Sąd zwrócił jednak uwagę także na inne możliwe wersje wydarzeń. W jego ocenie część z nich nie została dostatecznie zweryfikowane przez śledczych, którzy skoncentrowali się na próbie udowodnienia własnej tezy dotyczącej sprawców zabójstwa dokonanego w nocy z 13 na 14 sierpnia 1998 roku. Radio Kraków dotarło do informacji, które mogą rzucać na sprawę nowe światło.
Sąd o „porzuconych” wątkach
Podczas uzasadnienia wyroku sędzia Sądu Okręgowego w Rzeszowie Mariusz Sztorc mówił o okolicznościach, które określił jako „porzucone”.
W trakcie śledztwa prowadzono czynności, następnie, gdy w ocenie śledczych pojawiły się przełomowe zeznania Leszka W., już dowodowo – nie powiem, że ich nie weryfikowano – ale straciły one na znaczeniu. Niejako zbladły. Koncentrowano się na tamtym wątku dowodowym. A one ciągle, jako pewne niewyjaśnione wątpliwości, dały o sobie znać podczas procesu i wywarły wpływ na ocenę sądu, że wątpliwości co do sprawstwa głównych oskarżonych, Pawła K. i Józefa K., wciąż się utrzymują
– podkreślił sędzia.
Leszek W. obciążał głównych oskarżonych, jednak jego zeznania zostały uznane przez sąd za niewiarygodne.
Podobny sposób działania napastnika
Sędzia Mariusz Sztorc zwrócił uwagę na zdarzenie, do którego doszło rok przed zabójstwem Iwony Cygan. W 1997 roku na wiślanych wałach mężczyzna zgwałcił przypadkowo spotkaną nastolatkę, która przyjechała na wakacje do Szczucina ze Śląska. Sprawca związał jej ręce z tyłu – podobnie jak w przypadku Iwony Cygan. Mężczyzna został spłoszony przez osoby, które usłyszały wołanie dziewczyny o pomoc, i uciekł.
O dokonanie tego czynu podejrzewano wówczas 21-letniego mieszkańca okolic Szczucina. Sprawa została zgłoszona policji, ale rodzina nastolatki nie złożyła wniosku o ściganie. Postępowanie umorzono.
Jak opisywał dziennikarz Mateusz Baczyński w książce „Martwy punkt”, po zabójstwie Iwony Cygan policjanci pojechali do podejrzewanego o wcześniejszy gwałt. Mężczyzna powiedział im, że nic nie wie.
Radio Kraków ustaliło, że ten sam człowiek wiele lat później, jesienią 2013 roku, dzień po dniu zaatakował na terenie powiatów dąbrowskiego i tarnowskiego dwie przypadkowo spotkane kobiety, próbując je zgwałcić.
Napastnik wykręcał kobietom ręce, a jedną z nich skrępował sznurkiem. Jednej założył na głowę kurtkę, drugiej sweter. W obu przypadkach do gwałtu nie doszło, ponieważ kobiety się broniły.
Jak ustalił dziennikarz Radia Kraków, w 2019 roku mężczyzna został skazany na karę łączną 10 lat pozbawienia wolności. Opuścił już zakład karny, ponieważ na poczet kary zaliczono mu między innymi okres tymczasowego aresztowania.
Informacja z Tarnowa i badanie wariografem
Podobieństwo sposobu działania dostrzegła Prokuratura Okręgowa w Tarnowie. Wiosną 2016 roku poinformowała o tych przypadkach prokuratora Piotra Krupińskiego z Prokuratury Krajowej, który prowadził śledztwo dotyczące zabójstwa Iwony Cygan.
Obrońca Pawła K., mecenas Błażej Biedulski, powiedział Radiu Kraków, że miesiąc po wysłaniu pisma przez tarnowską prokuraturę wskazany w nim mężczyzna został poddany badaniu wariografem.
Podczas mowy końcowej mecenas Biedulski przytoczył wnioski z opinii sporządzonej po tym badaniu.
– Istnieje wysoki stopień prawdopodobieństwa, że mężczyzna ten odgrywał aktywną rolę w tej zbrodni, brał bezpośredni udział w zabójstwie Iwony Cygan – na etapie dokonania zbrodni i przewożenia zwłok – mówił obrońca.
Po ogłoszeniu wyroku uniewinniającego dotychczasowych oskarżonych Błażej Biedulski podkreślił w rozmowie z Radiem Kraków, że nie ma wiedzy, aby podejmowano później inne czynności służące zweryfikowaniu tego wątku.
Wszystko wskazywało na to, że ten mężczyzna ma bezpośredni związek z tą zbrodnią. Nie mamy natomiast wiedzy, aby podejmowano inne czynności dowodowe w celu dalszej weryfikacji, chociażby jego alibi
– powiedział.
Zdaniem adwokata niewyjaśnione wątki są jednym z największych problemów postępowania prowadzonego przez prokuraturę.
