- Wyniki przewodu sądowego nie wykazały ponad wszelką wątpliwość, że oskarżeni dopuścili się zarzucanych im aktem oskarżenia czynów. Do wyjaśnienia sprawy zobowiązuje nas Kodeks Postępowania Karnego. Jak wątpliwości nie ma, można decydować o winie. Tu takie wątpliwości pozostały, nie pojawiły się też nowe dowody na sprawstwo - podkreślał sędzia Mariusz Sztorc.
Sąd Okręgowy w Rzeszowie podważył wiarygodność głównego świadka oskarżenia policjanta Leszka W., który miał służbę w noc zabójstwa Iwony Cygan z 13 na 14 sierpnia 1998 roku. Początkowo Leszek W. nie zauważył nic niepokojącego, ale po latach podczas przesłuchania przypomniał sobie najpierw, że inna osoba miała mu opowiedzieć o tym jak oskarżeni Paweł K. oraz Józef K. wyprowadzali pobitą 17-latkę z baru w centrum Szczucina, a później zeznawał, że sam widział te drastyczne wydarzenia. W barze miało być co najmniej kilkanaście osób, ale do dziś nikt nie potwierdził takich wydarzeń, ani także ich nie zgłosił. Kilka lat później przed sądem Leszek W. wycofał się ze swoich zeznań.
"Wymienione sprzeczności nie znajdują żadnego racjonalnego uzasadnienia" - podkreślał sędzia Sztorc
Po ogłoszeniu wyroku ojciec zamordowanej Iwony zasłabł. Został wyprowadzony przez policjantów.
Ciało Iwony Cygan zostało znalezione 14 sierpnia 1998 roku w Łęce Szczucińskiej nad Wisłą. Miała ślady pobicia prawie na całym ciele, ale szczególnie na twarzy i ciętą ranę głowy. Miała także ręce związane z tyłu sznurkiem i zaciśnięty drut wokół szyi. Spodnie oraz bieliznę opuszczoną do kolan. Nie została jednak zgwałcona.
Rodzina Iwony Cygan. / fot: Paweł Topolski
Główny świadek oskarżenia zmienia zeznania
Prokuratura Krajowa oparła zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem wobec głównych podejrzanych Pawła K. oraz jego ojca Józefa K. na zeznaniach policjanta Leszka W., który w noc zaginięcia i śmierci Iwony Cygan z 13 na 14 sierpnia pełnił służbę patrolową. Po jej zakończeniu, wspólnie z Grzegorzem J. wrócili do komendy i rozeszli się do domów. Podczas przesłuchania pod koniec 2010 roku Leszek W. twierdził, że tamtej nocy nie zaobserwowali niczego niepokojącego.
6 lat później i 18 lat po zabójstwie Iwony Cygan przypominał sobie, że widział z policyjnego samochodu jak Paweł K., Józef K. i Robert K., który zmarł w 2016 roku, wyprowadzają pobitą Iwonę Cygan do samochodu i odjeżdżają w kierunku Wisły. Zdaniem prokuratury krajowej, zeznania Leszka W. potwierdzali świadkowie incognito.
Z kolei przebieg samego aktu zabójstwa miał Leszkowi W. opowiedzieć Tadeusz D., który mieszkał niedaleko wałów Wisły. Miał on się zaciekawić łuną światła z reflektorów samochodów, którą miał zauważyć zza wałów. Kiedy tam poszedł, miał zobaczyć na własne oczy jak Paweł K. znęca się nad Iwoną.
Jego wersji wydarzeń nie potwierdza jednak inny oskarżony w sprawie o zabójstwo Iwony Cygan policjant Grzegorz J., który wspólnie z Leszkiem W. patrolował wtedy Szczucin.
