czasem sprawdzić, jak naprawdę się mamy.
Coraz częściej widzę wokół siebie ludzi, którzy doświadczają pustki albo wypalenia. Życie nie zawsze jest tak usłane różami, jakbyśmy chcieli. Dobrze czasem się zatrzymać i zobaczyć, jakie ono właściwie jest
– mówi.
Takie zatrzymanie nie musi oznaczać wielogodzinnej analizy siebie. Czasem wystarczy kilka minut spaceru, chwila ciszy albo świadome zauważenie własnego stanu.
Emocje nie są problemem
W rozmowie pojawia się również temat trudnych emocji, szczególnie złości i frustracji. Wiele osób zostało wychowanych w przekonaniu, że negatywne uczucia należy tłumić albo ignorować. Tymczasem w podejściu NVC emocje nie są czymś złym. Są po prostu sygnałem. Uczucia bardzo chcą być zobaczone. Jeśli ich nie uznajemy, mogą narastać i przejmować nad nami kontrolę. Nie chodzi jednak o bezrefleksyjne „wylewanie” emocji na innych ludzi. Raczej o zauważenie ich i zrozumienie, skąd się biorą. Bo za każdą emocją stoi jakaś potrzeba, np. odpoczynku, bezpieczeństwa, wolności, uznania czy spokoju.
Między impulsem a reakcją
Szczególnie ważne okazuje się to w trudnych rozmowach i konfliktowych sytuacjach. Gdy ktoś nas zrani, skrytykuje albo postawi pod ścianą, naturalną reakcją może być chęć ucieczki, wybuchu albo natychmiastowej odpowiedzi. Bardzo często wydaje nam się, że musimy odpowiedzieć od razu. Mieć gotowe argumenty i wiedzieć dokładnie, co powiedzieć. Tymczasem wcale nie musi tak być. Czasem najważniejsze jest właśnie zatrzymanie. Nawet na kilkanaście sekund. Nasz mózg potrzebuje chwili, żeby coś naprawdę przetworzyć. I dopiero wtedy możemy zdecydować, co chcemy zrobić dalej.To może oznaczać wyjście na chwilę z rozmowy, kilka głębokich oddechów albo zwykłe przyznanie przed samym sobą: „to mnie poruszyło”.
Usłyszeć własny głos
W praktyce pytanie „co jest we mnie żywe?” staje się więc próbą odzyskania kontaktu ze sobą. Ze swoim ciałem, emocjami i intuicją, które bardzo łatwo zagłuszyć oczekiwaniami innych ludzi.
Możemy całe życie grać w czyimś filmie i spełniać cudze oczekiwania. Tylko wcześniej czy później pojawi się poczucie straty i świadomość, że to nie jest nasze życie
– mówi Katarzyna Mroczek.
Dlatego, jak podkreśla, warto ćwiczyć kontakt ze sobą w bezpiecznych momentach. Podczas spaceru, drogi do pracy albo krótkiej chwili ciszy. Nie po to, żeby analizować każdy emocjonalny ruch, ale po to, by lepiej rozumieć, co naprawdę jest dla nas ważne i czego potrzebujemy.