– To jest ewidentnie tragedia tego postępowania prokuratorskiego. W tej sprawie pozostało wiele niewyjaśnionych wątków. Moim zdaniem śledczy nadal mają do wykonania pewną pracę. Być może, gdyby czynności dowodowe były prowadzone w inny sposób, tej sprawy by nie było, a prawdziwi sprawcy zbrodni zostaliby ujawnieni. Niestety, te wątki zostały porzucone, na co zwrócił uwagę także sąd w uzasadnieniu wyroku – ocenił mecenas Biedulski.
Badanie wariografem przeprowadzono późną wiosną 2016 roku. Prokuratura Krajowa skierowała akt oskarżenia przeciwko Pawłowi K., Józefowi K. oraz pozostałym podejrzanym 1 grudnia 2017 roku.
Inne możliwe wersje wydarzeń
W uzasadnieniu wyroku sędzia Mariusz Sztorc przywołał także inne hipotezy, które pojawiały się w toku śledztwa.
Jedna z nich zakładała związek z zabójstwem innej kobiety. Chodziło o ówczesną żonę mężczyzny, którego – według rozpatrywanej wersji – mogły łączyć z Iwoną Cygan kontakty intymne.
Na możliwy udział kobiety miały wskazywać między innymi zabezpieczone na miejscu włókna. Według sądu mogły one pochodzić z damskiego swetra należącego do osoby innej niż zamordowana 17-latka.
Sędzia przywołał także prowokację przeprowadzoną w 2021 roku przez siostrę Iwony oraz jej męża. Mieli oni anonimowo zadzwonić do wspomnianej kobiety i zażądać pieniędzy w zamian za milczenie na temat okoliczności śmierci Iwony Cygan.
– W reakcji na to kobieta miała nie zaprzeczyć swojemu związkowi z zabójstwem i wypytywać o wysokość żądanej kwoty. Siostra Iwony podkreśliła, że kobieta dziwnie zachowywała się w towarzystwie rodziny Cyganów – spuszczała głowę lub uciekała wzrokiem – relacjonował sędzia.
Sąd wymienił również inne wersje, które pojawiały się podczas postępowania:
– udział młodych mężczyzn, którzy mieli przyjechać do baru „U Trabanta” w centrum Szczucina samochodami marki Łada lub Wartburg. Osób tych nie udało się zidentyfikować ani odnaleźć świadków mogących potwierdzić tę wersję;
– spotkanie Iwony z chłopakiem ze złamanym zębem w barze „U Macha” w godzinach popołudniowych 13 sierpnia 1998 roku;
– udział chłopaka odrzuconego przez Iwonę Cygan – jej rówieśnika lub dorosłego mężczyzny, z którym mogła pozostawać w relacji;
– obecność DNA innej osoby na gumie do żucia znalezionej przy zwłokach nastolatki. Śladu nie udało się zidentyfikować. Sędzia wskazywał, że mógł on pochodzić od osoby, z którą wcześniej spotkała się Iwona;
– dobrowolne przyjście nastolatki na miejsce, w którym znaleziono jej ciało. W Łęce Szczucińskiej nie ujawniono śladów samochodu. Jego przyjazdu nie słyszeli także biwakujący w odległości około 600–700 metrów letnicy ani wędkarze;
– napad i wciągnięcie Iwony do samochodu, który – według jednego ze świadków – miał zatrzymać się obok niej, gdy wracała do domu 13 sierpnia 1998 roku między godziną 21.30 a 22.00, po rozstaniu z przyjaciółką Renatą.
Pełnomocnik rodziny: miały to być fałszywe tropy
Z oceną sądu dotyczącą znaczenia alternatywnych hipotez nie zgadza się pełnomocnik rodziny zamordowanej Iwony Cygan, mecenas Wilk. Jego zdaniem część tych wątków została celowo stworzona po to, aby skierować śledztwo na fałszywe tory.
Prowadząc między innymi sprawy dotyczące zabójstw Krzysztofa Olewnika i Iwony Cygan, natykam się na sytuacje, w których tworzy się fałszywe wątki w celu zmylenia organów ścigania. Zakłada się dobrą wiarę funkcjonariusza policji. Ja jednak uważam, że oni nie działali w dobrej wierze. To jest moja ocena i będę jej dowodził podczas apelacji. Uważam, że dopuścili się tych czynów świadomie i w sposób przemyślany, chcąc utrudnić śledztwo
– powiedział.
Jak zaznaczył pełnomocnik, w ocenie organów ścigania alternatywne wątki zostały pominięte, ponieważ miały służyć zmyleniu tropów w postępowaniu.
Mecenas Wilk przypomniał także stanowisko rodziny Cyganów dotyczące ubrań zamordowanej nastolatki. Rodzina przekonuje, że policjanci najpierw oddali jej ubrania Iwony, a po dwóch tygodniach ponownie je zabrali. Zdaniem bliskich mogło to doprowadzić do zniszczenia istotnych śladów biologicznych.
Posądzani o to policjanci ze Szczucina zaprzeczali, aby którykolwiek z funkcjonariuszy ponownie odbierał ubrania. Przekonywali, że nie miałoby to sensu, ponieważ odzież została wcześniej przebadana, a dodatkowo wyprana.