- Nie było tych zdarzeń, które opisuje Leszek W. w swoich wyjaśnieniach. Nie miałby absolutnie żadnego powodu, aby nie reagować na przestępcze zachowania innych osób, gdyby one miały miejsce. To jest całkowita nieprawda jeśli chodzi o historię, która znalazła się w zeznaniach Leszka W. Pełniłem z nim wiele służb i dobrze go znałem, więc wiem, że nie byłby w stanie sobie tego sam wymyślić. To scenariusz napisany przez szefa policyjnego Archwium X albo prokuratora- mówił podczas mowy końcowej przed sądem Grzegorz J.
W zamian za zeznania obciążające głównych oskarżonych Leszek W. już w marcu 2017 roku został szybko skazany za przekroczenie uprawnień i utrudnianie śledztwa na 11 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz karę grzywny w wysokości 3 tysięcy złotych.
Jednak niedługo później Leszek W. zeznając przed sądem w procesie o zabójstwo Iwony Cygan wycofywał się z tych zeznań, twierdząc, że został do nich nakłoniony. Prokuratura twierdzi jednak, że to reakcja na utratę przez mężczyznę policyjnej emerytury po wyroku skazującym.
Według wersji przedstawianej przez Leszka W., który poszedł na współpracę z policją, w barze "U Trabanta" miało być pomieszczenie, w którym kręcono filmy pornograficzne. 17-latka miała zostać skatowana, bo miała nie zgodzić się na stosunek seksulany z jednym z oskarżonych. Problem w tym, że nigdy nie znaleziono chociażby śladu albo jakiegokolwiek dowodu na poparcie tezy o kręceniu filmów pornograficznych w lokalu w centrum Szczucina.
Doświadczeni śledczy w rozmowie z Radiem Kraków zwracają także uwagę, że nie ma możliwości, żeby nikt z osób będących wtedy w barze "U Trabanta", nawet po latach, nie wyjawiłby tak okrutnego zdarzenia jak brutalne pobicie Iwony Cygan i wyciąganie jej z lokalu niemal pod ręce.
Oskarżeni od początku przekonywali, że są niewinni. Paweł K. utrzymywał, że w nocy zabójstwa 17-latki wracał z Wiednia do Szczucina, do którego miał dojechać około godziny 4 nad ranem 14 sierpnia 1998 roku. To miały potwierdzać zeznania jego pracodawcy z Wiednia oraz współpasażerowie. Z kolei Prokuratura Krajowa przekonywała, że część świadków twierdzi, iż Paweł K. przyjechał do Szczucina wcześniej niż utrzymywał.
Zasłyszane zeznania świadków incognito i prowokacyjny bezprecedensowy atak na dom jednego z oskarżonych
Prokurator Piotr Krupiński i wspierający go ówczesny szef policyjnego krakowskiego archiwum X w wyjątkowo dużym wymiarze opierali się na zeznaniach świadków incognito. Większość z nich to jednak zasłyszane informacje od innych osób lub zaczerpnięte wręcz z mediów, w tym z Internetu. To właśnie na podstawie zeznań świadka incognito postawiono m.in. zarzut podmiany ważnego dowodu DNA Pawłowi W. oraz Bousławowi P., który miał to polecić.
Jak zauważył przed sądem oskarżony Bogusław P., świadek incognito, który jest policjantem, nie był naocznym świadkiem takiego zdarzenia ani też nie miał własnej wiedzy w tej sprawie. Usłyszał o niej od innej osoby, która z kolei dowiedziała się o tym od jeszcze innej osoby - jeszcze jednego policjanta.
- Na takiej zasadzie i w takim systemie wysoki sądzie można każdego oskarżyć o popełnienie każdego przestępstwa - podkreślał Bogusław P.
Ponadto na tym etapie śledztwa podmiana śladów DNA, już po ich badaniach, nie miała sensu, a Paweł W. nie podlegał Bogusławowi P.
To jednak nie wszystko. Na początku 2017 roku dom będącego już na emeryturze Bogusława P. został dwukrotnie zaatakowany i oburzcony, cegłówką, siekierą, ładunkiem wybuchowym z gwoździami, słoikami z fabrą. Za pierwszym razem na cegłówce napisano "morderca Cygan", a za drugim na kartce - "Austria. Miałeś milczeć".
