To jest ciekawy przykład, bo szeroko omawialiśmy manipulacje podczas choćby kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych czy Brukseli, a tymczasem prawdziwy festiwal chaosu w sieci mamy tuż za rogiem - na Podgórzu, w Nowej Hucie czy na Ruczaju. Gdyby za każdy internetowy fejk tej kampanii rozdawano obwarzanki, Kraków niewątpliwie rozwiązałby problem głodu.
Do głosowania zostało kilkadziesiąt godzin, a w sieci cały czas trwa absolutny festiwal absurdu. Zacznijmy od tego, co uderza w sam akt wyborczy, bo tutaj żarty się kończą. Przez ostatnie dni na forach i na grupach hulała taka plotka - nie przejmuj się papierologią. Klikniesz w mObywatelu w niedzielę rano przy kawie i zagłosujesz. Otóż bzdura. W wyborach samorządowych nie ma dopisywania się od ręki. Trzeba być na stałe wpisanym do rejestru, a urząd ma na weryfikację do pięciu dni.
Druga pułapka to karty do głosowania. Wydrukowano je wcześniej, więc widnieje na nich osiem nazwisk. Wśród nich Jan Hoffman, który zrezygnował i poparł Łukasza Gibałę. Co natychmiast wymyślił internet? "Śmiało stawiajcie krzyżyk przy Hoffmanie. System z automatu przekaże głos Gibale". Oczywiście to kompletny fejk. Taki głos jest po prostu nieważny.
Wokół samych kandydatów mieliśmy prawdziwy poligon sztucznej inteligencji. Fałszywe, syntetyczne nagrania uderzające w czołowych kandydatów obejrzano w internecie ze trzy miliony razy. Nie zabrakło też plotek, że po wyborach zniknie dzielnica Kazimierz, po rewelację, że za wjazddo strefy czystego transportu policja będzie zakuwać kierowców w kajdanki.
Gdy do urny idzie się w takim informacyjnym smogu, wygrywa tylko chłodna głowa. W niedzielę emocje z TikToka zostawcie za drzwiami. Sprawdźcie kartę, postawcie jeden krzyżyk przy kandydacie, który faktycznie startuje i nie pozwólcie algorytmom decydować o waszym mieście.