Teatr im. Juliusza Słowackiego. Fot. Emilia Wietecha
Krzysztof Głuchowski od dekady kieruje Teatrem im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego zdecydował, że jego następca zostanie wyłoniony w konkursie. Obecny dyrektor zapowiedział jednak, że nie zamierza w nim startować.
– Po co robić konkurs, jeżeli ktoś jest dobry? Zakładam, że oceniono, że nie jestem dobry, więc szanuję to. Rozumiem. Nie mam zamiaru brać udziału w konkursie, którego nie wygram – tak zapowiedziany konkurs komentował na antenie Radia Kraków Krzysztof Głuchowski.
Polecamy:
Zdaniem Michała Centkowskiego, dziennikarza i krytyka teatralnego, takie postawienie sprawy budzi wątpliwości. Jak zaznaczał, Krzysztof Głuchowski prowadzi teatr od wielu lat i ma na koncie niemałe sukcesy, jednak decyzji o przeprowadzeniu konkursu nie powinno się traktować jak wotum nieufności wobec urzędującego dyrektora.
– To dosyć przykre, że tak poważny i zasłużony menadżer kultury ulega tendencji do obrażania się na demokratyczne i merytoryczne procedury, których przecież przez lata sam bronił – mówił Centkowski.
Konkurs powinien być zasadą, nominacja wyjątkiem
Gość Radia Kraków zwracał uwagę, że przepisy przewidują dwie możliwości obsadzania stanowisk dyrektorów instytucji kultury: konkurs albo nominację bez konkursu. Ta druga droga, jak podkreślał, powinna być stosowana jedynie w szczególnych przypadkach, na przykład w instytucjach o wyraźnie autorskim charakterze.
W praktyce – jego zdaniem – wyjątek przez lata stawał się jednak rozwiązaniem stosowanym bardzo często. Dyrektorzy, którzy przez wiele lat prowadzili daną instytucję, byli traktowani jako osoby niemal niezastąpione.
Centkowski przyznaje, że do sposobu organizowania konkursów można mieć zastrzeżenia. W komisjach silną reprezentację mają organizatorzy instytucji oraz przedstawiciele administracji, choć zasiadają w nich również reprezentanci zespołów i związków zawodowych.
W przypadku Głuchowskiego istotnym argumentem jest – jak zaznaczał rozmówca – poparcie zespołu Teatru Słowackiego. Dlatego jego zdaniem obecny dyrektor powinien stanąć do konkursu, przedstawić dotychczasowe osiągnięcia oraz własną koncepcję dalszego prowadzenia sceny.
– Myślę, że dyrektor Głuchowski ma sporo atutów. Namawiałbym go, żeby z otwartą przyłbicą wziął udział w tym konkursie i pokazał swój pomysł – mówił.
„Niech wygra najlepszy”
Centkowski przekonuje, że nawet niedoskonały konkurs jest rozwiązaniem bardziej transparentnym niż decyzja podejmowana za zamkniętymi drzwiami. Kandydaci przedstawiają swoje koncepcje, głosowanie komisji jest jawne, a obywatele mogą występować o dostęp do dokumentów w trybie informacji publicznej.
– Niech wygra najlepszy. Będzie to z pożytkiem i dla instytucji, i dla publiczności – podkreślał.
Zdaniem rozmówcy komisje konkursowe mogłyby być przy tym w większym stopniu oparte na przedstawicielach środowiska teatralnego czy akademickiego, a w mniejszym na czynniku urzędniczym. Nie zmienia to jednak jego oceny samej procedury.
– Wciąż pozostaje to standard, którego powinniśmy bronić – mówił.
Niemiecki model: dyrektor nie zostaje w jednym teatrze na zawsze
Nasz rozmówca zwraca też uwagę na niemiecki system teatralny, na którym w dużym stopniu wzorowany jest polski model funkcjonowania publicznych scen.
Centkowski wskazuje, że w Niemczech konkursy są powszechną praktyką, a zmiana instytucji przez dyrektora nie jest traktowana jak porażka. Prowadzenie jednego teatru przez jedną lub dwie kadencje może być etapem kariery. Po zdobyciu doświadczenia dyrektor startuje w kolejnym konkursie i może objąć większą lub bardziej prestiżową scenę.
Większa mobilność dotyczy tam również zespołów aktorskich. W Polsce – zdaniem gościa audycji – zarówno wśród dyrektorów, jak i w samych instytucjach znacznie częściej dominuje przywiązanie do jednego miejsca.
– Jak się już raz okrzepło i w jednym miejscu się udało, to jakoś bardzo kurczowo się tego trzymamy – podsumował Centkowski.