Dla mnie oskarżeni są oprawcami mojej córki. Nie spodziewałem się takiego wyroku
- mówił po ogłoszeniu wyroku Mieczysław Cygan, ojciec Iwony. Nie krył rozczarowania;
- Myślałem, że wyrok będzie sprawiedliwy. Przecież proces trwał osiem lat. Czy nie można było zakończyć go pięć lat temu? Można było. Podobno sąd miał takie możliwości. Przeżywaliśmy gehennę przez te osiem lat i nadal trzeba ją przeżywać. Nie przegraliśmy sprawy. Przegrało państwo polskie. Ja tak uważam. Na pewno nadejdzie dzień, kiedy sprawcy zabójstwa mojego dziecka zostaną ujawnieni. Nie ma zbrodni doskonałej. A ja w niewinność nie wierzę.
"Gdzie jest DNA z ubrań i ciała?"
Pełnomocnik rodziny, mec. Ireneusz Wilk, zapowiedział apelację. Jego zdaniem sąd błędnie ocenił zgromadzony materiał dowodowy.
– Wydaje nam się, że zeznania głównego świadka Leszka W. są w pełni wiarygodne. Ten wyrok jest dla nas sygnałem, że musimy jeszcze więcej walczyć. 28 lat od zabójstwa to szmat czasu i wiemy, jak trudne jest dziś prowadzenie postępowania dowodowego. Ale skoro zbadano DNA na gumie do żucia Iwony czy wykonano badania toksykologiczne, to pytam: gdzie jest DNA z jej ubrań i ciała? Jak zabezpieczono te ślady i gdzie je zdeponowano? Policjanci, którzy prowadzili czynności, nie zabezpieczyli tego materiału. Powiem więcej – daję pełną wiarę rodzinie Iwony, że ubrania zostały od nich odebrane i zniszczone. Zarzucam policjantom, że to przez nich ten dowód został utracony. Dlatego niezrozumiałe jest dla nas, że nie zostali skazani za utrudnianie śledztwa – powiedział mecenas Wilk.
W uzasadnieniu wyroku Sąd Okręgowy w Rzeszowie odrzucił kluczowe elementy aktu oskarżenia. Sędzia tłumaczył, że choć proces wykazał, iż główny oskarżony Paweł K. nie przebywał w Wiedniu w czasie, który wskazywał jako swoje alibi, samo to nie czyni go sprawcą zabójstwa. Sąd uznał również, że nie potwierdziła się teza o policyjnym „parasolu ochronnym” nad oskarżonymi. Zwrócił uwagę, że rok po śmierci Iwony Cygan dwaj główni oskarżeni zostali skazani za pobicie dwóch nastolatków, którzy zgłosili sprawę policji. Zdaniem sądu świadczy to o tym, że nie byli chronieni przez funkcjonariuszy, jak twierdziła prokuratura. Zarzuty wobec byłych policjantów opierały się natomiast głównie na zeznaniach świadków incognito, które nie znalazły potwierdzenia w pozostałym materiale dowodowym.
"Byliśmy fałszywie oskarżani"
O ogromnej uldze po wyroku mówili uniewinnieni policjanci. Andrzej Kupiec, były komendant policji w Dąbrowie Tarnowskiej, podkreślał, że dla oskarżonych dziewięcioletni proces oznaczał życie z piętnem osób odpowiedzialnych za śmierć nastolatki.
Dziś sąd potwierdził to, co wiedzieliśmy od początku – że byliśmy fałszywie oskarżeni
- mówił Kupiec. I przekonywał:
- Dopiero kiedy zapoznałem się z aktami śledztwa, zobaczyłem, jak wielka była to manipulacja. Przez dziewięć lat mierzyliśmy się z hejtem i nienawiścią. To oczywiście nie zmienia faktu, że Iwona zginęła tragiczną śmiercią i bardzo chciałbym wiedzieć, kto ją zabił. Ale nie wiem tego ani ja, ani pozostali policjanci. To tragedia dla rodziny Iwony, ale nie upoważnia nikogo do mówienia, że wszyscy mamy krew na rękach. Uważam, że prokuratura, koncentrując się wyłącznie na jednej wersji wydarzeń, popełniła poważny błąd. Odrzucano dowody, które jej przeczyły, choć należało sprawdzić także inne hipotezy – mówił.
"Cały czas mówiłam prawdę"
Do tych wątpliwości odniósł się również sąd. W uzasadnieniu wskazał, że śledczy powinni dokładniej zweryfikować także inne możliwe wersje wydarzeń, w tym trop związany z mężczyzną, z którego żoną – według jednej z hipotez – mogła spotykać się Iwona Cygan. Sędzia przypomniał również o niezgłoszonej próbie gwałtu, do której w tym samym miejscu doszło rok przed zabójstwem 17-latki.
Po wyroku odetchnęła także Renata G.-D., przyjaciółka Iwony Cygan. Przez lata śledczy utrzymywali, że to ona miała wyciągnąć nastolatkę z domu feralnego wieczoru. Została oskarżona o składanie fałszywych zeznań. Sąd ją uniewinnił, wskazując, że zachowane billingi telefoniczne z 1998 roku potwierdzają, iż 13 sierpnia do Iwony dzwonił ówczesny chłopak jej siostry, a nie Renata G.-D.
– Chyba największym plusem tego procesu jest to, że odnaleziono billingi, które całkowicie potwierdzają, że mówiłam prawdę, i rzucają nowe światło na tę sprawę. Ale w tej sprawie nie ma wygranych. Iwona nie żyje. Prawdziwy sprawca nadal jest na wolności. Prokuratura przez ostatnie lata poświęciła się niszczeniu życia uczciwym ludziom. Ja przez cały czas mówiłam prawdę i nigdy nie zmieniłam swoich zeznań. Zapłaciłam za to bardzo wysoką cenę. Mam tylko nadzieję, że kiedyś dowiemy się, co naprawdę wydarzyło się 13 sierpnia 1998 roku w Szczucinie.
Sąd Okręgowy w Rzeszowie zwracał również uwagę, że przez lata sprawa zabójstwa Iwony Cygan była przedstawiana w mediach w sposób, który – zdaniem sądu – prowadził do pomijania zasady domniemania niewinności. Sędzia kilkakrotnie podkreślał, że trwający osiem lat proces nie pozwolił wykazać ponad wszelką wątpliwość winy oskarżonych.