Były wysoko postawiono funkcjonariusz komendy powiatowej policji w Dąbrowie Tarnowskiej, oskarżony Bogusław P. nie ma wątpliwości, że to była prowokacja żeby "pękł".
- Zebrany materiał dowodowy w śledztwie w tej sprawie wskazał jednoznacznie, że popełnienie tych czynów miało na celu skłonienie mnie do podjęcia działań, złożenia zeznań lub wyjaśnień w związku ze śledztwem w sprawie zabójstwa Iwony Cygan. Ostatecznie przyjęta wersja przez prokuratora dopuszczała możliwość, że czyny te popełnili funkcjonariusze policji z Archiwum X w Krakowie - przekonywał przed sądem w czasie swojej mowy końcowej Bogusław P.
Do takich porażających wniosków doszedł prokurator Bartosz Gorzula z Prokuratury Rejonowej w Nowym Sączu, który powiązał ślady zapachowe z przedmiotów, którymi zaatakowano dom Bogusława P. z jednym z policjantów z krakowskiego Archiwum X, który w dniu jednego z ataków pobrał samochód służbowy i miał z nim zrobić po Krakowie 268 km w ciągu trzech godzin i dwudziestu minut. To oznacza, że musiałby jeździć po mieście bez zatrzymania ciągiem około 100 kilometrów na godzinę.
Prokurator Gorzula 25 stycznia 2023 roku wydał nawet nakaz przeszukania 8 policjantów z krakowskiego Archiwum X, ale Biuro Spraw Wewnętrznych policji się do tego nie paliło. Sprawa została ostatecznie przeniesiona do Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim. Taką decyzję podjął Krzysztof Sierak, zastępca Prokuratura Generalnego Zbigniewa Ziobro. Prokuratorzy z Ostrowa Wielkopolskiego uchylili nakaz przeszukań u funkcjonariuszy z krakowskiego Archiwum X.
Niedługo po drugim ataku na dom Bogusława P., emerytowany funkcjonariusz został zatrzymany i usłyszał zarzuty manipulowania dowodami w sprawie zabójstwa Iwony Cygan.
Szczucin nie był miasteczkiem zbrodni, który owijała zmowa milczenia
W czasie śledztwa w sprawie zabójstwa Iwony Cygan, ówczesny szef małopolskiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej Piotr Krupiński chętnie wypowiadał się w mediach, podobnie jak ściśle z nim współpracujący szef krakowskiego Archiwum X Bogdan M. Obaj sugerowali wprost, że z tą zbrodnią powiązana jest m.in. śmierć Tadeusza D. - tego samego, który miał opowiedzieć Leszkowi W., że widział moment zabójstwa Iwony Cygan.
Zwłoki Tadeusza D. zostały wyłowione z Wisły. Krupiński z Bogdanem M. wprost mówili, że Tadeusz D. zginął, bo miał przechwalać się w barze w Szczucinie, że wie kto zabił Iwonę Cygan i zgarnie nagrodę za tę informację. Niedługo później zniknął. Kilka miesięcy później, już w 1999 roku, został wyłowiony z Wisły. Nie potwierdziły się także sugestie formułowane przez prowadzących śledztwo w sprawie o zabójstwo Iwony Cygan, że mężczyzna został wyłowiony z Wisły z zawiązanymi z tyłu rękami.
Ekshumacja zwłok Tadeusz D. i powtórne badane, do którego dążył prokurator Krupiński nie przyniosły żadnych sensacyjnych wieści. Podobnie jak za pierwszym razem nie stwierdzono, żeby do utonięcia Tadeusza D. ktoś miał się przyczynić.
Podobnie było przy badaniu zwłok Marka K., który w 2014 roku zginął, gdy elementy betonowego ogrodzenia spadły na jego głowę. Przyjęto wtedy wersję, że pijany mężczyzna potknął się tak niefortunnie, że wpadł głową pomiędzy zwisające elementy ogrodzenia. Także i w tym przypadku, w 2019 roku, prowadzący śledztwo w sprawie o zabójstwo Iwony Cygan sugrowali, że ta zagadkowa śmierć także mogła mieć związek z morderstwem 17-latki, ale w żaden sposób tego nie dowiedziono.
Na finiszu procesu w sprawie o zabójstwo Iwony Cygan, prokurator Krupiński w swojej mowie końcowej przekonywał także, że spalony samochód innego zmarłego pod koniec 2016 roku Wojciecha Sołtysa, znaleziono niedaleko miejsca ujawnienia zwłok 17-latki. Jak stanowczo zaprotestowali jednak obrońcy oskarżonych, to nie prawda. Wrak auta znaleziono bowiem kilka kilometrów dalej. Także w przypadku śmierci 79-latka nie stwierdzono udziału osób trzecich.
Ślady na duszy i kłopoty prokuratora Krupińskiego
Szef krakowskiego archiwum X Bogdan M. słynął z tego, że oprócz opierania się na namacalnych dowodach, kierował się także własną intuicją śledczego, która miała być wyczulona na "ślady na duszy". Jak mówił podczas przesłuchania przed sądem, co cytuje dziennikarz Mateusz Baczyński i autor książki Martwy Punkt, "podstawowy ślad na duszy to kłamstwo, próby samobójcze, rozwiewanie iluzji czy fałszywych śladów, jak przy zaginięciu. Te ślady należy zabezpieczyć procesowo poprzez opis w protokole, badania wariograficzne, opinię psychologiczną".
To właśnie duet prokurator Piotr Krupiński oraz szef krakowskiego archiwum X Bogdan M. jest odpowiedzialny za śledztwo w sprawie zamordowanej i oskórowanej studentki Katarzyny Z., której szczątki wyłowiono z Wisły w Krakowie 6 stycznia 1999 roku. Prokurator Krupiński oskarżył o to Roberta Janczewskiego, który już wcześniej znajdował się w kręgu podejrzanych.
Sąd Okręgowy w Krakowie 2022 skazał mężczyznę na dożywotnią karę więzienia. Dwa lata później Sąd Apelacyjny uniewinnił go jednak, uznając, że Prokuratura Krajowa nie przedstawiała wystarczających dowodów do skazania Roberta Janczewskiego.
Prokurator Krupiński złożył kasacje do Sądu Najwyższego, który 25 czerwca 2026 roku oddalił ją, nie pozostawiając suchej nitki na śledczym.
"To porażka organów ścigania" - podkreślał Sąd Najwyższy.
Tymczasem prawomocnie uniewinniony Robert Janczewski od zarzutu zabójstwa Katarzyny Z. domaga się od państwa 22,5 miliona złotych odszkodowania za 7-letni, wyjątkowo surowy areszt i pogorszenie stanu zdrowia. Po zawiadomieniu pełnomocnika mężczyzny, Prokuratura Rejonowa w Zielonej Górze prowadzi także śledztwo dotyczące możliwego przekroczenia uprawnień przez prokuratora Piotra Krupińskiego.
Tymczasem uniewinnieni w procesie o zabójstwo Iwony Cygan ze Szczucina także zapowiadają, że po uprawomocnieniu się wyroku, w który głęboko wierzą, także będą występowali o odszkodowanie od państwa polskiego.
Paweł K. spędził w areszcie ponad 5 lat. Niewiele mniej jego ojciec Józef K., zwolniony z powodu złego stanu zdrowia. Z kolei pozostali oskarżeni byli aresztowani w okresie od 15 do 19 miesięcy. Trzeba jednak mieć na uwadze, że chodziło o policjantów. Niektórych z nich, jak Bogusława P., próbowano nawet osadzić razem z osobą, którą zatrzymywał podczas pracy w policji.